Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje






DEPORTACJE Z ZIEM POLSKICH DO ZSRR 1940-1941
LOSY ZESŁAŃCÓW

Deportacje 1940-1941

Przebieg deportacji

Liczba deportowanych

Narodowość deportowanych

Status deportowanych

Rozmieszczenie zesłanych

Straty

Charakterystyka deportacji

Na zesłaniu

Życie codzienne - książka

Mieszkanie

Ubranie

Wyżywienie

Praca

Tzw. amnestia

Syberia w oczach Polaków



Na stronie

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Historia GUŁagu

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia



PRACA



Praca w lesie oraz w kopalniach, do której przeznaczono większość zesłanych, wymagała przede wszystkim znacznej siły fizycznej. W niektórych osiedlach specjalnych - a teoretycznie winno to mieć miejsce wszędzie - przeprowadzano przegląd lekarski, w trakcie którego dokonywano oceny zdolności do pracy oraz określano rodzaj zatrudnienia. Przeważnie jednak o skierowaniu przez komendanta do pracy decydował wiek i stan rodzinny danej osoby. Najczęściej przymus pracy obejmował wszystkich zesłańców w wieku od 16 do 60 lat, ale w niektórych miejscach dolną granicę określano na 15, 14, a nawet do 12 lat (zdarzać się jednak miało zmuszanie do pracy dzieci 9-letnich). Nie zawsze zatrudnienie młodzieży i dzieci było normowane odgórnym poleceniem czy nakazem administracyjnym. Niekiedy o pójściu do pracy dzieci decydowało nie polecenie nadzoru, lecz konieczność ekonomiczna - "by było za co kupić ten pajok". Górna granica wieku była bardziej sztywna, choć bywało, że granicę wieku zwalniającego od obowiązku pracy ustalano na 65 lat.

Dla dzieci i młodzieży pozostawiano najczęściej zajęcia relatywnie najlżejsze, ale i najgorzej płatne. Nieletnich starano się grupować w osobne brygady np. do cięcia drzewa opałowego czy gromadzenia obciętych gałęzi. Młodzież i dzieci przydzielano jednak także do brygad dorosłych, ale często wywoływało to konflikty, ponieważ dorośli w trosce o zarobki brygady musieli pracować za młodszych. Kobiety młode i silne traktowano jak mężczyzn, zatrudniając je w lesie przy ścinaniu i korowaniu drzew oraz w tartakach, w lecie przy sianokosach i spławie drewna. Kobiety niezamężne lub nie mające dzieci były wysyłane także do prac leśnych w odleglejszych miejscach, poza osiedlami. Starszym i słabszym niewiastom przydzielano prace pomocnicze, a ich domeną były zajęcia w osiedlach. Kobiety opiekujące się niemowlętami i małymi dziećmi na ogół do pracy nie były zmuszane, przede wszystkim ze względu na brak ośrodków opieki nad dziećmi. Kobiety z dziećmi nieco starszymi, w wieku powyżej 7 lat, do pracy już zmuszano

W osiedlach znajdujących się w zarządzie przedsiębiorstw zajmujących się eksploatacją lasów mężczyźni trafiali do najcięższych robót leśnych, natomiast "spiecposiołkach" związanych z kopalniami zatrudniani byli przy pracach górniczych, najczęściej pod powierzchnią ziemi. Praca w lesie odbywała się w systemie brygadowym i tak też była rozliczana. Pracowano w systemie akordowym opartym na normach, a sposób obliczania norm i wynagrodzenia za wykonaną pracę był skomplikowany, dla Polaków często niezrozumiały, co tworzyło pole do konfliktów i nadużyć. Normy były z reguły trudne do wykonania, obliczone na maksymalną eksploatację robotników. Polacy nieprzygotowani i nie wprawieni do pracy w lesie mieli, zwłaszcza w pierwszym okresie, wielkie trudności z ich wykonaniem, to zaś silnie rzutowało na zarobki, a niekiedy i na wielkość przydziałów żywności.. Niskie zarobki spowodowane były także oczywistymi oszustwami ze strony administracji gospodarczej. System norm stosowano także przy zwózce, cięciu i ładowaniu drewna, zbiorze żywicy, w tartakach i warsztatach bednarskich. Natomiast część prac np. przy uprzątaniu gałęzi i paleniu ich, a także większość zajęć w osiedlu opłacano w systemie dniówkowym.

Dozór starał się zmusić zesłańców do bardziej wydajnej pracy i wykonywania zadań dziennych, posuwając się do obniżania przydziałów chleba za niewykonanie norm. Jednak sami zesłańcy starali się pracować wydajnie: "Nie szczędząc sił i potu, harowaliśmy bez wytchnienia od rana do nocy, choć nikt nas nie popędzał i nie stał nad nami. Mieliśmy bowiem tę świadomość, że od naszej pracy zależy nasze istnienie i życie naszych rodzin […]". Skutkiem powszechnego stosowania systemu akordowego była znaczna nierównomierność zarobków, uzależnionych od wielu również obiektywnych czynników, np. od jakości odcinka leśnego, na którym prowadzono wyręby, od pogody, narzędzi itd. Z biegiem czasu, w miarę nabywania doświadczenia, dzięki radom pracujących razem z Polakami miejscowych drwali, a także na skutek bardziej umiejętnego obliczania wykonanych zadań, wydajność pracy zwiększyła się, osiągając nawet poziom przodowników pracy. Niekiedy do radykalnej poprawy wystarczało zaopatrzenie pracujących w odpowiednią odzież i narzędzia, ale często mechanizm tego wzrostu polegał na dostosowaniu się zesłańców do miejscowego systemu pracy, opartego na fikcji i oszukiwaniu nadzoru.

Zarobki zesłańców w zależności od wykonywanej pracy były bardzo zróżnicowane. W wielu przypadkach ledwie sięgały 1 rubla dziennie. Przeciętne zarobki w wielu specjalnych osiedlach wynosiły 30-40 rb. miesięcznie, a nawet płace rzędu 60-150 rb. nie wystarczały na przeżycie, zwłaszcza jeśli pracujący miał na utrzymaniu rodzinę. Niekiedy zesłańcy zatrudnieni przy cięższych, lepiej płatnych pracach, uzyskując premie za przekraczanie norm zarabiali znacznie powyżej przeciętnej. Znacznie niższe, sięgające od dwudziestu kilku do 30-40 rb., były wypłaty za prace dniówkowe, nienormowane.

Długość dnia roboczego zasadniczo powinna wynosić 8 godzin. Niższa, sześciogodzinna norma przysługiwała pracownikom niepełnoletnim. Faktycznie zesłańców zmuszano do pracy przez 10-12, a nawet 14 godzin. W okresach spiętrzenia prac lub przy wykonywaniu zadań terminowych, np. przy spławie drewna, pracowano przeważnie od rana do zmierzchu. Praca miała się odbywać 6 dni w tygodniu, nie brakowało jednak odstępstw od tej reguły. W wielu specjalnych osiedlach zmuszano do pracy nawet do 3 niedziel w miesiącu. Próby uchylania się od pracy w niedziele komendanci przełamywali karami pieniężnymi albo groźbą aresztu. Dniami wolnymi były radzieckie święta państwowe - 7 listopada, 1 stycznia i 1 maja.

Dzień roboczy zaczynał się najczęściej o godzinie 6, niekiedy już o 5 rano. Rytm dnia regulował gong lub dzwon, jak to znakomicie przedstawia relacja wywiezionego wraz z rodzicami dziecka: "Na Sybirze pracowaliśmy w lesie. Dzień zaczynał się od dzwonka. Rano o godzinie 5 dzwoniono na pobudkę. Po pobudce praca przy baraku i liche śniadanie. Po tej pracy o godzinie 6.30 odzywa się dzwon na pracę leśną. [...] Trwała ona do godziny 12, o 12 zaś dzwoniono na obiad.[...] Po [...] obiedzie o godzinie 13 dzwonią na pracę leśną. Po popołudniowej pracy o godzinie 16 dzwoniono na kolację. Po dzwonku, gdy wszyscy wrócą z pracy, każą pracować koło baraków. [...] Po kolacji o godzinie 22 jest dzwonek, po dzwonku nie wolno było nikomu chodzić po posiołku, każdy układa się do snu".

Roboty związane z pozyskiwaniem drewna największą intensywność osiągały w miesiącach zimowych. Dolną granicę temperatury, przy której wychodzono jeszcze do pracy, wyznaczano na ogół na poziomie -40 oC, nikt wszakże dokładnie temperatury powietrza nie mierzył. Przestój ze względu na niską temperaturę nie był zresztą korzystny, gdyż nie uzyskiwano wtedy wynagrodzenia.

Zesłańców obowiązywała niezwykle ostra dyscyplina pracy. Na mocy postanowienia rządu z 28 grudnia 1938 r. O wzmocnieniu dyscypliny pracy za 15 minutowe spóźnienie groziło potrącanie przez 3 miesiące co najmniej 25% płacy. W czerwcu 1940 r. przepisy jeszcze zaostrzono i samowolne opuszczenie dnia lub spóźnienie do pracy powodowało potrącanie 25% zarobku przez 6 miesięcy, a w przypadku recydywy nawet półroczne pozbawienie wolności. Komendant specjalnego osiedla mógł za naruszenia dyscypliny pracy karać grzywną do 25 rubli lub aresztem do 5 dni, oraz przenosić karnie do cięższych prac. Kary pieniężne w formie potrącenie części zarobku wymierzane były już za 5-minutowe spóźnienie. Nierzadko zresztą wszechwładni komendanci ferowali kary według własnego uznania. Administracja bez skrupułów wykorzystywała tez inne narzędzia przymusu: za niewykonanie normy, spóźnienie lub wcześniejszy powrót do baraku obniżano rację chleba z 800 do 600 lub 400 g, a za opuszczenie dnia pracy z powodu choroby, lecz bez zwolnienia lekarskiego całkowicie pozbawiano chleba na jakiś czas.

W pracy w lesie posługiwano się najprostszymi narzędziami, których zresztą często brakowało lub były złej jakości. Najcięższe roboty wykonywano w lesie w sezonie zimowym. Trwał wówczas wyrąb lasu. Pozyskiwano najczęściej sosnę, świerk, jodłę oraz modrzew, rzadziej limbę syberyjską. Dla większości zesłańców praca w lesie była zupełną nowością, sprawiała też znaczne trudności. Jeden z zesłańców tak opisywał swoją pracę w pierwszym tygodniu wyrębu w 1940 r.: "Nasza pięcioosobowa brygada borykała się z najróżniejszymi trudnościami. Narzędzia nie zawsze były ostre i właściwe. Sposób wykonywania pracy wydawał się nam obcy i niezrozumiały. Wydajność była wciąż niska. Mróz i śnieg krępowały ruchy i pożerały lwią część naszej energii. [...] Aby ściąć sosnę, trzeba było najpierw do niej dojść, brnąc po pachy w śniegu albo czołgając się na czworakach po wierzchu jak pies. Aby dotrzeć do korzeni sosny, musieliśmy łopatami odrzucić śnieg na całą głębokość i podwójną długość piły poprzecznej, gdyż w wykopie, przy ścinaniu pracowało dwóch ludzi w pozycji zgiętej lub klęczącej. Tnąc na kloce leżącą sosnę, trzeba było wydobyć ją ze śniegu, bo padając pozostawiała na powierzchni jedynie ślad w postaci chropowatej smugi, jakby ktoś batem ciął. Aby wreszcie spalić gałęzie, musieliśmy je wydobyć ze śniegu, ułożyć w pryzmę i podpalić stos. Ta ostatnia czynność tylko pozornie wydawała się łatwa. Świeże gałęzie o różnej grubości paliły się trudno. [...] Spaleniu podlegały wszystkie świeże gałęzie i był to rygorystyczny wymóg. Pozostawienie w śniegu choćby jednej gałązki sosnowej o grubości ołówka, karano grzywną w wysokości 1 rubla. Podobną grzywnę stosowano za pozostawienie pniaka wyższego niż 16 cm, licząc od najwyższego bocznego korzenia".

Część spośród wywiezionych w lutym i czerwcu 1940 r. zatrudniono w kopalniach rudy żelaza, złota i miedzi, zarówno przy pracach na powierzchni ziemi, jak i pod ziemią. Normy były bardzo wysokie, a rozliczano z wykonanej pracy całe brygady i jeśli brygada nie wypracowała przewidzianej dla niej normy w zwykłym czasie, to pracowała tak długo, aż ją wykonała. Pod ziemią przy załadunku i transporcie urobku zatrudniano również kobiety, a często ledwie kilkunastoletnie dziewczęta. Jednak także praca na powierzchni nie należała do lekkich, zwłaszcza dla kobiet, którym np. nakazywano ręczne przenoszenie kamienie i odpadów poprodukcyjnych oraz układanie ich w pryzmy. W kopalniach nie używano najbardziej elementarnych sprzętów ochronnych, takich jak maski przeciwpyłowe czy okulary. Dramatycznie przedstawiała się sprawa odzieży roboczej. Jeśli ją wydawano, to rzadko, mimo szybkiego niszczenia się, co powodowało, iż górnicy pracowali w łachmanach powiązanych sznurkiem. Dzień pracy, początkowo wynoszący 7-8 godzin, już wczesną wiosną 1941 r. przedłużono do 10 godzin, a dyskryminowanym polskim zesłańcom wolny dzień przyznawano co 14, a czasem co 18 dni. Mimo wyczerpującej pracy zarobki zesłańców-górników nie były wysokie. Sięgały często zaledwie 250 rubli. Każdy górnik miał książeczkę roboczą, do której sztygar wpisywał zarobek, niejednokrotnie jednak sumy znacznie niższe od rzeczywiście należnych. Interwencje były zaś bezskuteczne. Wobec norm przekraczających ludzkie możliwości i tutaj na szeroką skalę stosowano oszustwa, aby uzyskać choć minimalny zarobek i nie narazić się na represje nadzoru..

<


Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje