Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje







Polska myśl polityczna

Koncepcje socjalistów

Kelles-Krauz wobec kwestii narodowej

Wojenne drogi polskich socjalistów

Koncepcje "demokracji społecznej"

Z rozważań lewicy socjalistycznej

Oskar Lange w latach II wojny światowej

Oskar Lange a PKWN

Socjaliści w powojennej Polsce

"Kto podniesie sztandar jedności narodu?"

Spór o socjalistyczny humanizm

Poglądy Juliana Hochfelda

Koncepcje syndykalistów

Koncepcje OS "Wolność" 1939-1945

Koncepcje Związku Syndykalistów Polskich 1939-1945

Publikacje

Studia nad myślą socjalistyczną 1939-1948

Tradycja w myśli socjalistycznej 1939-1948


Na stronie

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Historia GUŁagu

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia



KONCEPCJE POLITYCZNE ZWIĄZKU SYNDYKALISTÓW POLSKICH W LATACH DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ



Polski ruch syndykalistyczny w formach organizacyjnych ukształtował się po przewrocie majowym, na tle tworzenia się ośrodków ruchu zawodowego związanych z obozem piłsudczykowskim. Pierwsze koncepcje w duchu syndykalistycznym zostały sformułowane w łonie Generalnej Federacji Pracy i stamtąd przeniesiono je do Związku Związków Zawodowych. Wraz ze wzrostem roli działaczy syndykalistycznych w strukturze ZZZ postępował proces przekształcania go w syndykalistyczną centralę związkową. Ideologia polskiego syndykalizmu tego okresu, aczkolwiek czerpiąca s wiele inspiracji z doktryny G. Sorela, wykazywała sporo oryginalności, odwołując się do rodzimych refleksji,; zwłaszcza S. Brzozowskiego, od którego przejęto elementy etosu czynu i pracy. Swoistością polskiej myśli syndykalistycznej było także wprowadzenie pozytywnej koncepcji państwa jako czynnika funkcjonalnego wobec przyszłego społeczeństwa wytwórców zrzeszonych w powszechnych syndykatach.

Już 9 października 1939 r. działacze wywodzący się ze Związku Związków Zawodowych, Robotniczego Instytutu Oświaty i Kultury im. S. Żeromskiego, Polskiego Związku Zachodniego, Światowego Związku Polaków z Zagranicy i lewicy Związku Polskiej Młodzieży Demokratycznej powołali do życia organizację pod nazwą Związek "Wolność i Lud" (ZWiL). Od kwietnia 1941 r., po wchłonięciu kilku drobniejszych grup, występował on jako Związek Syndykalistów Polskich (ZSP). Jego czołowymi działaczami byli: Kazimierz Zakrzewski, Jerzy Szurig, Stefan Szwedowski, Leon Bigosiński, Stefan i Stanisław Kapuścińscy. ZSP dysponował dobrze rozwiniętym aparatem prasowym, co wyznaczało jego możliwości społecznego oddziaływania w konspiracji. Wydawał stojące na wysokim poziomie dzienniki ("AK" pod redakcją Haliny Seydowej, a później "Iskrę" redagowaną przez Józefa Korab-Kamińskiego), tygodniki ("Akcję" pod redakcją Kazimierza Zakrzewskiego, później "Sprawę" redagowaną przez J. Piotrowskiego, S. Kapuścińskiego, J. Lawęckiego i J. Złotowskiego, "Czyn" pod redakcją Jerzego Szyndlera), miesięczniki ("Sprawa Chłopska" - pod redakcją Zbigniewa Kempki, "Myśl", a następnie "Myśl Młodych" pod redakcją J. Garzteckiego, Z. Pokory i H. Olechnowicz). Główne organy prasowe organizacji: "Akcja", "Sprawa" i "Czyn" osiągały nakłady po 3,5-5 tys. egzemplarzy. ZSP zorganizował 5 powielarni i 7 drukarń.

Czołowi działacze ZSP zaangażowani byli w działalność aparatu Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej, a potem Armii Krajowej. Kazimierz Zakrzewski aż do swego aresztowania 4 października 1940 r. kierował referatem (następnie podwydziałem) wewnętrznopolitycznym Wydziału Informacji Biura Informacji i Propagandy KG ZWZ. Po nim funkcję tę objął i sprawował do aresztowania w lutym 1941 r. Jerzy Szurig. Z inicjatywy działaczy ZSP powołana została do życia we współpracy z Komendą Główną ZWZ-AK i Delegaturą Rządu RP na Kraj organizacja "Zachód", będąca konspiracyjną kontynuacją Polskiego Związku Zachodniego.

W grudniu 1939 r. powstały Oddziały Bojowe - wojskowa organizacja ZSP, a rozkazem z 2 stycznia 1940 r. ich Komenda Główna powołała do życia Oddziały Sabotażowo-Dywersyjne jako pion walki bieżącej, nastawiony początkowo na tzw. mały sabotaż, a od jesieni 1940 r. również na dywersję. Nawiązano kontakty z ZWZ, a ściślej - z jego pionem walki bieżącej, tj. Związkiem Odwetu. W nomenklaturze ZWZ organizacja wojskowa ZSP określana była jako scalona drugiego stopnia, tzn. podporządkowana na szczeblu dowodzenia. Jesienią 1942 r. nastąpiła reorganizacja Oddziałów Bojowych ZSP, spowodowana m. in. wcieleniem części organizacji wojskowej do AK.

12 października 1942 r. powstała Komenda Oddziałów Szturmowych "Zew", mających stanowić główny element walki bieżącej OB ZSP. Zadaniem tej formacji było: zwalczanie cywilnej administracji okupanta, ogniw NSDAP, komórek RSHA, karanie volksdeutschów i zdrajców Mimo przejściowych napięć w stosunkach między ZSP a AK, kierownictwo tej ostatniej uważało syndykalistów za lojalnych partnerów i chwaliło sobie współpracę z nimi

ZSP uznawał rząd polski na obczyźnie i w zasadzie zachowywał lojalność wobec jego krajowych agend. Nie oznaczało to wszakże bezkrytycznej akceptacji oblicza politycznego i konkretnych posunięć tych instytucji. Przeciwnie nawet - stopniowo narastał wobec nich krytycyzm, o czym będzie jeszcze dalej mowa. Wydaje się, że trafnie stosunek ten ujął gen. Tadeusz Komorowski, charakteryzując postawę grup demokratycznych, a wśród nich i ZSP: "są w silnej opozycji do KRP, krytyczne do DR, lojalne wobec Rządu Polskiego, szukają oparcia w PZP". W dążeniu do nadania przyszłej Polsce nowego kształtu ustrojowego i nowej treści społecznej ZSP poszukiwał sojuszników wśród ugrupowań demokratycznej lewicy. Krytycyzm wobec tradycyjnych partii politycznych lewicy, a zwłaszcza wobec ich uczestnictwa w porozumieniu tzw. "grubej czwórki" (Stronnictwo Narodowe, Stronnictwo Pracy, Stronnictwo Ludowe i socjalistyczna WRN), popychał ZSP raczej ku współpracy z drobniejszymi ugrupowaniami, choć nadzieje na zmianę polityki, zwłaszcza ruchu ludowego, nigdy nie zostały definitywnie przekreślone. Efektem próby zabiegów konsolidacyjnych na lewicy był udział ZSP w Patriotycznym Froncie Lewicy Polskiej utworzonym wraz z Polską Organizacją Demokratyczną, Polskim Stronnictwem Demokratycznym i Socjalistami Ludowymi "Wolność" w listopadzie 1942 r. W lutym 1944 r. ugrupowania PFLP wraz z organizacjami wchodzącymi w skład Naczelnego Komitetu Ludowego (Robotnicza Partia Polskich Socjalistów, Stronnictwo Polskiej Demokracji i Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa) oraz Organizacją Syndykalistyczną "Wolność" utworzyły Centralizację Stronnictw Demokratycznych, Socjalistycznych i Syndykalistycznych z Centralnym Komitetem Ludowym na czele. W obrębie CKL Związek Syndykalistów Polskich pozostawał ugrupowaniem najbardziej niechętnym współpracy z komunistami, przeciwstawiając się w konsekwencji porozumieniu Centralizacji z Krajową Radą Narodową, a opowiadając się za pełną samodzielnością polityczną jako warunkiem odegrania przez CKL rzeczywiście znaczącej roli w przebiegu wydarzeń. Równocześnie jednak utrzymywał, jak wspomniano, współpracę wojskową z AK.

Powstanie warszawskie praktycznie zamknęło okres aktywnej działalności syndykalistów. Po wyzwoleniu Polski spod okupacji hitlerowskiej nie podjęli już oni zorganizowanej działalności.

Formułując naczelne wartości ideologii syndykalistycznej, wokół których ogniskowały się wszystkie programowe zasady i zamierzenia, ZSP zamykał je w trzech hasłach: "Wielkość Narodu", "Wolność Człowieka", i "Sprawiedliwość Społeczna". Wydaje się, iż kolejność tych haseł-wartości nie była przypadkowa i po wypełnieniu ich bardziej konkretną treścią tworzyły one pewną spójną całość - system myślenia o przeszłości, teraźniejszości i o przyszłości.

"Naród jest środowiskiem ludzi mniej lub więcej ściśle związanych z określonym pniem etnicznym, żyjących na określonym terytorium w granicach właściwej dla tego terytorium jedności gospodarczej, posiadających wspólną przeszłość historyczną, wspólny język, wspólne cechy kultury i psychiki; subiektywnym wyrazem cech wyodrębniających jeden naród od drugiego jest poczucie odrębności narodowej, świadomość narodowa" - tak oto definiowali syndykaliści jedno z kluczowych pojęć swej doktryny". W innym wydawnictwie stwierdzano zaś: "U podstaw idei Narodu leży instynkt zachowania gatunku, początkowo fizycznego, później psychofizycznego, wreszcie wraz z rozwojem psychokulturalnego. Świadomość wspólnoty i odrębności psychokulturalnej, umożliwiającej prawidłowy, pełny i harmonijny rozwój danej społeczności ludzkiej, Narodu, stanowi więź zespalającą go. Instynkt przeparcia swego gatunku psychokulturalnego przekształca się stopniowo w świadomość konieczności zapewnienia podstawowej, w dzisiejszym stadium rozwoju ludzkości, grupie społecznej - Narodowi - najlepszych warunków wszechstronnego rozwoju".

Definiując naród jako wspólnotę psychokulturalną, ukształtowaną na podłożu etniczno-terytorialnym, równocześnie byli syndykaliści wyznawcami koncepcji narodu-ludu, ale traktowanej historycznie, tj. pojmującej ów naród-lud jako produkt przemian zachodzących w obrębie wspólnoty. Oto bowiem w procesie rozwojowym, poprzez walkę klas prowadzącą ku społeczeństwu bezklasowemu, na powierzchnię życia narodowego występowały nowe siły społeczne: chłopstwo, robotnicy, inteligencja. One to właśnie - jak pisano - "stanowią wyłącznie naród w pojęciu nowoczesnym. Klasy pasożytnicze są poza obrębem narodu". Pojęcie ludu było tu zatem rozumiane jako ogół pracujących, wytwórców współtworzących swą osobistą pracą społeczne bogactwo, naród zaś w procesie historycznym stawał się wspólnotą wytwórców. "Pojęcie ludu pracującego i pojęcie narodu są jednoznaczne" - konkludował swe rozważania organ prasowy ZSP.

Wśród czynników determinujących losy narodu, obok terytorium przezeń zajmowanego oraz potencjału ekonomicznego, na czoło wysuwano "wolę zbiorową narodu", tworzącą jego "dynamizm twórczy". Wola taka mogła - jak sądzono - wydobyć się tylko z najszerszych mas narodu, z ich porywu, z owładnięcia ich skrystalizowaną ideą przebudowy społecznej i cywilizacyjnego awansu. Tylko tak rozwinięty "dynamizm twórczy" przekuć się mógł w czyn budowy lepszego jutra, tak w sensie narodowym, jak i społecznym. Ów mit czynu, tak charakterystyczny dla ideologii syndykalizmu, miał w tym okresie bardzo wyraźne konkretyzacje: walkę o niepodległy byt i rozszerzenie kręgu cywilizacyjnego oddziaływania narodu polskiego i zarazem walkę o społeczną i moralną przebudowę tego narodu, która stworzyłaby podstawy kulturalnej, a w pewnym sensie - o czym dalej - także politycznej ekspansji.

Oryginalnym wątkiem doktryny polskiego syndykalizmu było podjęcie w sensie pozytywnym, konstruktywnym problematyki państwa. Nastąpiło to już w okresie międzywojennym, jednakże w latach wojny nabrało - z oczywistych powodów - nowego znaczenia. Oto bowiem na porządku dziennym stanęła nie kwestia rewolucyjnego czy ewolucyjnego przekształcenia państwa w warunkach braku ucisku narodowego, ale problem budowy nowej państwowości po zniesieniu okupacji.

"Państwo jest jedyną organizacją Narodu, który bez niej istnieć i rozwijać się nie może" głosiła już pierwsza broszura programowa ZSP, uzasadniając to twierdzeniem, że brak własnego państwa prowadzi do zaniku możliwości kulturalnego i psychospołecznego rozwoju narodu i do ulegania w konsekwencji kulturom sąsiednim. Walka o własne państwo pojmowana była jako atrybut narodu i wyraz jego siły. Równocześnie jednak w doktrynie syndykalistycznej to państwo, które zapewnić miało narodowi rzeczywisty i pełny rozwój, nie mogło być siłą" antagonistyczną wobec społeczeństwa, lecz formą organizacyjną narodu, wspólną własnością obywateli. Aby państwo miało jednak taki charakter, konieczne było jego "uspołecznienie".

Państwem "uspołecznionym" nie mogło stać się, w rozumieniu ZSP, państwo liberalno-demokratyczne, faktycznie dezintegrujące społeczeństwo przez oparcie się - jak twierdzono - na zasadzie prymatu jednostki i jej osobistych korzyści. Oczywiście tym bardziej nie mogło nim być państwo totalitarne, czyniące z człowieka niewolnika. Państwo "uspołecznione" wyobrażano sobie jako takie, którego organy nie byłyby organami władzy nad społeczeństwem w jakiejkolwiek sferze życia społecznego, lecz organami władzy samego społeczeństwa. Postulowano trzy generalne zasady organizacji takiego państwa: "1) zjednoczenie całego narodu w jedno ciało, kierowane planowo przez samorząd oparty na pełnej demokracji; 2) zorganizowanie świata pracy w zespoły zawodowe, to jest syndykaty; 3) zachowanie jak największej wolności dla jednostki, wolności ograniczonej tylko przez zasady sprawiedliwości społecznej i konieczność utrzymania zespołowego, planowego systemu pracy". Podstawą stworzenia takiego państwa była likwidacja systemu gospodarczego opartego na nieskrępowanej własności' prywatnej. Państwo "uspołecznione" oprzeć się miało na społecznym władaniu środkami produkcji i społecznym kierownictwie wszelkimi dziedzinami życia gospodarczego.

Formuła państwa "uspołecznionego" wyrastała z zasadniczej krytyki kapitalizmu i systemu liberalno-demokratycznego. Syndykaliści odrzucali zarówno absolutyzację wolności jednostki i prymatu tejże, jak i ściśle związaną z nią zasadę prywatnej własności: "Nieskrępowana żadnymi więzami wolność grup czy jednostek prowadzi w konsekwencji do bezustannej walki, uniemożliwia normalne życie społeczeństwa, oddając jednostki słabsze w niewolę silnych i możnych. Stwarza bezwład społeczno- prawny - warunek fizycznej i duchowej grabieży. Nieskrępowane prawo własności prywatnej - wolność gospodarcza daje w rezultacie najstraszniejszą niewolę ekonomiczną i nędzę mas pracujących". Tak rozumiana wolność była faktycznie "wolnością ucisku i wyzysku kapitału nad pracą", owocującą anarchią gospodarczą i atomizacją społeczeństwa, walką między jednostkami, między klasami i między całymi narodami. W przekonaniu ideologów ZSP to właśnie ów "zdegenerowany liberalizm kapitalistyczny" zaowocował faszyzmem. Zadaniem tego ostatniego było zniszczenie wolności człowieka i rozbicie organizacji robotniczych, aby uratować kapitalizm przed przewrotem społecznym i aby ograniczyć samowolę poszczególnych kapitalistów bez naruszania samej zasady prywatnej własności. Za fikcję uważano liberalną wolność traktowaną jako wyzwolenie się z więzów społecznych - było to niemożliwe z uwagi na społeczny charakter człowieka. Materializacja dążenia ku tej fikcji prowadziła natomiast do samowoli wyzysku i do jednostkowego zawłaszczania korzyści dostarczanych przez środowisko społeczne. Odrzucano równocześnie sprowadzanie potrzeb jednostki do interesów zbiorowości, jak działo się w państwach totalitarnych. Stwarzało to bowiem "niespotykane w dziejach niewolnictwo człowieka nie tylko materialne, lecz również duchowe i myślowe i zmienia społeczeństwo w stado bezmyślnych nietwórczych, jednorodnych zwierząt". Konieczne było zatem wprowadzenie zupełnie nowych zasad ustrojowych.

Liberalnej koncepcji wolności ZSP przeciwstawiał wolność rozumianą jako maksimum decyzji o własnych losach poprzez współudział w rządzeniu grupą, do której jednostka należy. Wyprowadzano ten pogląd z koncepcji człowieka jako jednostki społecznej, mogącej zaspokajać swoje potrzeby materialne i duchowe tylko w społeczeństwie, poprzez uczestnictwo w zespole - zorganizowanej i zdyscyplinowanej zbiorowości, opierającej się wszakże na wolności indywidualnej. Ideałem syndykalistów było "zorganizowane społeczeństwo pracy", tj. takie, w którym cele i interesy zbiorowości - a zwłaszcza zasady sprawiedliwości społecznej i konieczność utrzymania zespołowego, planowego systemu pracy - wyznaczają granice jednostki jako członka owej zbiorowości i w którym równocześnie w tych granicach jednostka ma zagwarantowane pełne swobody, określane jako "zdobycze liberalizmu kulturalnego", pozwalające jej twórczo się realizować. Dyscyplina społeczna byłaby w tych warunkach nie dyscypliną przymusu, lecz produktem świadomości "wyższych konieczności". Opierałaby się zatem na wykluczeniu możliwości wyzysku i ucisku moralnego i materialnego. Te dość mgliste i mało precyzyjne zasady ogólne, przedstawiane niejednokrotnie w sposób nader trudny do jednoznacznej interpretacji, nabierały sensu poprzez konkretyzację w programie przebudowy społecznej i ekonomicznej.

Przyszły ustrój społeczno-gospodarczy miał przede wszystkim stworzyć warunki, w których każdy członek społeczności uzyskałby możność swobodnego spełniania swego podstawowego obowiązku, jaki widziano w pracy. To pozwoliłoby, oczywiście w warunkach sprawiedliwości społecznej równocześnie przez ustrój ten gwarantowanych, na zaspokojenie potrzeb materialnych i duchowych. Praca właśnie miała być jedyną miarą wartości człowieka i jedynym tytułem w podziale dochodu społecznego. Ale w nowych warunkach praca miała utracić cechy przekleństwa ciążącego nad człowiekiem, a stałaby się radosną twórczością, dającą pełną satysfakcję przez osiągnięcie świadomie wytyczonych i zgodnie realizowanych celów. Ów etos pracy rozumianej nie tylko jako powinność, ale i forma samorealizacji człowieka, stanowił wyraźne nawiązanie do koncepcji Stanisława Brzozowskiego i był' oryginalnym wątkiem polskiej myśli syndykalistycznej.

U podstaw przebudowy ustrojowej składał ZSP trzy zasady: likwidację kapitału prywatnego i uspołecznienie gospodarki, wprowadzenie planowania gospodarczego oraz poddanie gospodarki pod kontrolę związków zawodowych. Uspołecznienie objąć miało wszystkie bogactwa naturalne, kopalnie i fabryki, środki komunikacji - wszystkie warsztaty pracy oparte na pracy najemnej. Te warsztaty, których działalność nie pociągała za sobą ekonomicznego uzależnienia jednych jednostek od drugich, gdzie nie była zatrudniana najemna siła robocza, miałyby pozostać w rękach prywatnych właścicieli. Dotyczyło to drobnych gospodarstw chłopskich i rzemieślniczych, prowadzonych przez właścicieli przy pomocy rodziny. Ale i ich funkcjonowanie nie byłoby w pełni swobodne, bowiem odbywałoby się "w ramach nakreślonych przez naczelne organa planowania".

Brak było konsekwencji w stosunku syndykalistów do własności państwowej. W jednej z enuncjacji programowych przewidywano, iż obejmie ona banki, przemysł zbrojeniowy i wyposażenie armii, koleje, lasy, budynki administracyjne, część instytucji naukowych i kulturalnych, ewentualnie także niektóre ubezpieczenia społeczne. Zastrzegano się, że państwo poza tym nie powinno być właścicielem przedsiębiorstw przemysłowych ani majątków ziemskich, "chyba, że tego wymagają zadania państwowe". Z drugiej jednak strony wielokrotnie powtarzano, iż społeczeństwo i państwo stanowić będą organiczną całość, a organy samorządowe staną się zarazem organami państwa. Nie brakowało i stwierdzeń, iż rola państwa "uspołecznionego" to rola "wielkiego gospodarstwa zbiorowego". Gdy jednak przedmiotem rozważań była już konkretnie możliwość objęcia własnością państwową środków produkcji, jak gdyby abstrahowano od tego rozumienia państwa "uspołecznionego". Tylko tak można bowiem wytłumaczyć pojawienie się twierdzeń, że upaństwowienie gospodarki oznaczać musi "brutalne i niefachowe rządy biurokracji, które zmieniają robotnika z najemnika prywatnego kapitalisty w najemnika państwa". Zapobiec takiej ewentualności miało przejęcie warsztatów pracy przez same załogi i powierzenie ich kierownictwa zarządom wyłanianym przez ogół zatrudnionych. Ponieważ zaś powszechnymi organizacjami ludzi pracy miały być związki zawodowe, to one i ich organy stałyby się ogniwami zarządzania gospodarczego. "Uspołecznienie warsztatów produkcji - pisano - stwarza na miejsce własności prywatnej własność społeczną, której użytkownikiem jest dany zespół pracowników, a istotnym właścicielem syndykat pracowników odnośnego działu produkcji".

Za jedyną właściwą formę organizacji nowego społeczeństwa uważali syndykaliści związki zawodowe. Nadawali im przy tym dużo szerszy zakres funkcji niż te, które realizowały one w społeczeństwie kapitalistycznym. Zapowiadano, że związek zawodowy złączy ludzi "nie tylko koniecznością ochrony interesów zawodowych, lecz przede wszystkim więzią najistotniejszą: całością najbliższych zainteresowań życiowych, wspólną pracą", stworzy płaszczyznę rozwijania przez obywatela inicjatywy "w kształtowaniu najbliższej mu rzeczywistości". W przekonaniu syndykalistów związek zawodowy jednoczył pracujących na podstawie najszerszej i rzeczywiście najważniejszej: wspólnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Obejmował zatem jednostki żyjące w identycznych lub bardzo podobnych warunkach, mające te same problemy życiowe, walczące o takie same korzyści, a równocześnie nie stwarzał w tym zespoleniu przeszkód światopoglądowych, ideologicznych czy politycznych. Z tego punktu widzenia przeciwstawiano związek zawodowy partii politycznej, do której przynależność nie wynikała z położenia ekonomicznego i społecznego, lecz z akceptacji aktualnego programu. Partia polityczna była więc zbiorowością ludzi z różnych środowisk, a jej program był produktem ścierania się różnych interesów, w konsekwencji nie wyrażając w pełni potrzeb i dążeń żadnej grupy. Mógł to natomiast czynić jednorodny w swym składzie, apolityczny związek zawodowy. To właśnie poprzez działalność partii politycznych następowało marnotrawstwo energii społecznej na walkę o wpływy grup i koterii, doraźne kompromisy między nimi zacierały świadomość istotnych celów i dążeń. Wysunięcie na czoło problematyki społeczno-gospodarczej, a nie politycznej, miało usunąć z życia narodu to destrukcyjne zjawisko, doprowadzić do zniesienia politycznych organizacji społeczeństwa na rzecz gospodarczo-zawodowych i kulturalno-zawodowych.

Związki zawodowe, jako organizacja pracujących w ich środowisku pracy i na płaszczyźnie pracy, miały wziąć pełną odpowiedzialność za całokształt funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa wytwórców od szczebla zakładu po naczelne organy państwa. Ich organy przez nie wyłaniane miały być zarazem organami kierowniczymi przedsiębiorstw, gałęzi przemysłu i całej gospodarki.

Przewidywano oparcie na związkach zawodowych systemu samorządu gospodarczego, kulturalnego i terytorialnego. Instytucjonalny kształt tego systemu nie był do końca w szczegółach dopracowany. Najczęściej przedstawiano go w ten sposób, iż związki zawodowe działające w poszczególnych przedsiębiorstwach łączyć się miały w syndykaty o czterostopniowej strukturze: w skali gminy, powiatu, województwa i całego kraju. Syndykaty poprzez swych przedstawicieli tworzyć miały samorząd gospodarczy w sferze produkcji materialnej oraz samorząd kulturalny w sferze życia duchowego. Odpowiednio w granicach gmin, powiatów i województw" samorządy gospodarcze i kulturalne wspólnie wyłaniałyby organy samorządu terytorialnego odpowiedniego szczebla, do których jednakże wchodziliby także ludzie wybrani bezpośrednio w powszechnej elekcji. Najwyższym organem samorządu gospodarczego byłaby Naczelna Izba Gospodarstwa Narodowego, samorządu. kulturalnego zaś - Naczelna Izba Kultury Narodowej. Łącznie tworzyłyby one Naczelną Izbę Samorządu Terytorialnego. Ta ostatnia powoływałaby ze swego składu Naczelną Izbę Planów, będącą organem planującym w zakresie polityki gospodarczej, kulturalnej i społecznej. Równocześnie przewidywano istnienie sejmu wybieranego w powszechnym, czteroprzymiotnikowym głosowaniu. Jego zadaniem byłoby ustawo- dawstwo w zakresie polityki zagranicznej, obrony, bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości. W innej publikacji o sejmie powiadano również, że uchwalałby budżet państwa oraz sprawował funkcje kontrolne w stosunku do władzy wykonawczej. Tę ostatnią stanowić miał naczelnik państwa (prezydent) oraz rząd. Kompetencje naczelnika państwa obejmowałyby powoływanie i odwoływanie rządu, który odpowiedzialny byłby także przed sejmem, mogącym zgłosić mu votum nieufności. Jednakże tylko poparcie tego wniosku przez naczelnika (prezydenta) prowadziłoby do upadku gabinetu. Jeśliby naczelnik nie podtrzymał stanowiska sejmu, zobowiązany byłby do rozwiązanie tego ostatniego. W tejże publikacji nieco inaczej przedstawiono kształt systemu samorządowego. Oto bowiem zakładano, że w każdym przedsiębiorstwie zarząd złożony będzie nie tylko z delegatów organizacji zawodowej, ale także z przedstawicieli organizacji spożywców, samorządu i rządu. Przedsiębiorstwa zrzeszone byłyby w lokalnych izbach produkcyjnych, kierowanych przez zarządy o identycznym składzie, jak w przedsiębiorstwach. Delegaci tych izb tworzyliby Naczelną Izbę Gospodarki, będącą w tym ujęciu organem samorządu gospodarczego, podczas gdy Naczelna Izba Planów pochodziłaby z wyborów powszechnych, podobnie jak sejm. Obok izb produkcyjnych istnieć miały izby rolnicze składające się z przedstawicieli wytwórców rolnych, organizacji spożywców, związków zawodowych, spółdzielczości, samorządu terytorialnego i rządu, a posiadające w zakresie swych kompetencji odpowiednio te same zagadnienia, co izby produkcyjne w miastach, tyle że odniesione do rolnictwa.

Jeszcze inaczej potraktowano tę sprawę w okresie powstania warszawskiego. Wtedy to przewidywano, iż samorząd gospodarczy w miastach stanowić będą rady gospodarcze, wyłaniane przez branżowe związki zawodowe danego miasta. Równocześnie istnieć miały rady miejskie jako organy samorządu terytorialnego, złożone z delegatów rad fabrycznych, związków rzemieślniczych, przedstawicieli pracowników umysłowych i wolnych zawodów. Z kolei każda wieś wybierać miała swoją radę wiejską. Rady wiejskie danego okręgu poprzez połączenie tworzyłyby Okręgową Radę Wiejską. Okręgowe rady wiejskie i rady miejskie delegowałyby przedstawicieli do Krajowej Rady Delegatów - ciała, które określano jako organ władzy ustawodawczej i zarazem wykonawczej. Koncepcja ta była jak się wydaje próbą uzgodnienia postulatów syndykalistycznych z programem innych ugrupowań reprezentowanych w Centralnym Komitecie Ludowym.

Osobliwością polskiej myśli syndykalistycznej okresu drugiej wojny światowej było podjęcie w szerokim zakresie problematyki wsi i przebudowy agrarnej. Z generalnej zasady likwidacji prywatnej własności środków produkcji w takim zakresie, w jakim stanowiła podstawę wyzysku, wyprowadzano postulat wywłaszczenia bez odszkodowania własności ziemskiej powyżej normy wyznaczonej gospodarczą samowystarczalnością, a jednocześnie wykluczeniem pracy najemnej w gospodarstwie rolnym. Nie udało się, niestety, odnaleźć enuncjacji ZSP, która określałaby górną granicę areału gospodarstwa nie podlegającego wywłaszczeniu.

Z faktu, iż przewidywano równocześnie likwidację lub upełnorolnienie gospodarstw o powierzchni mniejszej niż 10 ha, wynikałoby natomiast przyjęcie tej normy powierzchni za dolną granicę wielkości gospodarstw chłopskich. Uzasadniano to koniecznością nie tylko stworzenia ekonomicznych podstaw bytu ich właścicieli, ale i zapewnienia towarowości gospodarki rolnej. Tak zamierzonej reformie własnościowej towarzyszyć miała komasacja i melioracja gruntów. W celu uniknięcia wtórnego rozdrobnienia gospodarstw syndykaliści zamierzali wprowadzić zakaz obrotu ziemią, a dziedziczenie mogłoby następować tylko w całości i przez następcę fachowo do tego przygotowanego53. Istniały, jak się wydaje, pewne rozbieżności w kwestii, kto miał otrzymać ziemię z parcelacji wielkiej własności ziemskiej. W początkowym okresie wojny stwierdzono, iż wskutek niewystarczającego zapasu ziemi przeznaczony on zostanie na upełnorolnienie już istniejących gospodarstw, nie otrzymają natomiast ziemi bezrolni. W późniejszych enuncjacjach, jeśli wskazywano kategorie uprawnionych do uzyskania nadziałów, to wymieniano wśród nich i bezrolnych55. Nadmiar rąk roboczych na wsi pozostały po reformie miał zostać wchłonięty przez przemysł w miastach oraz lokalne przetwórstwo rolne i usługi na wsi.

Istotnym elementem koncepcji ZSP było założenie, że część wielkiej własności ziemskiej, reprezentująca wysoką kulturę rolną lub uprzemysłowiona, nie będzie podlegać parcelacji, lecz w całości przejdzie w społeczne władanie, pod zarząd samorządu gminnego, powiatowego, wojewódzkiego lub władz centralnych, zapewne w zależności od wielkości i położenia.

Gospodarstwa rolne w obrębie gromady tworzyć miały syndykaty, reprezentowane na ogólnych zasadach w organach samorządowych. Przewidywano też szeroki rozwój spółdzielczości wiejskiej, zajmującej się organizacją zaopatrzenia i zbytu,' przetwórstwem rolnym, usługami dla wsi, a zarazem odgrywającej doniosłe funkcje wychowawcze przez kształtowanie solidarności i samodzielności członków. Rozwój tych form spółdzielczości przygotowałby, jak sądzono, grunt pod "utworzenie wielkich gospodarstw spółdzielczych", w których poprzez unowocześnienie produkcji rolnej, mechanizację i specjalizację nastąpiłoby wyzwolenie chłopa "z jarzma jego nigdy nie kończącej się, całodziennej pracy".

Relatywnie intensywne podjęcie w myśli politycznej ZSP zagadnienia przebudowy ustroju rolnego, choć odbiegające od kanonu myśli syndykalistycznej, nie było ani przypadkowe, ani instrumentalne. Stanowiło konsekwencję swoistej interpretacji przemian społeczno-ekonomicznych zachodzących na wsi polskiej oraz diagnozy i prognozy kształtowania się układu sił społecznych w obrębie narodu polskiego. Analiza pierwszego z tych zagadnień przynosi wiele interesujących spostrzeżeń odnoszących się nie tylko do tego wycinka koncepcji ZSP, ale i do całokształtu doktryny syndykalistów polskich.

Zasadnicze znaczenie miało twierdzenie, iż chłopi nie są klasą społeczną, przez tę ostatnią rozumiano bowiem grupę ludzi żyjących w tych samych warunkach ekonomicznych. Z tego zaś punktu widzenia oceniając chłopstwo, dostrzegano jego znaczne wewnętrzne zróżnicowanie: od biedoty wiejskiej, bezrolnych, właścicieli gospodarstw karłowatych po wiejskich bogaczy, położeniem ekonomicznym zbliżających się do obszarnictwa60. Wskazywano przy tym, że owa polaryzacja właściwa była w ogóle kapitalizmowi, w jednakowym stopniu na wsi i w mieście. Położenie społeczno-ekonomiczne przytłaczającej większości chłopów uważano za identyczne z położeniem klasy robotniczej; jednocześnie sytuacja wielkich właścicieli ziemskich i wielkiego kapitału przemysłowego oceniana była jako w wielkim stopniu podobna. W opinii syndykalistów zasadniczy podział przebiegał między proletariatem miejskim i sproletaryzowanym chłopstwem tworzącymi jedną klasę robotniczą a klasą posiadającą.

Przyznając, że chłopi stanowili bezwzględną większość społeczeństwa polskiego i byli w jego obrębie "czynnikiem rozstrzygającym", ZSP odmawiał im jednak miana przodującej grupy społecznej. Opierał to na przekonaniu, że w warunkach gospodarki przemysłowej twórcą postępowych przeobrażeń społecznych i ekonomicznych może być tylko bezpośrednio związany z tą gospodarką proletariat miejski. On bowiem zmierzał ku rozwiązaniom zasadniczej sprzeczności kapitalizmu - sprzeczności między społecznym charakterem produkcji a prywatną własnością środków produkcji. Czyniło to zeń awangardę mas pracujących, ale jego zwycięstwo nie było jednak możliwe bez pociągnięcia za sobą większości chłopstwa, bez aktywnego poparcia tej grupy społecznej. Było to możliwe, bowiem dążenia chłopskie nie były sprzeczne z dążeniami mas pracujących miast, choć nie obejmowały one bezpośrednio problemów przemysłu, ogniskując się wokół zagadnień agrarnych. Ich realizacja była wszakże elementem likwidacji panowania klas posiadających, a tym samym umacniałaby jedność mas pracujących w walce z reakcją. Tym samym postulaty i dążenia chłopstwa stawały się dążeniami wszystkich ludzi pracy. Urzeczywistnienie celów stawianych sobie przez chłopstwo uważał jednocześnie ZSP za nierealne w oderwaniu od kompleksowej przebudowy społeczno-gospodarczej i politycznej. Stąd zaś wynikał postulat sojuszu chłopstwa z masami pracującymi miast. Przez pryzmat tego postulowanego sojuszu, opartego na obiektywnej wspólnocie interesów, oceniano poczynania politycznego ruchu chłopskiego i jego przywódców. Zwłaszcza w końcowej fazie wojny oceny te stały się nader krytyczne. Były one wyraźnym skutkiem pozostawania SL "Roch" w obrębie koalicji czterech stronnictw, wobec której jako całości ZSP zajął stanowisko zdecydowanie negatywne. Syndykaliści głosili, że polityka kierownictwa ruchu ludowego oznaczała utratę przez ten ruch samodzielności i prowadziła do podporządkowania go.wpływom sił zachowawczych. To zaś w konsekwencji musiało przekreślić szanse zrealizowania postulatów mas chłopskich. Wprowadzano przy tym wyraźną dystynkcję między postawami tych mas a postawami przywódców Stronnictwa Ludowego. Do tych pierwszych apelowano o zajęcie zdecydowanego stanowiska i uczestnictwo w zjednoczonym froncie lewicy. Tych drugich ostro piętnowano za sprzeciwianie się tym jednościowym tendencjom, za sprzeniewierzenie się demokratycznym tradycjom ruchu i za rezygnację z jego samodzielności.

Stworzenie nowego ustroju znieść miało zasadniczą przeszkodę uczestnictwa szerokich mas w kulturze: wyczerpywanie się ich energii w walce o minimum egzystencji w ramach eksploatatorskiego systemu ekonomicznego. Syndykalistyczna wspólnota gospodarcza poprzez złamanie owego systemu zapewnić miała dobrobyt, a przez to pozwolić miała masom na twórcze uczestnictwo w kulturze, narodowi zaś na zwiększenie jego wkładu w tworzenie nowych wartości cywilizacyjnych. Państwo "uspołecznione" powinno stworzyć warunki uzyskania przez każdego obywatela nie tylko prawa, ale i realnej możliwości kulturalnej samorealizacji. Zakładano, że wymagać to będzie nie tylko upowszechnienia bezpłatnej oświaty i rozwoju instytucji upowszechniających kulturę, ale także zburzenia starych nawyków i obyczajów, wyplenienia bierności i naśladownictwa, braku odpowiedzialności i braku odwagi. Nowa kultura miała być kulturą człowieka wolnego, ale świadomie zdyscyplinowane- go, twórczego i w pełni realizującego swą indywidualność, ale pracującego w gromadzie dla społecznych celów, w pełni odczuwającego piękno i radość tej pracy. Organ prasowy ZSP pisał: "Musimy przede wszystkim tworzyć typ Nowego Człowieka: uczciwego, rzetelnego, silnego. Walczyć z brakiem odpowiedzialności, z zakłamaniem, ze słabością. W tych trzech kapitalnych wadach naszego charakteru - tak rozpowszechnionych, że stają się niemal cechą narodową - mieści się ogrom przywar większych i mniejszych: blaga, niedołęstwo, brak odwagi cywilnej, niesolidność, niepunktualność - wszystko, co podrywa wzajemne zaufanie".

ZSP wyjątkowo krytycznie oceniał przeszłość narodową, zwłaszcza tę najmniej odległą. Syndykaliści nie odbiegali w ocenie systemu sanacyjnego od innych ugrupowań lewicy. Oskarżali obóz rządzący po 1926 r. o odsunięcie społeczeństwa od wpływu na losy państwa, o zniszczenie demokracji, faszyzację życia i błędną politykę zagraniczną. Ukazywali chaos życia gospodarczego, nędzę ludu pracującego, eksploatację kraju przez obcy kapitał, kierowanie się zgubnymi koncepcjami politycznymi klas posiadających. W tych zjawiskach dostrzegali doniosłe przyczyny słabości i upadku Polski. Ale w swych rozważaniach o przeszłości podejmowali jeszcze wątek inny, osobliwie charakteryzujący ich poglądy. Oto bowiem za zasadniczą przesłankę wszystkich negatywnych zjawisk tego okresu uznawano "uśpienie" w społeczeństwie woli czynu, pogrążenie się w bierności, zamknięcie się obywateli w kręgu prywatnych interesów, zaniedbanie powszechnej troski o dobro zbiorowości narodowej i państwa. Zauważano, że nie stało się to za sprawą żadnego czynnika zewnętrznego ani braku formalnych możliwości. Konstytucyjne prawa obywateli nie zostały wykorzystane, Polacy bowiem codzienną praktykę życia państwowego ochoczo złożyli w ręce zawodowych polityków i ci "kapłani przeróżnych obrządków politycznych odprawiali za nas codzienne praktyki w komitetach centralnych różnych partii, sejmie czy senacie". Ogromna większość społeczeństwa pozostawała w letargu, zaniedbując swe obowiązki, a w konsekwencji tracąc i prawa. Przyznawano, że sanacja szermując hasłami potęgi państwa, zatruwając świadomość społeczną mocarstwowym frazesem odsunęła społeczeństwo, a zwłaszcza masy pracujące, od wpływu na bieg spraw publicznych. Podkreślano jednak, że stało się to właśnie dzięki postawie samego społeczeństwa. Dramatycznie brzmiały pytania i odpowiedzi: "Kto przespał moment przebudzenia i odbudowy nowej Rzeczypospolitej? Kto z zaspanych rąk dał sobie ster demokratycznych rządów odebrać? Kto pozwolił usunąć się w cień i stał cichutko aż do dni wrześniowych? To przecież ten sam, co dziś głosu nabrał i woła - sanacja winna klęsce. To co drugi z nas, to wielomilionowa masa przesypiających swą historię obywateli. A i ta część, co przebudziła się wcześniej nie jest bez winy. Ci wszyscy działacze spod sztandarów ludowych i socjalistycznych. Ten cały rozkrzyczany tłum przywódców narodu. Oni też na równi z nami są odpowiedzialni za to, że niosące w sobie ogrom wspaniałych możliwości słowa "Rzeczpospolita", "Demokracja" i "Równość" pozostały martwymi znakami na wyrwanych z ich rąk sztandarach, służących tylko za dekorację do wielkich narodowych procesji". Niejako oczywista stawała się więc konkluzja: "los nasz własnymi przygotowaliśmy sobie rękami".

Z takiej, czarnymi barwami malowanej, diagnozy wypływał zasadniczy postulat "przebudzenia" mas z odrętwienia, wyzwolenia woli narodu i skierowania społeczeństwa do czynu, jakim miała być budowa nowej, potężnej Polski, opartej na nowych zasadach ustrojowych i moralnych. Domagano się stworzenia rzeczywistej płaszczyzny zjednoczenia narodu, poniechania międzypartyjnych rozgrywek w imię partykularnych interesów grup i koterii walczących o przyszłą władzę. Sceptycyzm co do możliwości uczynienia tego przez tradycyjne partie i wyłonione przez nie instytucje państwa podziemnego prowadził do wezwania: "Odpowiedzialność za losy kraju wziąć musimy my sami, prości żołnierze Polski Podziemnej, pełniący twardą służbę we wszystkich organizacjach wojskowo-politycznych, od skrajnej prawicy poczynając, na skrajnej patriotycznej lewicy kończąc".

Przesłankę ku stworzeniu nowej jedności narodu znajdowano w ocenie procesów przebiegających w społeczeństwie polskim. Ideolodzy ZSP twierdzili, że pod okupacją faktycznie zachodziło rewolucyjne w swej istocie przekształcenie narodu. Oto bowiem nastąpiło powszechne wywłaszczenie Polaków: na terenach zajętych przez ZSRR większa własność została znacjonalizowana, na ziemiach wcielonych do Rzeszy miały miejsce masowe rugi, a w Generalnej Guberni w wyniku ograniczeń, nakazów, kontyngentów i wywłaszczeń własność Polaków stała się fikcją. Równocześnie zaś, jak twierdzono: "W obozach, więzieniach, w wysiedleńczych wędrówkach po kraju i obczyźnie, w nieustającej walce o samozachowanie - dokonuje się przetopienie całego narodu w duchową bezklasową jedność, żyjącą w nędzy, wyzysku i poniżeniu". Co by nie powiedzieć o jednostronności tej opinii i podporządkowaniu jej swoistym oczekiwaniom syndykalistów, odnotowywała ona obiektywnie zachodzący proces pauperyzacji narodu jako całości i destrukcyjny w stosunku do przedwojennej struktury charakter przemian społecznych. Z perspektywy kilku następnych lat diagnozę sytuacji formułowano już zresztą ostrożniej, wskazując, iż chociaż w procesie ogólnej proletaryzacji narodu podziały klasowe uległy wydatnemu osłabieniu, to jednak nie zniknęły całkowicie i wraz z likwidacją okupacji należało oczekiwać próby nawrotu do dawnego układu. Próbie owej trzeba będzie się przeciwstawić poprzez zasadnicze reformy ustrojowe i wykorzystanie moralnego kapitału wspólnoty przelanej krwi i cierpień.

Ogólne założenia ustrojowe ZSP wraz z programem przeobrażeń społecznych i ustrojowych, jednocześnie zaś diagnoza i przewidywania rozwoju sytuacji determinowały stanowisko wobec konkretnych problemów polskiego życia politycznego. Wśród zagadnień wewnątrzpolityczynych jednym z kluczowych, określających miejsce w strukturach politycznych podziemia, był stosunek do polskiego rządu na obczyźnie, jego krajowych agend cywilnych i wojskowych oraz" reprezentacji międzypartyjnej tworzącej trzon polityczny tzw. obozu londyńskiego. ZSP uznawał rząd polski na obczyźnie, ale było to uznanie o ograniczonym charakterze. Dostrzegano w rządzie sytuację gwarantującą prawno-polityczną ciągłość Rzeczypospolitej oraz przedstawicielstwo polityczne na arenie międzynarodowej, wreszcie organizatora polskich sił zbrojnych poza granicami kraju. Kompetencji rządu w tym zakresie w zasadzie nie kwestionowano, choć wyraźna była progresja krytycznych ocen realizacji polityki rządu, zwłaszcza na odcinku stosunków polsko- radzieckich od 1943 r. Równocześnie jednak ZSP konsekwentnie stał na stanowisku prymatu kraju w organizowaniu walki z okupacją, a przede wszystkim w stanowieniu o przyszłym ustroju społeczno-politycznym Polski. Gdy w deklaracji programowej CKL w marcu 1944 r. pojawił się m. in. postulat rekonstrukcji rządu polskiego, prasa ZSP interpretowała go jako postulat utworzenia w miejsce istniejącego gabinetu rządu centrolewicowego, odrzucając zarazem możliwość, że to emigracja zdolna będzie do podjęcia tego zadania.

W pierwszych latach wojny na ogół nie kwestionowano pozycji krajowego kierownictwa struktur związanych z rządem, nawet jeśli krytykowano to czy inne posunięcie oraz partyjny charakter i zasady organizacyjne podziemia. Stopniowo jednak stanowisko to ulegało zaostrzeniu, zwłaszcza na płaszczyźnie oceny politycznego oblicza kierownictwa podziemia i jego reprezentatywności w stosunku do rzeczywistego układu sił społecznych w Polsce. Dochodziły do tego poglądy na sprawę bieżącej walki z okupantem i ocena kierownictwa podziemia rządowego z tego punktu widzenia, o czym jeszcze będzie dalej mowa. Na tym tle pojawiła się teza o politycznej nieodpowiedzialności "czynników miarodajnych", a wreszcie o ich kompromitacji i niezdolności do przewodzenia narodowi. Ostrze krytyki kierowane było zwłaszcza przeciwko reprezentacji czterech stronnictw: Politycznemu Komitetowi Porozumiewawczemu, Krajowej Reprezentacji Politycznej i później Radzie Jedności Narodowej. Porozumienie czterech partii (SL, SN, SP, i WRN) szczególnie ostro poczęto krytykować po ogłoszeniu deklaracji z 15 sierpnia 1943 r. ZSP interpretował ten akt niejako wyraz koniecznej koncentracji wysiłku narodu dążącego do wyzwolenia, lecz jako produkt tradycyjnych "kombinacji partyjnych". Jego jedyną podstawę odnajdywano w dążeniu do opanowania władzy w wyzwolonej Polsce. Intencją porozumienia miało być - wedle tej oceny - uniemożliwienie zasadniczego przekształcenia stosunków wewnętrznych w kraju, niedopuszczenie, by siłą decydującą stały się masy ludowe. "Ogłoszony program porozumienia 4 stronnictw jest jeszcze jednym objawem degeneracji życia publicznego" - eskalował negatywne oceny organ prasowy ZSP. - "Jest objawem przeświadczenia, że można przy pomocy półśrodków opanować władzę polityczną w Kraju. Metoda policyjnej demokracji, a może próba czwórfaszyzmu, ma stać się według autorów deklaracji narzędziem likwidującym jakikolwiek ruch masowy".. Poczynania Krajowej Reprezentacji Politycznej i skupionych w niej stronnictw oceniano jako uzurpację prawa reprezentowania narodu i próbę przekreślenia dorobku innych organizacji niepodległościowych. Szczególnie ostro atakowano SL i WRN, w opinii bowiem ZSP to właśnie one ponosiły koszty porozumienia, one poczyniły zasadnicze ustępstwa na rzecz prawicy, wyrzekając się postulatów stanowiących dotąd ich podstawę programową. To, że ugrupowania uchodzące za lewicowo-demokratyczne i zdobywające poparcie radykalnymi programami społecznymi w praktyce stały się - nie po raz pierwszy, jak zauważali syndykaliści - podporą dawnego porządku, uznano za niezwykle wymowny argument na rzecz tezy, iż tradycyjne partie polityczne, nawet uważane ze reprezentację mas ludowych, nie były w stanie dokonać rzeczywistych przeobrażeń.

W powołaniu do życia Rady Jedności Narodowej ZSP nie dostrzegał żadnej nowej jakości politycznej. Interpretował to posunięcie jako próbę ratowania skompromitowanego czwórporozumienia; a zarazem jako przejaw dalszej ewolucji na prawo obozu rządowego i potwierdzenie1, tendencji do spychania SL na coraz podrzędniejsze pozycje. "Nie chciano zrozumieć - zauważało jedno z pism ZSP - że skompromitowane zostało nie tylko czwórporozumienie, lecz także polityczno- ideowe założenia, jakie legły u jego podstaw, że skompromitowane zostały metody, jakimi próbowano zjednoczyć naród". Za hasła bez pokrycia i kamuflaż zjawisk zachodzących w kierowniczych ogniwach tzw. obozu londyńskiego uważał ZSP deklaracje o antysanacyjnym charakterze czwórporozumienia. W ocenie syndykali- stów sanacja opanowała kluczowe pozycje w podziemiu i na obczyźnie, a partie skupione w KRP, akceptujące konstytucję kwietniową i oparty na niej porządek prawny, mogły być uważane najwyżej za stronę w wewnątrzsystemowym sporze o skład elity władzy. ZSP przewidywał, że ponieważ większość społeczeństwa nastawiona była zdecydowanie antysanacyjnie i demokratycznie, to wobec zdominowania cywilnego i wojskowego aparatu podziemia rządowego przez wpływy sanacji bezpośrednio po zlikwidowaniu okupacji nastąpi konflikt między społeczeństwem a tym elitarno-biurokratycznym aparatem.

Uważanemu za niedemokratyczne i pozbawione realnej podstawy społecznej czwórporozumieniu ZSP przeciwstawiał postulat zjednoczenia obozu demokratycznej lewicy polskiej, bez czego masy ludowe pozostałyby nadal igraszką w rękach "reakcyjnych klik", a program przebudowy Polski pozostałby wyłącznie pobożnym życzeniem. W ramach owego zjednoczenia lewicy widzieć chciano zwłaszcza ruch ludowy, sugerując zresztą, iż to właśnie on powinen być inicjatorem konsolidacji. Poza' tym obozem lokowali natomiast syndykaliści PPR, dostrzegając zarazem, że brak jedności lewicy oraz zaangażowanie WRN i SL w KRP, a potem RJN, sprzyjały działalności PPR i próbom przechwytywania przez nią nastrojów jednościowych w formie Krajowej Rady Narodowej.

Stosunek ZSP do PPR był zdecydowanie negatywny. Z pewnością decydowała o tym doktrynalna wrogość do komunizmu, pojmowanego jako ideologia zniewolenia jednostki i dyktatorskiego panowania nad społeczeństwem. Charakterystyczne jednak, że owego doktrynalnego przeciwieństwa nie wynoszono do rangi zasadniczej przeszkody w ewentualnym porozumieniu z PPR. Podstawowe znaczenie dla ZSP miało uznanie PPR za siłę pozbawioną politycznej samodzielności, uzależnioną od ośrodków dyspozycyjnych ZSRR. "Nasz stosunek do PPR układa się w płaszczyźnie naszego stosunku do Rosji" - deklarował organ prasowy ZSP, dodając dalej: "Sprawą główną jest to, czy ścieranie się naszych gatunków politycznych układa się w wewnętrznej orbicie życia Polski, czy ośrodek naszych różnic tkwi poza obrębem narodu polskiego. Jeśli ta sprawa zostanie wyjaśniona, polski świat pracy może mówić z PPR. Wówczas jednak stronnictwo to musi wejść bez zastrzeżeń w ogólny plan koordynacyjny walki o niepodległość". Inicjatywę powołania KRN uważał ZSP za zasadniczo sprzeczną z tymi wymogami i w konsekwencji aprobował treść odezwy piętnującej politykę PPR i utworzenie KRN "jako właściwego ośrodka reprezentacji krajowej pod egidą Rosji", odezwy wydanej przez ugrupowania tzw. obozu londyńskiego.

Innym ważnym problemem w warunkach okupacji było określenie stanowiska wobec charakteru, form, metod i natężenia walki z okupantem. Było to zagadnienie obejmujące sferę odniesień naród-okupant, ale także relacje w ramach podziemia polskiego, zwłaszcza zaś stosunek do koncepcji formułowanych przez ośrodek kierowniczy organizacji wojskowej pretendującej do roli jedynej oficjalnej armii w konspiracji. O powstaniu organizacji wojskowej syndykalistów była już mowa. Wiadomo, że podjęła ona ścisłą współpracę z ZWZ-AK. Jesienią 1942 r. organizacja ta uległa przebudowie i zdecydowanie wyraźniej nastawiona została na walkę bieżącą, wykraczającą poza sabotaż. Wiązało się to zapewne ze wzrastającym natężeniem terroru okupanta i coraz wyraźniejszym ujawnianiem się jego eksterminacyjnych zamierzeń. Równocześnie problem walki zbrojnej z okupantem na szerszą skalę pojawił się w publicystyce ZSP. Syndykaliści podzielali przekonanie o konieczności maksymalnego oszczędzania substancji narodu i nie kwestionowali potrzeby wysiłku organizacyjnego na rzecz przygotowań do przyszłego ogólnonarodowego powstania w końcowej fazie wojny. Od jesieni 1942 r. poczęli jednak krytykować politykę "czynników miarodajnych" w zakresie walki bieżącej w obliczu eksterminacyjnych poczynań okupantów i narastającego terroru. Uważali bierny opór za nie- wystarczający i domagali się przejścia do bardziej zdecydowanych form odwetu. W publikacjach ZSP wyraźnie dawała się odczuć obawa przed powtórzeniem wobec Polaków tego samego postępowania, które realizowane było wobec Żydów. Zarazem zaś przestrzegali syndykaliści, iż dalsze powstrzymywanie się od walki doprowadzi do zdziesiątkowania najbardziej aktywnych mas ludowych, do likwidacji "najbardziej wartościowych elementów, zdolnych do kierownictwa akcją powstańczą", a w konsekwencji plany tej akcji zawisną w próżni z braku kadr przygotowanych do ich realizacji". Coraz intensywniejsze stawały się oskarżenia "czynników miarodajnych" o lęk przed czynem i o marnotrawienie potencjału bojowego narodu, a równocześnie umacniało się przekonanie, że jedyną skuteczną metodą walki może być odpowiedź terrorem na terror okupanta.

Domagając się wykorzystania przeciw okupantowi wszystkich środków samoobrony, ZSP opowiadał się zarazem za działaniem planowym i zorganizowanym, co skłaniało do podporządkowania się w tym zakresie Armii Krajowej. Tym usilniej jednak akcentowano odpowiedzialność "czynników miarodajnych" za istniejący stan rzeczy. Niedojrzałość sytuacji do powstania nie mogła w przekonaniu ZSP usprawiedliwiać bierności równającej się pozostawieniu społeczeństwa samemu sobie, w czym widziano już nie tylko błąd, ale wręcz przestępstwo wobec tysięcy obywateli, a także dowód, że "czynniki miarodajne" nie zdawały egzaminu z wziętych na swe barki obowiązków". Zdecydowanie negatywnie odniesiono się do szermowania przez te czynniki zarzutem anarchizacji stosunków wobec samodzielnych inicjatyw w zakresie akcji zbrojnych, w tym i komunistycznych. "Czyż może być większa anarchia od tej, jaką we wszystkich dziedzinach życia polskiego powoduje okupant? [...] Czy walka z anarchią w rozumieniu sfer kierowniczych nie oznacza przypadkiem karnego podporządkowania się wszystkim zarządzeniom okupanta, posłusznego konania od kul żandarmskich lub w ogniu podpalonej chaty?" - pytała prasa ZSP.

Na kierunki myślenia politycznego ZSP, a zwłaszcza na stanowisko wobec polskich czynników kierowniczych w kraju i na obczyźnie oraz wobec tworzącej się już wówczas nowej władzy z PKWN na czele, poważny wpływ wywarło powstanie warszawskie. Pełną odpowiedzialnością za wybuch powstania obarczano kierownictwo tzw. obozu londyńskiego, uważając, że insurekcja pomyślana była jako "demonstracja czynników rządowych celem objęcia władzy przed wejściem wojsk sowieckich". Podstawowym kryterium oceny poszczególnych sił politycznych stała się dla ZSP zdolność do zapewnienia pomocy walczącej Warszawie i gotowość do kompromisów dla osiągnięcia tego celu. Z tego punktu widzenia odpowiedzialnością za powstałą sytuację obciążano wszystkie polskie ośrodki polityczne, żaden bowiem - aczkolwiek z różnych powodów - nie umiał zdobyć się na działania, które sku- tecznie rozwiązywałyby istniejące zadania i odpowiadałyby powadze tragicznego położenia stolicy. Coraz silniej przy tym eksponowano tezę, iż siłami zdolnymi do podjęcia takiej rewizji polityki polskiej, która uznając realia, a zwłaszcza fakt, że pomocy powstańczej Warszawie udzielić mogli tylko Rosjanie, utorowałaby polityczną drogę tej pomocy. Wraz z powiększaniem się hekatomby ofiar oraz przedłużaniem bezskutecznego oczekiwania na pomoc dla ginącej stolicy oceny formułowane przez syndykalistów szybko się zaostrzały. Czynniki kierownicze oskarżano o nieodpowiedzialność, nieudolność, doprowadzenie do dramatycznego powikłania sytuacji politycznej nie tylko na obczyźnie, ale i w samym kraju. W obliczu negatywnego stanowiska RJN i Krajowej Rady Ministrów wobec postulatów bezpośredniego porozumienia z ZSRR oraz porozumienia RJN, CKL i KRN przynajmniej w sprawie zapewnienia pomocy powstaniu, ogłoszono faktyczną "abdykację polityczną" tej pierwszej. "Polityka naszych czynników miarodajnych - pisali syndykaliści - doprowadziła do tego, że zostaliśmy zdegradowani do roli narodu budzącego litość świata, ale nic poza tym". Dowodzono, iż wobec niedojrzałości politycznej tych czynników powstanie, wbrew oczekiwaniom, nie stało się impulsem do uporządkowania problemów Polski. Na początku września 1944 r. uznano, że sprawa Warszawy była już tylko kwestią istnienia miasta i życia ludności, a to zależało od zwycięstwa armii radzieckiej na froncie. W tym właśnie układzie zależności dostrzeżono teraz rezultat rozwoju polityki polskiej i rosyjskiej, wzywając do otwartego postawienia tej prawdy przed narodem. Zwracano też uwagę, że gdy rząd i związane z nim ugrupowania bezskutecznie apelowały o pomoc do świata, na obszarach wyzwolonych spod okupacj hitlerowskiej zachodziły procesy przebudowy społecznej. Ich istoty nie zmieniało twierdzenie, że były wynikiem zewnętrznej ingerencji. Ten ostatni fakt był co najwyżej powodem do smutku, iż polski chłop otrzymywał ziemię, a robotnik stawał się współwłaścicielem swego warsztatu pracy nie wskutek działania samych Polaków, lecz w wyniku usuwania okupacji przez armię radziecką. Tym pilniejszym więc zadaniem stawało się pogłębienie tego procesu przemian i nadanie mu charakteru narodowego, niepodległościowego.

Obok całego kompleksu spraw wewnętrznych, o których była dotąd mowa, myśl polityczna syndykalistów podejmowała drugą zasadniczą sferę problemów: miejsca Polski w Europie w sensie terytorialnym i politycznym, jej stosunków z państwami ościennymi, roli w organizacji struktury stosunków międzynarodowych, kształtu tej ostatniej. Wszystkie te kwestie wiązały się z bieżącymi ocenami i prognozami rozwoju sytuacji wojennej i roli poszczególnych uczestników konfliktu. Co najmniej do końca 1941 r. za niemalże aksjomat przyjmowano, iż wojnę zakończy militarny sukces Wielkiej Brytanii, wspomaganej -jak się spodziewano już latem 1941 r. - przez USA. Przewidywano, że dzięki temu Anglicy uzyskają decydujący głos w organizacji powojennych stosunków w Europie, a biorąc pod uwagę ich tradycyjne dążenie do równowagi na kontynencie, spodziewano się oparcia wschodnioeuropejskiej polityki brytyjskiej na Polsce. To otworzyć miało przed państwem polskim korzystne perspektywy i możliwość odegrania pozytywnej roli w tym regionie, choć jednocześnie wyrażano także obawy przed popadnięciem Polski w "niewolę ekonomiczną triumfującego zwycięzcy". Liczono się wszakże i z tym, że wojenny sukces Wielkiej Brytanii pociągnie za sobą rozszerzenie na państwa wyzwolone spod okupacji liberalno-demokratycznego wzorca ustrojowego. Ta zaś perspektywa nie mogła budzić w syndykalistach zachwytu. Sądzili zresztą, że jej realizacja prędzej czy później musiałaby prowadzić do buntu mas ludowych.

Rozważano w tym okresie jednak i inne możliwości. Jedną z nich było pozostawienie przez Anglosasów Europy środkowej jej własnemu losowi. Doprowadzić to musiałoby - jak sądzono - do odrodzenia się tam dawnych antagonizmów, co w dalszej kolejności pozwoliłoby Wielkiej Brytanii odegrać rolę arbitra. Inną możliwością było dokonanie się w krajach środkowoeuropejskich przewrotu społecznego, co w sferze stosunków międzynarodowych przekreśliłoby brytyjską dominację, a nade wszystko stworzyłoby podstawę dla współpracy tych państw w ramach Stanów Zjednoczonych Europy Środkowej. To była perspektywa przez syndykalistów najbardziej pożądana i oczekiwana. Liczono się także i z tym, że po klęsce Niemiec Związek Radziecki, sprzymierzony od lipca 1941 r. z Wielką Brytanią, nie będąc w stanie orężnie ustanowić w tym regionie odpowiadającego mu układu stosunków, podejmie próby doprowadzenia do tego poprzez inspirację powolnych sobie sil w poszczególnych krajach, co z pewnością napotkałoby zdecydowany opór zainteresowanych narodów. Wreszcie brano pod uwagę i taką ewentualność, że decydującą rolę "organizatora pokoju" odegrają Stany Zjednoczone. Sądzono, że o ile nadal kierowałby nimi obóz rooseweltowski, to powstałaby szansa bezkonfliktowego przeprowadzenia przemian ustrojowych i nowego ułożenia stosunków w tej części kontynentu, USA byłyby bowiem zainteresowane spokojem w Europie, pozwalającym im czerpać korzyści z aktywnego udziału w procesie powojennej odbudowy. W późniejszym okresie, zwłaszcza od przełomu stalingradzkiego, obserwując dynamikę układu sił w toczącej się wojnie, z rosnącym sceptycyzmem odnoszono się do ewentualności brytyjskiej dominacji w Europie. Narastało przekonanie o tendencji do podziału wpływów między Anglię a ZSRR, a później wręcz o decydującej roli Związku Radzieckiego w środkowej Europie105.

Ustosunkowując się do "polskiego dylematu", wynikającego z geopolitycznego położenia między Niemcami a ZSRR, ZSP dopracował się, acz nie od razu, stanowiska uwzględniającego zarówno doświadczenia historyczne, jak i prognozy powojennego rozwoju sytuacji. W lipcu 1940 r. określając zasady polskiej polityki zagranicznej pisano jeszcze, że Polska musi prowadzić politykę "dwufrontową", skierowaną za- równo przeciw Niemcom, jak i przeciw ZSRR, bowiem porozumienie z którymkolwiek z wielkich sąsiadów, czy choćby niedocenianie niebezpieczeństwa z którejkolwiek strony, nigdy nie przynosiło Polsce trwałych, pozytywnych rezultatów i nie równoważyło "dziejowej zbieżności interesów Niemiec i Rosji". Związek Radziecki uważany był za wroga Polski na równi z Niemcami. Podobnie jak w wypadku stosunków polsko-niemieckich, tak i w odniesieniu do stosunków polsko- rosyjskich mówiono o odwiecznej wrogości i wybujałych tendencjach imperialistycznych ze strony obu sąsiadów Rzeczypospolitej, zwracając uwagę, iż tendencje te rozwinęły się w ramach totalitarnych ustrojów obu państw. W elicie rządzącej ZSRR widziano wprost kontynuatorów Romanowów, a w jej polityce ciąg dalszy "zbierania ziem ościennych i dążenia ku cieśninom". Pogląd o imperialistycznych zamiarach ZSRR był lansowany także i znacznie później. Dopiero we wrześniu 1944 r., w trakcie powstania warszawskiego, na łamach prasy syndykalistycznej pojawił się pogląd, iż Związek Radziecki porządkując sprawy swego bezpieczeństwa nie kierował się motywami imperialistycznymi, imperializm zespolony był bowiem; wyłącznie z kapitalistycznym ustrojem społeczno-ekonomicznym.

Oceniając politykę radziecką wobec Polski i Polaków w latach 1939-1940 syndykaliści twierdzili, iż była ona "haniebnym, z krótkowzrocznego rosyjskiego nacjonalizmu wynikającym uderzeniem w lud i naród polski". Dodawano przy tym, że polityka ta była sprzeczna z rzeczywistymi interesami narodu rosyjskiego, te bowiem nakazywały traktować Polaków walczących z faszyzmem jako bojowników wolności, a nie jako wrogów klasowych. Nie odrzucano a limine argumentacji radzieckiej mającej uzasadniać wkroczenie w granice Polski, ale wskazywano, że nawet uznając jej obiektywną słuszność, trudno było usprawiedliwić akcję przeciw państwu walczącemu z faszystowskim agresorem, przeciw państwu, z którym istniał pakt o nieagresji. Zasadnicze znaczenie miało jednak stwierdzenie, iż "blisko dwuletnia inwazja Związku Sowieckiego na wschodnią część Rzeczypospolitej nie pozostawia wątpliwości co do swych intencji, iż była nie ochroną bezpańskiego terenu, ale okupacją". Politykę radziecką w latach 1939-1940 wyjaśniano przede wszystkim pragnieniem odegrania roli likwidatora wojny między państwami faszystowskimi a państwami burżuazyjno-demokratycznymi, co pozwoliłoby narzucić światu swą wolę i urzeczywistnić własne cele". Wybuch wojny niemiecko-radzieckiej przekreślił taką perspektywę, ale w konsekwencji pojawił się problem udziału ZSRR jako sojusznika Anglosasów w urządzaniu powojennego świata. Początkowo po 22 czerwca 1941 r. ZSP głosił, iż optymalnym rozwiązaniem z polskiego punktu widzenia byłoby rozbicie państwa radzieckiego w toku działań wojennych, przy równoczesnym możliwie największym osłabieniu Niemiec". Po podpisaniu układu polsko-radzieckiego stanowisko to nie bez oporów poczęło się zmieniać, a w dwa lata później koncepcje zasadzające się na perspektywie wzajemnego wykrwawienia się Niemiec i ZSRR uznano za pozbawione realnych podstaw i szkodliwe.

Do układu z 30 lipca 1941 r. ZSP odniósł się pozytywnie, kierując się oceną korzyści, jakie przyniósł on stronie polskiej. Wskazywano, że porozumienie to umacniało sojusz polsko-brytyjski, a równocześnie ograniczało możliwość przekształcenia sprawy polskiej w przedmiot targów międzynarodowych. Doceniano znaczenie układu dla powojennego położenia Polski, przypominając, iż polityka równowagi wobec Niemiec i ZSRR nie zdała egzaminu. Wreszcie stwierdzano możliwość stworzenia armii polskiej w ZSRR, spodziewając się, że będzie mogła ona odegrać poważną rolę w ustaleniu granicy zachodniej Polski, a także w ewentualnym przeciwstawieniu się zaborczym dążeniom ze strony państwa radzieckiego". Równocześnie po nowemu spojrzano na "polski dylemat" geopolityczny. Komentując układ polsko-radziecki, organ ZSP dobitnie stwierdził: "Osią przyszłej polityki zagranicznej Polski powinna być w jej geograficznych warunkach dążność do ułożenia swych stosunków z jednym z tych sąsiadów w płaszczyźnie dobrego sąsiedztwa i ugruntowanej przyjaźni. Cała tysiącletnia historia Polski uczy, że jakiekolwiek tego rodzaju próby w stosunku do Niemców muszą być uważane za maniackie mijanie się z realizmem". W późniejszych latach, mimo rosnącego napięcia w stosunkach polsko-radzieckich, a następnie otwartego konfliktu, przy całym daleko posuniętym krytycyzmie wobec polityki radzieckiej w stosunku do Polski, ZSP nie zmienił przekonania, iż w interesie Polski leżało doprowadzenie do porozumienia z ZSRR (o ile tylko państwo to będzie skłonne uszanować polską suwerenność i integralność terytorialną) i zwrócenie się frontem wyłącznie na zachód. Ku wschodowi miała być "do uścisku wyciągnięta dłoń", a zadaniem Polski byłoby "kulturalne promieniowanie" w tym kierunku, oddziaływanie siłą idei i cywilizacji, ku zachodowi skierowany miał być miecz.

Tymczasem jednak jesienią 1941 r. w poglądach ZSP wystąpiły wyraźnie dostrzegalne rozbieżności w zakresie intencji i oczekiwań w sprawie dalszych losów ZSRR. Z jednej strony kontynuowany był wątek rozważań wyrażających nadzieję na rozpad ZSRR na szereg "niepodległych republik demokratycznych" i ograniczenie Rosji do granic etnograficznych. Z drugiej strony do prognozy rozwoju sytuacji, zwłaszcza od listopada 1941 r., coraz wyraźniej włączano przekonanie o uzyskaniu, przez ZSRR wpływu na układ stosunków powojennych i statusu współkonstruktora powojennego ładu międzynarodowego. Nie zmieniały tego nawet nadzieje na militarne wyczerpanie ZSRR, tym bardziej iż nie przypuszczano, by pociągnęło to za sobą załamanie ustroju. Przeciwnie - przewidywano nawet wzrost atrakcyjności niektórych przynajmniej rozwiązań radzieckich dla innych narodów. Już na początku 1942 r. w ZSP sformułowano wyraźną dyrektywę zerwania w polityce polskiej z negacją przyszłej roli ZSRR, a tym bardziej z orientacją na jego rozczłonkowanie. Opowiadano się za zgodnym współżyciem polsko-radzieckim, mającym zasadnicze znaczenie dla rozwiązań na rubieżach zachodnich i pół- nocnych.

Obserwacja stałego wzrostu wpływów politycznych ZSRR i niechęci Anglosasów do zdecydowanego przeciwstawiania się temu procesowi prowadziła ZSP do wniosku o oparciu przyszłego porządku w Europie na podziale wpływów między Wielką Brytanią a ZSRR. Przewidywano, że Polska stałaby się obszarem ścierania się tych wpływów przy niepewnym rezultacie końcowym, zawsze jednak obarczonym negatywnymi konsekwencjami: syndykalizm daleki był wprawdzie od komunizmu, ale za większe zło uważano podporządkowanie Polski wpływom kapitalistycznym reprezentowanym przez Wielką Brytanię, równocześnie jednak uważano, iż ta ostatnia nie stanowi dla Polski zagrożenia politycznego w przeciwieństwie do Związku Radzieckiego. Jako całkowicie złudne traktowano koncepcje opierające się na planach ustalenia miejsca Polski w Europie w wyniku konfliktu zbrojnego między mocarstwami anglosaskimi a ZSRR. Jesienią 1943 r., po radzieckich sukcesach pod Kurskiem, uznano, iż "zaliczyć trzeba do chimer marzenia o Polsce jako "decydującym czynniku na wschodzie" i apelowano o gruntowne przemyślenie stosunku Polski do ZSRR w kontekście jego wzrastającej roli międzynarodowej.

Opowiadając się za współpracą polsko-radziecką, ZSP głosił konieczność jej oparcia na zasadach równości, poszanowania suwerenności Polaków w Polsce, integralności terytorialnej państwa polskiego oraz uznania, iż wyzwolenie społeczne może być wyłącznie suwerennym dziełem zainteresowanego narodu. Po zerwaniu stosunków polsko-radzieckich ZSP pozostał wierny przekonaniu o celowości porozumienia między tymi państwami. Sformułowano warunki jego osiągnięcia; 1) bezwarunkowe przywrócenie stosunków dyplomatycznych, 2) radzieckie oświadcze- nie w sprawie granic, 3) włączenie w polski "ogólny koordynacyjny plan niepodległościowy wojenny tych czynników, które w oparciu o Rosję walczą w naszym kraju z Niemcami". Z niespełnienia tych warunków wyprowadzano wniosek: "jesteśmy na swym terenie dla Rosji nie sojusznikiem, a przedmiotem, który zamierza się postawić przed faktem dokonanym".

Orientacja na porozumienie z ZSRR daleka jednak była od koncepcji oparcia się Polski na Związku Radzieckim. Odcinano się od niej wskazując, że musiałaby doprowadzić do całkowitego podporządkowania Polski interesom radzieckim i do utraty samodzielności na arenie międzynarodowej, a co więcej - groziłaby przekształceniami ustrojowymi na wzór radziecki pod wpływem czynników zewnętrznych. Polska współpracująca swobodnie z ZSRR mogła być natomiast wschodniemu sąsiadowi potrzebna, co stwarzałoby szanse pokojowego uregulowania wszelkich spornych kwestii.

Syndykaliści jesienią 1943 r. byli przeświadczeni, że klucz do normalizacji stosunków polsko-radzieckich leżał w rękach przywódców ZSRR. Brak rozwiązania konfliktu i postępu w tym zakresie interpretowali jako dowód, iż ZSRR nie był tym zainteresowany. Uważali, że rząd radziecki uchylał się od rozwiązania sporu z Polską na płaszczyźnie międzynarodowej, dążąc do rozstrzygnięć samodzielnych w wyniku zwycięskiej ofensywy na ziemiach polskich. Jednocześnie jednak zaznaczano, iż porozumienie polsko-radzieckie nie będzie możliwe, "dopóki na polską politykę zagraniczną będą miały wpływ sfery reakcyjne, które nie tyle mają na myśli obronę interesów Polski, ile obronę nietykalności obecnego ustroju".

Przedłużanie się konfliktowego stanu stosunków polsko-radzieckich, brak w tej mierze decyzji mimo konferencji międzynarodowych w Moskwie i Teheranie, przekroczenie przez armię radziecką przedwojennych granic Polski i związana z tym wymiana oświadczeń obu rządów - wszystko to skłaniało ZSP do coraz krytyczniejszych ocen postawy i poczynań rządu polskiego. Syndykaliści wskazywali, że w okresie istnienia sojuszu tolerowane były "niepoczytalne ataki" przeciw ZSRR, a krajowa ekspozytura rządu nie osiągnęła porozumienia z PPR, że źle rozegrano sprawę katyńską, że wreszcie nie dokonano z własnej woli zmian w rządzie, mimo że nie znajdował w jego składzie odzwierciedlenia układ sił w kraju. Jedno z pism ZSP zauważało wprost: "Uważna analiza przebiegu konfliktu polsko-sowieckiego każe przypuszczać, że po stronie polskiej działa nie tylko moment polskiej racji stanu, lecz również jakaś głębsza zakulisowa gra, w której Polska może się okazać narzędziem obcej intrygi nic wspólnego nie mającej z naszym trzeźwo ocenianym interesem. Twarda obrona praw i interesów Polski na wschodzie jest koniecznością przez nikogo nie kwestionowaną. Jest jednak wiele danych, że polskie stanowisko wobec Sowietów od dawna idzie znacznie dalej niż wymagałaby tego polska racja stanu, że negacja nasza odnosi się nie tylko do sowieckich pretensji terytorialnych, lecz również do faktu wzrostu sił, a co za tym idzie i znaczenia wschodniego sąsiada. Tutaj wydaje się polityka wkraczać w dziedzinę romantycznej, być może, ale dla interesów Polski w najwyższym stopniu niebezpiecznej awantury mogącej doprowadzić do katastrofy". Znamienne było przy tym, że kwestię stosunku do ZSRR ujmowano w dwóch płaszczyznach: stosunku do państwa i stosunku do komunizmu jako systemu społecznego. O ile wyraźnie dostrzegano i eksponowano niebezpieczeństwo płynące dla Polski z imperialistycznych tendencji przypisywanych państwu radzieckiemu, to odcinano się od szermowania argumentem o socjalnym niebezpieczeństwie. Powtarzano po wielokroć, że mimo wszystkich zastrzeżeń syndykalistom bliższy był komunizm niż wszechwładza kapitału, a burżuazja postrzega niebezpieczeństwo właśnie w wymiarze klasowym.

Złożone i nie pozbawione sprzeczności były poglądy ZSP na formy i metody rozwiązania problemu niemieckiego, a zwłaszcza na kwestię odpowiedzialności na- rodu niemieckiego i zastosowanie wobec niego retorsji. Określając w grudniu 1940 r. polskie cele wojenne bardzo wyraźnie wypowiadano się przeciw myśli o zniszczeniu narodu niemieckiego, jednocześnie przewidując konieczność poniesienia przezeń kary za wywołanie wojny. Zapowiadano wszakże, iż naród ów "wyzwolony z pęt hitleryzmu zachowa możność swobodnego rozwoju". Wkrótce już jednak-jakby wykluczając możliwość przemian w Niemczech - formułowano pewnik, iż Niemcy byli i nadal pozostaną typowym "złym sąsiadem" i prowadzić będą politykę antypolską. Z tego oczywiście musiały być wyciągnięte konsekwencje. Pojawił się więc pogląd diametralnie sprzeczny z głoszonym wcześniej, a odnotowujący "żelazną konieczność zniszczenia narodu niemieckiego". Uzasadniano to twierdzeniami o "zbrodniczych możliwościach narodu niemieckiego", o Hitlerze jako "emanacji ducha tego narodu" i o tym, że "naród niemiecki postawił sobie za cel zniszczenie biologiczne Narodu Polskiego". Wydaje się więc, że wraz z eskalacją eksterminacyjnej polityki hitlerowskiej wobec narodu polskiego stanowisko syndykalistów uległo wydatnemu zaostrzeniu i zmierzało w kierunku utożsamienia narodu niemieckiego z hitleryzmem.

Ważnym składnikiem rozważań programowych polskich ugrupowań politycznych okresu drugiej wojny światowej było formułowanie poglądów odnoszących się do terytorialnego zasięgu państwa polskiego, mającego wyłonić się z wojennej zawieruchy. Sprawy te znalazły się również w kręgu zainteresowań syndykalistów. Do sformułowania koncepcji granicy zachodniej doszło w zasadzie wiatach 1940-1941 i w późniejszym okresie nie uległa już ona poważniejszym zmianom, a nawet można zaobserwować pewne osłabienie zainteresowania nią, gdy na czoło polityki polskiej wysunęły się stosunki polsko-radzieckie. Dla treści tego programu poważne znaczenie miał fakt, iż pokaźna część działaczy ZSP wywodziła się z organizacji żywo interesujących się w okresie międzywojennym problematyką zachodnią. Przenieśli oni do ZSP bagaż postulatów formułowanych w różnych formach już wcześniej.

Już w pierwszej enuncjacji programowej, opublikowanej w lipcu 1940 r., w odniesieniu do granicy zachodniej wysunięto postulat włączenia do Polski Śląska Opolskiego, części Dolnego Śląska, Prus Zachodnich i Wschodnich. Formułując kilka miesięcy później pogląd na polskie cele wojny, określili syndykaliści trzy generalne zasady programu rewindykacyjnego. Nowe granice miały być najkrótsze, prowadzić miały do maksymalnego zwiększenia styku polsko-czechosłowackiego, a przy tym przebiegać miały tak, by do Polski włączone zostały całe regiony, a nie tylko ich fragmenty. Kierując się tymi zasadami domagano się Pomorza Kołobrzeskiego, całego Górnego Śląska, części Śląska Dolnego z Wrocławiem oraz Prus Wschodnich. Sceptycznie natomiast zapatrywano się na oparcie granicy na linii Odry-Nysy Łużyckiej, uważając, że jej przyjęcie prowadziłoby do wcielenia do Polski nadmiernie wielkich terytoriów niemieckich, Odra zaś była bardziej interesująca jako droga komunikacyjna (co postulowano uzyskać poprzez umiędzynarodowienie żeglugi na niej) niż jako linia obronna. Postulowana granica biec miała w sposób następujący: na zachód od Kołobrzegu, Drawą do Noteci koło Krzyża, dalej mniej więcej wzdłuż granicy przedwojennej z włączeniem jednak do Polski powiatów skwierzyńskiego i babimojskiego, Odrą aż do jej kolana na wschód od Legnicy, dalej granicą rejencji wrocławskiej i ku granicy z Czechosłowacją z pozostawieniem Jawora po stronie niemieckiej, a Strzegomia i Wałbrzycha po stronie polskiej. Przewidywano przy tym odstąpienie Kłodzka i Głubczyc Czechosłowacji w zamian za część Spiszą i Orawy, a także części Prus Wschodnich Litwie. W późniejszym okresie ZSP wycofał się z zastrzeżeń co do Odry jako granicy i konsekwentnie już opowiadał się za włączeniem do Polski Pomorza Zachodniego aż po ujście tej rzeki.

Wiele uwagi poświęcano zwłaszcza włączeniu do Polski Prus Wschodnich i Śląska, prezentując rozwiniętą argumentację na rzecz tego rozwiązania. W odniesieniu do Prus Wschodnich podkreślano sztuczny charakter ich związku z Niemcami, a równocześnie tworzenie przez nie z Polską całości gospodarczej. Prusy Wschodnie były - wedle tej oceny - dla Niemiec wyłącznie imperialistycznym przyczółkiem, stwarzającym stałe zagrożenie dla państwa polskiego. Wskazywano przy tym na obecność w zachodniej i południowej części Prus Wschodnich znacznego odsetka.... ludności polskiej, wprawdzie o świadomości narodowej przytłumionej przez długotrwałą germanizację, ale łatwej do repolonizacji. Wraz z przewidywanym wysiedleniem ludności niemieckiej oraz skierowaniem tam nadwyżki ludności wiejskiej z Polski centralnej powstać miał obszar o niekwestionowanym polskim charakterze. Zbliżona była argumentacja na rzecz przyłączenia do Polski ziem ' śląskich. I w tym wypadku podkreślano polski charakter postulowanego obszaru, traktując jego niemieckie elementy jako "naleciałości", wynikające zwłaszcza z pruskiej polityki germanizacyjnej. Doniosłym argumentem było odnotowywanie jedności gospodarczej Śląska, sztucznie rozbitej kordonem granicznym. Podkreślano także znaczenie Śląska dla bezpieczeństwa Polski.

Dla miejsca koncepcji zachodnich w całokształcie myśli politycznej ZSP istotne było wskazanie, iż urzeczywistnienie postulatów odnoszących się do granicy zachodniej i północnej było warunkiem zaistnienia podstaw dla realizacji innych zadań, jakie wytyczali syndykaliści Polsce w Europie.

Ustalenie granicy polsko-niemieckiej zgodnie z postulatami ZSP stawiało na porządku dziennym problem ludności niemieckiej zamieszkującej tereny mające przypaść państwu polskiemu. W kwestii tej zarysowały się wśród syndykalistów pewne rozbieżności. W programowej broszurze z 1940 r. pisano otwarcie o konieczności usunięcie ludności niemieckiej z zastosowaniem metod "ściśle według wzorca Niemiec faszystowskich". Jednak już kilka miesięcy później zbiorowe wysiedlenie tej ludności uznano za niemożliwe i niecelowe, powołując się zresztą na aktualne doświadczenia niemieckie na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy. Dostrzegając trudności jednoznacznej kwalifikacji narodowej, podkreślano obecność na ziemiach postulowanych elementu polskiego, choć zgermanizowanego, który mógł i powinien być odzyskany dla polskości. Formułując dyrektywy postępowania na okres powojenny, opowiadali się syndykaliści za: 1) ułatwieniem samoistnego odpływu ludności niemieckiej z obszaru przyszłej Polski, 2) wysiedleniem rodzin, które zamieszkały ziemie przypadające Polsce w ciągu ostatnich dwóch pokoleń oraz urzędników państwa niemieckiego, oficerów, osób zajmujących stanowiska kierownicze i funkcjonariuszy organizacji faszystowskich wraz z ich rodzinami. W tym kontekście podjęto problem volksdeutschów, opowiadając się za surowym ich ukaraniem, zwłaszcza tych, którzy przed wojną przyznawali się do polskości. Niemniej dostrzegano potrzebę odrębnego pod tym względem potraktowania Śląska, gdzie wobec ogromnej złożoności problemu niezbędne było zachowanie daleko idącej ostrożności w ferowaniu ocen i stosowaniu płynących z nich konsekwencji.

Znacznie bardziej złożonym problemem okazało się określenie stanowiska ZSP w sprawie wschodnich granic Polski. Wynikało to z krzyżowania się na tej płaszczyźnie wielu dążeń i celów wytyczanych przez syndykalistów. Szczególne znaczenie miały tu unijne (federacyjne) wizje ZSP, przenikające się z programem umacniania suwerenności Polski, również na kresach wschodnich, stworzenia jej warunków do pełnienia funkcji ogniska cywilizacyjnego promieniującego na otoczenie. Dlatego też nie sposób odrywać projektów rozwiązań terytorialnych na wschodzie od tych właśnie kwestii.

Generalnym założeniem polityki w stosunku do narodów środkowoeuropejskich miała być kontynuacja idei jagiellońskiej, rozumianej jako polityka dobrowolnej unii i współżycia narodów we wspólnym związku politycznym. W pierwszej kolejności dotyczyło to Ukraińców i Białorusinów. O pierwszych powiadano, iż są już narodem w pełni tego słowa znaczeniu i dojrzeli - jako naród - do posiadania niepodległego bytu państwowego. Białorusini byli zaś dopiero w stadium krystalizowania się narodu, ale perspektywę tego procesu widziano jednoznacznie, a w konsekwencji za prawidłowość rozwojową uważano również powstanie państwa białoruskiego. W opinii ZSP z ducha idei jagiellońskiej wynikało popieranie przez Polskę rozwoju samoistnej kultury narodowej ukraińskiej i białoruskiej oraz przeciwdziałanie rosyjskim wpływom kulturowym, hamującym ten rozwój. Zasady polityki unijnej miały być zastosowane także wobec Litwy. W unii z Litwą widziano gwarancję niepodległości Litwy, a także bezpieczeństwa Polski. Przestrzegano, że orientacja Litwy na Rosję przyniosłaby Polsce poważne zagrożenie, a zwłaszcza możliwość zaboru Prus Wschodnich. Z tych względów Polska była zainteresowana popieraniem i umacnianiem niezależności Litwy i kultury litewskiej.

W lipcu 1940 r., w programowej broszurze syndykalistów, został sformułowany postulat ustępstw terytorialnych na rzecz Ukrainy i Białorusi, o ile stałyby się one samodzielnymi państwami złączonymi - jak przewidywano - z Polską związkiem dobrowolnej federacji. Przewidywano wówczas odstąpienie Ukrainie województw tarnopolskiego, stanisławowskiego i wołyńskiego, równocześnie zdecydowanie wykluczając możliwość choćby negocjacji na temat Lwowa, który musiał pozostać w granicach Polski. Opowiadano się również za ustępstwami wobec Białorusinów, nie precyzując jednak ich zakresu. Wykluczono jedynie objęcie nimi Wileńszczyzny, ten bowiem problem lokowano w sferze stosunków polsko-litewskich. Jego rozwiązanie miała przynieść unia z Litwą, jednak i w tym wypadku wykluczano możliwość wyłączenia Wilna z granic Polski, proponując uczynienie zeń ośrodka sfederowanych narodów: polskiego, litewskiego i białoruskiego. Dopuszczając zaś i taką możliwość, że bezpośrednio po wojnie nie dojdzie do utworzenia państwa białoruskiego, zakładano, że wówczas Polska powinna na tym odcinku przesunąć swe granice możliwie daleko na wschód, aby stworzyć w ich obrębie wystarczająco silny "Piemont białoruski".

Znacznie większe nadzieje wiązano z perspektywą powstania samodzielnego państwa ukraińskiego. Uważano, iż autentyczne dążenia do tego ze strony samych Ukraińców powinny znaleźć najdalej idącą pomoc polską na zasadzie "równi ż" równymi, wolni z wolnymi". W imię tej współpracy i najściślejszego porozumienia "do granic naszych najniezbędniejszych interesów politycznych i narodowych ukochań trzeba się zdobyć na poświęcenie [...] wielu rzeczy, przed którymi do niedawna mogło się wzdragać nasze polskie jestestwo". Równocześnie syndykaliści zdecydowanie. odrzucali ewentualność narzucania Ukrainie związku z Polską i wyrywania jej wbrew woli ze struktury państwa radzieckiego. Uzasadniano to zarówno generalnym nakazem poszanowania woli i dążeń każdego narodu, jak i przekonaniem, że nieuchronnie rozpaliłoby to nowe konflikty, w tym także polsko-rosyjski. Dla całości stanowiska ZSP w tej sprawie poważne znaczenie miała zatem diagnoza dążeń niepodległościowych narodu ukraińskiego. Uważano mianowicie, że idea niepodległej Ukrainy, niezależnej od ZSRR, żywa była tylko wśród Ukraińców z Polski i emigrantów, nie znajdowała natomiast oparcia na Ukrainie radzieckiej. Przypuszcza- no tylko, że może się ona tam rozwinąć "na tle wstrząsu wojennego" przeżywanego przez Związek Radziecki.

Deklarowana jeszcze latem 1941 T'. gotowość do ustępstw terytorialnych wobec ewentualnego niepodległego państwa ukraińskiego w późniejszym okresie nie znajdowała już odbicia w enuncjacjach ZSP. Pojawiła się zaś teza, iż: "Polityka terenowa na wschodzie musi walczyć o utrzymanie i umocnienie suwerenności polskiej na rubieżach wschodnich Rzeczypospolitej", a wszelkie próby dyskutowania tej suwerenności przez stronę rosyjską bądź ukraińską musiały być uznane za akt wrogi wobec Polski. Pogląd ten uzasadniano gospodarczym zrośnięciem się ziem wschodnich z Polską centralną oraz przekonaniem, że zostały one cywilizacyjnie zdobyte dla Polski trudem polskiego chłopa, robotnika i inteligenta161. Wydaje się, że dla przyjęcia przez ZSP w kwestii polityki wschodniej dyrektywy obrony granicy ryskiej decydujące znaczenie miało uformowanie się problemu kresów wschodnich jako przedmiotu sporu polsko-radzieckiego przy jednoczesnym upadku nadziei na powstanie państwa ukraińskiego, a tym bardziej białoruskiego. Wyraźnie przy tym wskazywano, że w sporze polsko-radzieckim o ziemie wschodnie Rzeczypospolitej stronie radzieckiej nie chodziło w istocie o taki czy inny obszar, o bogactwa naturalne czy narodowe wyzwolenie tamtejszej ludności, lecz o realizację taktyki prowadzącej do ujarzmienia całej Polski. Dlatego właśnie Polska nie mogła z tych ziem zrezygnować, nie mogła potraktować ich jako ceny za porozumienie ze Związkiem Radzieckim.

Na początku 1944 r. uzasadnienie tego stanowiska wzbogacono nowymi argumentami, odwołującymi się już nie tylko do historii, polskiego dorobku cywilizacyjnego na wschodzie itp., ale do bieżących i przyszłych potrzeb polskiego świata pracy: "Naród polski - pisano - który posiada najwyższy przyrost naturalny w Europie, musi mieć takie możliwości, aby narastająca ilość ludności miała możność pracy i kulturalnego rozwoju w ramach własnego państwa. Ponieważ gęstość zaludnienia Polski z wyjątkiem właśnie województw wschodnich wskazywała (w naszych warunkach gospodarczych) na przeludnienie, przeto zwiększający się nadmiar ludności, którego nie potrafią szybko wchłonąć miasta i odbudowujący się przemysł, musi mieć tereny, na których znajdzie możliwość pracy. Wielkie obszary ziemskie kresów wschodnich stanowią rezerwę ziemi dla przyszłej reformy rolnej i stworzą podstawę pod osadnictwo małorolnych i bezrolnych. Słabo rozbudowane i nieliczne miasta wschodu Polski staną otworem dla rzemieślnika i robotnika, i spółdzielcy".

W myśl lansowanych przez ZSP koncepcji urządzenia powojennej Europy Polsce wyznaczano rolę inicjatorki współpracy narodów Europy Środkowej. Współpraca ta opierać się miała na zasadach całkowitej dobrowolności i równości oraz gwarantować powinna swobodny rozwój narodów położonych w pasie międzymorza od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne. Powstanie takiego związku narodów o charakterze Stanów Zjednoczonych uważano za naturalny produkt rozwoju dziejowego, a zarazem za środek zapobiegający imperializmowi niemieckiemu i rosyjskiemu. Z mocą akcentowano, że inicjatorska rola Polski w tworzeniu federacji środkowoeuropejskiej nie mogła mieć nic wspólnego z zawłaszczaniem jakichkolwiek przywilejów czy z sięganiem po rolę hegemona, mimo - podkreślanej niejednokrotnie - przewagi potencjału ludnościowego i gospodarczego, dorobku kulturalnego i pozycji w toczącej się wojnie. Federację uważano za możliwą jedynie w uznaniu wzajemnych praw do współgospodarzenia, poszanowania odrębności kulturalnych i wolności narodowej. Czynnikiem skłaniającym inne narody do współpracy i związku z Polską miało być poczucie bezpieczeństwa oraz atrakcyjność jej wewnętrznych urządzeń, zwłaszcza społecznych. W tym zawierał się chyba sens nawiązań do idei jagiellońskiej. Wydaje się, że. elementem szczególnie w niej pociągającym syndykalistów było oparcie jej na kulturalnej prężności narodu polskiego, na jego cywilizacyjnej i ustrojowej atrakcyjności, pozbawionej zarazem dążeń uniformistycznych. Polska w świetle syndykalistycznej interpretacji nowego wydania idei jagiellońskiej byłaby symbolem humanistycznej treści idei wolności, przeciwstawianej zarówno tradycji liberalno-demokratycznej, jak i tym bardziej wizji państwa totalitarnego, uniformizującego zachowania i warunki życia jednostek i grup narodowych. Nie można jednak pominąć faktu, że obok stwierdzeń wykluczających jakiekolwiek formy polskiej supremacji pojawiały się także formuły określające Polskę jako "jedyne państwo w Europie Środkowej godne roli utrzymania ładu, spokoju i bezpieczeństwa", jako gwarantkę niezależnego bytu innych państw. Można w nich odczytać tendencję do przypisania Polsce funkcji swego rodzaju protektora mniejszych państw w przyszłym związku.

Istotnym argumentem syndykalistów na rzecz federacji środkowoeuropejskiej' było wskazanie na niemożliwość powrotu na tym obszarze do stanu, w którym "małe narody, jak Estonia, Łotwa, Litwa, Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria, jeden po drugim oddają swą wolność bez wystrzału, bez kropli krwi na rzecz najeźdźcy, na rzecz materialistycznego barbarzyństwa, zafałszowanego obłudnym idealizmem".

Pojawiały się wszakże i głosy tonujące nadmierny optymizm co do perspektyw utworzenia takiego związku narodów. Zauważano mianowicie, że dobrowolne współdziałanie narodów regionu środkowoeuropejskiego było mało realne w ówczesnych warunkach, bowiem "wychowane na nacjonalistycznych wzorach samouwielbienia i szowinizmu nigdy na trwałą współpracę nie pójdą". Recepty na wyjście z tej sytuacji szukano w objęciu całego obszaru potencjalnej federacji tego samego typu przemianami, jakie pragnęli widzieć syndykaliści w Polsce.

Stworzenie federacji środkowoeuropejskiej miało być elementem szerszego uporządkowania stosunków międzynarodowych na nowych zasadach. Aprobowano w tym zakresie generalne założenia wyrażone w Karcie Atlantyckiej, uzupełniając je wszakże wizją federacyjnej organizacji stosunków międzynarodowych. Rozważano dwie możliwości. Pierwszą było zbudowanie federacji uniwersalnej o zasięgu globalnym, drugą stworzenie tylko federacji europejskiej. Za pierwszym rozwiązaniem przemawiać miał ścisły związek bezpieczeństwa w Europie ze stworzeniem systemu współdziałania w skali ogólnoświatowej, choć równocześnie sceptycznie zapatrywano się na możliwość rozwiązania wielu związanych z tym kwestii w okresie bezpośrednio powojennym. Z tego punktu widzenia realniejsze wydawało się stworzenie najpierw federacji europejskiej, jako opierającej się na jednolitym podłożu kulturalnym. Związek europejski byłby w tym ujęciu zawiązkiem federacji globalnej. W jego ramach istnieć miała federacja środkowoeuropejska, jako jeden z bloków regionalnych, stanowiących swego rodzaju ogniwo pośrednie, dające zarazem małym państwom możliwość zrównoważenia wpływów mocarstw. Wyrażano przy tym nadzieje, że w kierunku demokratycznych form federacyjnych i równouprawnienia krajów składowych ewoluować będzie imperium brytyjskie oraz Związek Radziecki.

Aktywność syndykalistów w konstruowaniu unijnej wizji Europy środkowej, w reanimowaniu idei jagiellońskiej i układaniu planów współpracy z Ukraińcami, Białorusinami i Litwinami zamykała się w latach 1940-1941. Nieco dłużej przetrwały wyobrażenia o federacyjnej organizacji stosunków międzynarodowych w skali kontynentalnej, a nawet globalnej. Mimo wielu elementów utopijnego myślenia, syndykaliści potrafili jednak zdobyć się na trafne odczytanie procesu wzrastania międzynarodowej roli ZSRR i jego implikacji dla układania się stosunków w Europie. Dlatego wraz z formułowaniem coraz wyraźniejszych wniosków o konieczności uznania tej roli i dostosowania do niej polityki polskiej, rozstawał się ZSP z mirażem związku polsko-ukraińsko-białorusko-litewskiego i za chimerę uznał wreszcie nadzieje na decydujące znaczenie Polski w Europie środkowej. Towarzyszyło temu przejście na pozycje wyłącznie obrony przedwojennych granic wschodnich, z tym jednak, że wraz z podpisem pod deklaracją CKL uznano możliwość dyskusji na ten temat na powojennej konferencji pokojowej. Znacznie większą niezmiennością cechował się natomiast program wewnętrznych przeobrażeń społecznych i ekonomicznych.




Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje