Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje







Polska myśl polityczna

Koncepcje socjalistów

Kelles-Krauz wobec kwestii narodowej

Wojenne drogi polskich socjalistów

Koncepcje "demokracji społecznej"

Z rozważań lewicy socjalistycznej

Oskar Lange w latach II wojny światowej

Oskar Lange a PKWN

Socjaliści w powojennej Polsce

"Kto podniesie sztandar jedności narodu?"

Spór o socjalistyczny humanizm

Koncepcje syndykalistów

Koncepcje OS "Wolność" 1939-1945

Koncepcje Związku Syndykalistów Polskich 1939-1945

Publikacje

Studia nad myślą socjalistyczną 1939-1948

Tradycja w myśli socjalistycznej 1939-1948


Na stronie

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Historia GUŁagu

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia



Spór o socjalistyczny humanizm



Problem władzy został w Polsce rozstrzygnięty w 1944 r. w tym sensie, że decydujący wpływ na kształtowanie się sytuacji uzyskał obóz polityczny zdominowany przez komunistów. Nie oznaczało to wszakże, że automatycznie przesądzone zostały wszystkie zagadnienia związane z formami i metodami sprawowania władzy oraz z jej bazą polityczną. Obie partie prezentujące się jako robotnicze, PPR i PPS, nastawione były na realizację przeobrażeń, które w swym rezultacie miały przynieść stworzenie w Polsce socjalistycznych struktur społeczno-ekonomicznych. Nie było to równoznaczne ze zgodnością co do oblicza socjalizmu jako określonego systemu ustrojowego, a tym bardziej co do charakteru dróg wiodących do jego zbudowania. Różnice w tym względzie występowały zresztą nie tylko między dwoma partiami, ale i wewnątrz nich, jakkolwiek daleko wyraźniejsze były na styku komuniści-socjaliści i wewnątrz PPS, niż w łonie PPR. Uwidoczniły się one m.in. w trakcie jednej z najciekawszych dyskusji tego okresu - w sporze wokół problemów socjalistycznego humanizmu.

W polskiej myśli socjalistycznej problematyka humanizmu miała swoją tradycję. Szczególne nią zainteresowanie przypadło na lata trzydzieste, kiedy to pod wpływem neokantyzmu silnie podkreślano aspekty moralne ideologii socjalistycznej i jej ogólnoludzkie wartości. W proletariacie widziano twórcę nowego, socjalistycznego humanizmu, odzwierciedlającego optymizm klasy wstępującej na arenę dziejów, jej ideały wolności i sprawiedliwości społecznej. Przewijały się w tej problematyce zagadnienia wszechstronnego rozwoju człowieka, realizacji warunków, w których znalazłby on możliwość urzeczywistnienia nie tylko społecznych, ale i indywidualnych aspiracji. Wiele uwagi poświęcano kształtowaniu zasad etycznych, widząc w tym warunek budowy jakościowo nowego społeczeństwa przyszłości. Socjalizm bowiem pojmowany był jako "królestwo wolności" opartej na likwidacji wszelkiego możliwego ucisku i wyzysku, wszelkiego panowania człowieka nad człowiekiem, tak w sferze materialnej, jak i duchowej, jako ustrój nie tylko dobrobytu mas, ale i nieograniczonego rozwoju każdej jednostki. Z tych względów na czoło programu socjalistycznego wysuwała się nieustannie demokracja we wszystkich sferach życia społecznego. Zakładała ona stałe i konsekwentne rozszerzanie i pogłębianie swobód obywatelskich i stwarzanie gwarancji demokratycznych form stanowienia o sobie mas i jednostek. Wiązał się z tym niemal apologetyczny stosunek do demokratycznych form przebudowy ustrojowej i szczególne wyczulenie na niebezpieczeństwo ukształtowania się w nowym ustroju rządów oligarchicznych, wyjętych spod kontroli mas. W latach trzydziestych formuła socjalistycznego humanizmu "była pomyślana jako przeciwstawienie się barbarzyństwu i antyhumanizmowi systemów faszystowskich", ale też "była stosowana jako punkt wyjścia krtytyki stosunków panujących w ZSRR".

Na akcentowanie moralnych wartości socjalizmu znaczny wpływ miała szeroka recepcja filozoficznych założeń austromarksizmu, czerpiącego inspirację z neokantyzmu. Wpływ ten - nie tylko w warstwie filozoficznej, ale przede wszystkim politycznej - szczególnie mocno zaznaczył się w rozważaniach ideowych i politycznych lewicy socjalistycznej w latach trzydziestych, a głównie tzw. młodych socjalistów, spośród których rekrutowała się znaczna część twórców myśli politycznej powojennej PPS, m.in. Julian Hochfeld, Oskar Lange, Jan Topiński.

W okresie okupacji problemy humanizmu socjalistycznego żywo dyskutowane były w środowisku młodzieży socjalistycznej. Szczególnie wiele uwagi poświęcała jej grupa zawiązana wokół czasopisma "Płomienie", w której na jedno z czołowych miejsc wysuwał się Jan Strzelecki. Środowisko to skupiało uwagę na przemianach w sferze moralnej, na problematyce kształtowania nowych stosunków międzyludzkich i nowego typu człowieka, odpowiadającego przewidywanym przemianom społeczno-ekonomicznym.

Kwestia humanizmu w szerokim wymiarze powróciła w publicystyce powojennej, jako naturalna reakcja na zjawiska wojny i okupacji, a także w związku z problemami budowy nowego ustroju społeczno-ekonomicznego i politycznego. Po okresie niesłychanego barbarzyństwa hitleryzmu, podeptania poczucia wartości i godności człowieka, silna była potrzeba idei przywracającej ludziom poczucie podmiotowości, zwłaszcza, że dokonujące się zmiany, wbrew licznym nadziejom, nie przynosiły pociągających rozwiązań. Problemy te w wymiarze politycznym i moralnym podejmowane były przez różne środowiska i z różnych pozycji: od katolickiego personalizmu po marksizm. Szczególną aktywność na tym polu wykazali socjaliści: głównie Jan Strzelecki i Julian Hochfeld, a w nieco mniejszym zakresie Jan Topiński. Ich wypowiedzi wywołały dyskusję, przerwaną dopiero w warunkach przemian dokonujących się w 1948 r. Na obczyźnie problematyką tą zajmował się szczególnie Feliks Gross, którego poglądy nie były jednakże powszechnie znane w Polsce i formułowane były poza omawianą dyskusją. Sporo intersujących, choć bardzo kontrowersyjnych uwag, korespondujących z przedmiotem tych polemik sformułował także Zygmunt Żuławski.

Elementy tej problematyki pojawiły się już w związku z rozważaniami ustrojowymi w trakcie dyskusji poprzedzającej XXVI Kongres PPS w 1945 r.. Podniesione zostały wówczas zagadnienia swobód obywatelskich i demokracji jako integralnych elementów wizji socjalistycznej, ale o zakresie realizacji uzależnionym od konkretnej sytuacji politycznej. Projekt uchwały programowej przedłożony Kongresowi odrzucał "właściwe niektórym ośrodkom ruchu socjalistycznego zasady źle pojętej demokracji, daleko posuniętej tolerancji w stosunku do przeciwników politycznych" i wskazywał, że "masy pracujące Polski niejednokrotnie zmuszone będą korzystać ze środków przymusu". Wprowadzenie tych ostatnich i rozbudowę aparatu władzy państwowej jako instrumentu walki z przeciwnikami politycznymi traktowano jednakże jako chwilową konieczność, akcentując rolę parlamentu i systemu samorządowego oraz szerokich swobód obywatelskich. Na czoło wysuwano "pełne poszanowanie swobody człowieka" jako "podstawę ustroju odpowiadającego istotnym potrzebom zbiorowości".

Wkrótce po Kongresie, w pierwszym numerze teoretycznego organu PPS, Julian Hochfeld jednoznacznie wskazał, że istotą socjalizmu jest traktowanie człowieka i jego spraw jako wartości najwyższej oraz mierzenie wszelkich poczynań społecznych miarą jego wolności i dobrobytu. A w kilka miesięcy później, wykładając swoje credo moralne, pisał: "Jesteśmy humanistami. Wierzymy w człowieka. Człowieka uważamy za cel i przedmiot wszystkich wysiłków, za miernik osiągnięć społecznych, za twórcę historii. Człowiek się dla nas i u nas liczy". W tym zakresie zdawało się nie być różnic między Hochfeldem a np. Feliksem Grossem czy Zarembą. To właśnie Gross dowodził, iż socjalistyczny humanizm polegał na uznaniu jednostki za cel ostateczny i na przyjęciu za kryterium postępu rzeczywistej poprawy bytu człowieka, nie zaś samej zmiany systemu czy teoretycznej doskonałości form gospodarczych badź politycznych. Różnice - i to nasilające się - występowały, gdy przychodziło odnieść owe ogólne deklaracje do realiów Polski lat czterdziestych.

Hochfeld, w zgodzie z deklarowanym ideałem, stwierdzał, że "metody niejednokrotnie paczą cel [...] zostawiając zawsze swoje specyficzne piętno, które niełatwo jest zmazać nawet po osiągnięciu zasadniczego celu. Jeśli demokracją nazywamy urzeczywistnienie interesów olbrzymiej większości narodu, w praktyce narodu całego, jeśli realizacja tych interesów każe konsekwentnie i bezkompromisowo kroczyć po bardzo trudnej drodze, z której nie wolno zboczyć pod groźbą samobójstwa politycznego - to jednak rozumiemy doskonale, że swobody demokratyczne stanowią organiczną część tak pojętej demokracji, że decydują one w bardzo znacznym stopniu o atmosferze kulturalnego rozwoju społeczności, że więc zmierzać do demokracji poprzez świadome wyrzekanie się jej ważnej części, by ją dopiero potem z trudem zaszczepiać - to operacja bolesna i zawsze ryzykowna". Równocześnie jednak zwracał uwagę, że w warunkach walki o nowy ustrój - choć nie wszystkie posunięcia aparatu przemocy mogą być uznane za uzasadnione - "źle wybiera ten, kto doradza likwidację narzędzia walki z groźnym wrogiem". To właśnie było czynnikiem różnicującym, to bowiem przeciw dopuszczeniu argumentu siły w walce politycznej od początku protestowali socjaliści pozostający poza ramami PPS, a nawet w jej łonie, jak Żuławski. Stali oni na stanowisku pełnej realizacji wolności demokratycznych i zagwarantowania swobodnej działalności politycznej. Domagali się likwidacji instytucji nadających Polsce charakter państwa policyjnego. Hochfeld i jemu podobni, mimo wielu zastrzeżeń ideowych, godzili się jednak ostatecznie - prawda, że pod dużym naciskiem i w obliczu groźby samobójstwa politycznego - na forsowane przez komunistów rozwiązania zmierzające w zgoła odmiennym kierunku.

Inicjatorem pogłębionej dyskusji o humanizmie był Jan Strzelecki, działacz PPS i przewodniczący Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Punktem wyjścia, tylko o pozornie abstrakcyjnym charakterze, była dla niego ocena zdolności marksizmu do wyczerpującego wyjaśnienia ówczesnej sytuacji społecznej. Deklarując swą generalną aprobatę dla marksizmu jako nauki, uważał jednak, że jego domeną był wyłącznie "świat wielkich przekształceń ustrojów społeczno-gospodarczych i wpływu tych przekształceń na ideologię wielkich ruchów społecznych". Sądził natomiast, że w dotychczasowym kształcie marksizm nie był zdolny do zadowalającego wyjaśnienia świata "małej historii", którą jest "przebieg dojrzewania i działań człowieka oddanego przerastającym jego indywidualne życie wartościom", świata kształtowania się osobowości jednostek. Później, już w polemice z Adamem Schaffem, Strzelecki stwierdził otwarcie, że metoda marksistowska "w naukach humanistycznych jest metodą nie wyłączną, a pomocniczą". Przekonanie zaś, iż "metoda materializmu historycznego jest wystarczająca dla ujęcia zjawisk humanistycznej rzeczywistości" uznał za "zdecydowanie nienaukowe".

Zdaniem Strzeleckiego, potrzebą dnia było poznanie i zrozumienie humanistycznej, ludzkiej strony zachodzących przemian, ukazanie socjalizmu jako sprawy ludzkiej nie tylko w wymiarze społecznym, ale i indywidualnym. Uważał, ze w marksizmie ludzkość występuje "jako abstrakcyjna, wyidealizowana istota; nie jest zbiorem konkretnych ludzi, lecz wyobrażeniem wyabstrahowanych cnót". Tu właśnie dostrzegał jego podstawową słabość. "Trzeba zdać sobie sprawę - pisał - że obraz człowieka w marksizmie jest obrazem uproszczonym ze względów metodologicznych [...] Ale istnieją jeszcze ludzie, dla których wzmianka o tym i chęć wyjścia z uproszczeń wydaje się lekkomyślnym poprawianiem doskonałego tworu lub zgubnym psychologizowaniem". Wskazywał, że ówcześni marksiści odrzucając mieszczańską, liberalną mitologię jednostki izolowanej od społeczeństwa, zastępowali ją mitem człowieka uspołecznionego, utożsamionego ze społecznym wzorcem osobowym i dostrzegali w jednostce tylko lepsze lub gorsze odbicie tego wzoru. Jako konsekwencję takiego stanowiska odnotował tendencję do utożsamiania przekształcenia konkretnego człowieka "z przemalowaniem społecznego wzoru drogą administracyjną". Strzelecki nie negował wprost znaczenia rozstrzygnięć ekonomiczno-społecznych i metodologicznej wartości marksizmu dla badania tej sfery. Uważał jednak, że eksponując rolę czynnika ekonomicznego nie można wytłumaczyć całokształtu ludzkich postaw i zachowań. Domagał się postawienia w centrum rozważań człowieka, uwzględnienia jego rozwoju i jego indywidualności, a to prowadzić musiało - jego zdaniem - do rozpatrzenia sfery psychicznych przeżyć jednostki, która - jak dowodził - pozostawała poza zasięgiem analizy marksistowskiej. Sam Strzelecki w tej właśnie sferze skłonny był poszukiwać motywów socjalistycznej opcji wielu ludzi, co prowadziło go do uznania priorytetu przesłanek moralnych, a nie społeczno-gospodarczych budowy socjalizmu, ustroju, który miał przynieść wyzwolenie ludzi "spod władzy bezosobowych społeczno-gospodarczych kategorii". "Spojrzenie na ruch [socjalistyczny - S.C.] od strony motywów i przeżyć uczestniczących w nim ludzi - pisał - nazwaliśmy humanistycznym. Z tego punktu widzenia trzeba by napisać niemal na nowo całą historię socjalizmu i historię ruchu robotniczego. Jej przedmiotem byłoby studium przemian zachodzących w ludziach, w ich świadomości i obyczajach - a nie studium gospodarczych przekształceń. Przyczyniłaby się może do osłabienia pokutujących jeszcze przekonań, że człowiek jest czymś w rodzaju tabula rasa, na której Ťproces dziejowyť wyrysowuje bez szkody pożądany przez jego proroków kształt. Spojrzenie od strony humanistycznej ukazuje socjalizm jako sprawę ludzką. W dwojakim znaczeniu. Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwają się w tym ujęciu ludzie, ich dążności, postawa wobec różnych wartości życia, rozwój ich wyobrażeń i myśli. Procesy gospodarcze spadają do roli jednego, najważniejszego być może, z czynników, poprzez które kultura nadaje człowiekowi jego ostateczny, historyczny kształt. Po wtóre, zrozumienie różnorodności dróg, różnorodności motywów łączą- cych poszczególnych ludzi z ruchem socjalistycznym wytwarza świadomość, że uleganie naciskowi społeczno-gospodarczych kategorii nie jest ostatnim słowem człowieka". Te pozornie historiozoficzne wywody miały w ówczesnych warunkach jasny sens polityczny, bowiem bezpośrednio odnosiły się do praktyki realizowanej przez określone siły polityczne, których stanowisko zostało tu podważone w warstwie teoretycznej.

Nic zatem dziwnego, że czołowym adwersarzem Strzeleckiego stał się jeden z ideologów PPR Adam Schaff. Dał on zgoła odmienną wykładnię cełów budowy socjalizmu. Celem zasadniczym miało być zniesienie prywatnej własności środków produkcji, zaś rozwiązanie wszystkich innych zagadnień społecznych, ekonomicznych i politycznych byłoby już tylko prostą konsekwencją osiągnięcia tegoż celu. Schaff deklarował wprawdzie, iż zgadzał się z wysunięciem sprawy moralnej przebudowy człowieka na czoło zagadnień społecznych, ale deklaracja ta była wyraźnie podporządkowana poprzedniej wypowiedzi. Oskarżał też Strzeleckiego o odrywanie zagadnień moralnych od "warunków materialnych klasowego podłoża", o odrzucenie tezy o określaniu świadomości społecznej przez byt społeczny, a wreszcie o negację walki klas.

Jednakże nie Schaff, lecz Witold Wudel, jeden z czołowych reprezentantów tzw. lewicy PPS z kręgu Stefana Matuszewskiego, zaprezentował skrajne poglądy w polemice ze Strzeleckim. Wudel uważał za z gruntu fałszywe w ogóle akcentowanie kwestii humanizmu socjalistycznego. Problem humanizmu na gruncie marksizmu sprowadzał do zagadnienia etyki, natomiast sprzeciwiał się traktowaniu go jako kwestii światopoglądowej. W tym sensie humanizm był - jego zadniem - nie do pogodzenia z marksizmem z uwagi na idealistyczne założenia. Wudel stał na stanowisku, iż istotą socjalizmu "jest realna strategia i taktyka walki klas o ustanowienie władzy i państwa pracujących, uspołecznienie środków produkcji, zbudowanie nowego, wyższego historycznie społeczeństwa celem zniesienia klas i walki klas w ogóle, zbudowania społeczeństwa bezklasowego, likwidacji państwa i podniesienia planowej, uspołecznionej produkcji do wyżyn dobrobytu wszystkich ludzi". Stwierdzał stanowczo, że dopiero "zbudowanie podstaw ekonomicznych i ustrojowych nowego społeczeństwa da w rezultacie procesu historycznego nowy, wyższy typ człowieka, ale nie odwrotnie". Z tego ujęcia wyprowadzał wniosek, iż pierwszoplanowym problemem marksizmu było zagadnienie postępu techniki wytwórczej i ekonomiki. Poza polem jego zainteresowania pozostawiał zależność między ową techniką wytwórczą, przemianami ekonomicznymi i ustrojowymi a postawami ludzi, świadomością i moralnością. Redukował humanizm do kwestii stosunków między ludźmi w przyszłym społeczeństwie i zakładał ich samoczynne ukształtowanie w ślad za przemianami stosunków produkcji. Traktował społeczeństwo jako rozumne dzieło człowieka, dostrzegał tylko procesy makrospołeczne - i to w uproszczonym niesłychanie kształcie - zaś pomijał kwestię załamywania się wielkich konfliktów epoki w świadomości jednostki, kwestię stosunków między jednostką a zbiorowością i miejsce jednostki w wielkim starciu międzyklasowym. Stanowisko to nie znalazło początkowo szerszego poparcia, spotykając się z krytyką zarówno propagatorów idei humanizmu socjalistycznego, jak i niektórych ich adwersarzy.

Dla polemistów Strzeleckiego pewną cechą wspólną było przywiązywanie dużej wagi do wykazania podobieństwa jego stanowiska do poglądów de Mana, Bluma czy Izarda. Często ograniczali się po prostu do wyliczenia tych zbieżności, traktując samo ich wskazanie za wystarczającą przesłankę dyskwalifikacji koncepcji przewodniczącego ZNMS. Nie przeciwstawiali natomiast oskarżanemu o rewizjonizm przeciwnikowi alternatywnej konceptualizacji tych konkretów, o których tamten pisał. Do zabiegu takiego uciekał się nie tylko Wudel, przeciwstawiający humanizm marksizmowi, ale i Schaff, traktujący marksizm jako humanizm ówczesnej epoki.

Strzelecki zmierzał przede wszystkim do wskazania, iż uwarunkowania społeczno-ekonomiczne nie wystarczają do pełnej interpretacji świadomości i zachowań jednostki i że obok nich działają czynniki psychologiczne, a także, że społeczno-ekonomiczne położenie jednostki nie jest jedynym czynnikiem określającym jej świadomość. Jego zdaniem jednokierunkowe interpretowanie tezy o zależności świadomości od bytu było błędne. Starając się przeciwstawić schematyzmowi w tym względzie, miał na oku nie tylko rozstrzygnięcie kwestii filozoficznej. Wyprowadzał bowiem wniosek, że nie wystarczy przebudowa owych zewnętrznych warunków, by automatycznie nastąpiła przemiana osobowości ludzkiej. Z niepokojem obserwował swoisty "monoekonomizm" w ujmowaniu ówczesnej rzeczywistości przez elitę władzy i starał się wskazywać płynące z tego niebezpieczeństwa.

W poglądach Strzeleckiego - a także Hochfelda - funkcjonowała nie do końca wyartykułowana teza o konieczności zespolenia materialnych przesłanek przemian i zbiorowej woli ich urzeczywistnienia, a zatem o konieczności tworzenia warunków, w których wola taka mogłaby się ukształtować. Wydaje się, iż przyjmowali oni za oczywiste na gruncie marksizmu twierdzenie, głoszące niemożność realizacji takiej woli zbiorowej bez obiektywnych ku temu warunków. Akcentowali jednak drugą stronę tej tezy, że bez odpowiedniego kształtowania świadomości społecznej warunki materialne same przez się nowej rzeczywistości nie stworzą. Wydaje się, że przynajmniej częściowo korespondowały z tym stanowiskiem poglądy wyrażane - faktycznie poza tą dyskusją - przez F.Grossa i Z.Żuławskiego. Niezwykle mocno akcentowali oni moralne aspekty socjalizmu, postrzegając w tej właśnie sferze jego istotę. "To złuda - pisał ten ostatni - że myśl socjalistyczna obraca się około zagadnienia materii, materialnej własności i materialnego kapitału. Ona zajmuje się zawsze stosunkiem człowieka do człowieka [...] To złuda, że socjalizm, prowadząc walkę klas, prowadził ją tylko o własność, o uspołecznienie środków produkcji i materialne korzyści. On jest najświętszą formą walki o wolność człowieka, o jego uniezależnienie i wyzwolenie z jarzma niewoli [...]". Wtórował mu Gross, pisząc, iż istotą humanizmu socjalistycznego była "treść moralnego życia ludzkiego", a o postępie społecznym decydowała poprawa człowieka, a nie zmiana systemu.

Zasadnicze wystąpienia Hochfelda w polemice na temat humanizmu socjalistycznego przypadły na okres wzmożonej aktywności programotwórczej kierownictwa PPS po wyborach do Sejmu Ustawodawczego i w tym kontekście miały szczególne znaczenie. Hochfeld stał na stanowisku, że "rewolucja polska" stworzyła problemy, których wcześniej nie rozwiązywano. Dlatego za pożyteczne uważał próby ogarnięcia tych zagadnień refleksją teoretyczną, nawet jeśli nie zawsze byłaby ona trafna. Przeciwstawiał się "talmudyzowaniu" dorobku klasyków marksizmu, traktowaniu go jako systemu zamkniętego i wyczerpującego ogląd rzeczywistości oraz ograniczaniu się do dobierania odpowiednich cytatów z Marksa czy Engelsa przy rozwiązywaniu aktualnych problemów, a zarazem traktowaniu jako rewizjonizm wszystkiego co nie zgadzało się z literą interpretacji uznanej za "obowiązującą".

Taki pogląd Hochfelda był reakcją na tendencję do schematyzowania marksizmu jako instrumentu ideologicznego, mającego podlegać upowszechnieniu wśród społeczeństwa w pewnej "skodyfikowanej" postaci, a więc w formie sprowadzonej do najprostszych formuł doktryny. "Kodyfikacja" taka odwoływała się do pewnych już wcześniej rozwiniętych i "wypróbowanych" schematów, a w szczególności do stalinowskiej interpretacji marksizmu. Taki "marksizm" miał z założenia niejako posiadać strukturę zamkniętą, oddalającą pytania mogące ten jego charakter podważyć. Inaczej nie mógłby przecież pełnić założonej roli. W konsekwencji jednak powstawała tendencja do uznawania tych, którzy takie pytania czy wątpliwości zgłaszali, za przeciwników bądź - w łagodniejszej formie - za "niedokształconych" ideologicznie, co zwalniać miało od obowiązku teoretycznego rozwiązywania stawianych przez nich problemów, a także pozwalało sprowadzić ewentualną dyskusję na płaszczyznę polityczną. Taka tendencja wystąpiła właśnie - z różnym wprawdzie nasileniem - w wypowiedziach Wudla i Schaffa.

W poglądach Hochfelda i Strzeleckiego wspólne było odrzucanie redukcji rzeczywistości do schematu "tam przyczyna - tu skutek", gubiącego bogactwo wielu wzajemnych oddziaływań. Występowali przeciwko zastępowaniu agitacyjnym frazesem analizy tego, co wymykało się takiemu "wyjaśnianiu". Inną sprawą była trafność tych eksplanacji, których sami udzielali.

Hochfeld uważał, że problematyka socjalistycznego humanizmu była jednym z zagadnień wyrastających ze skomplikowanych procesów przebiegających w obszarze "polskiej rewolucji". Trafniej niż inni uczestnicy polemiki zdawał sobie chyba sprawę z nowej roli, jaką odegrać miał marksizm w owej epoce. Dostrzegał jego znaczenie nie tylko jako obrazu świata, ale i jako instrumentu świadomościowego, służącego kształtowaniu postaw i praktyki politycznej. "Problematyka socjalistycznego humanizmu - pisał - to problematyka: roli konkretnego człowieka w przemianach społecznych; świadomych celów, jakie sobie ten człowiek w swych działaniach społecznych wyznacza; konkretnego człowieka jako przedmiotu świadomych reform społecznych; pobudek postępowania ludzkiego; wzajemnego stosunku moralności spolecznej i moralności jednostkowej; autorytetu moralnego; zakresu wolności indywidualnej i jej stosunku do interesów zbiorowości; ludzkich kosztów świadomej realizacji reform społecznych". Odmiennie niż Strzelecki w kraju, a Gross na obczyźnie, Hochfeld uważał, iż problemy te mogły być rozwiązane na gruncie marksizmu, ale wiedzy o rzeczywistości szukać należało analizując samą tę rzeczywistość. Dlatego za bezpłodne uznał dążenie Schaffa do udowodnienia, że marksizm był humanizmem ówczesnej epoki. Sam wszakże - niejako wbrew temu - mocno zaangażował się w obronę humanistycznego sensu marksizmu. Przeciwstawiał się twierdzeniu Strzeleckiego jakoby marksizm ujmował ludzkość tylko abstrakcyjnie, a nie jako zbiór konkretnych jednostek. Polemizował też z Józefem Chałasińskim, powiadającym, iż marksizm jako teoria antyhumanistycznego systemu kapitalistyczngeo sam musial być antyhumanistyczny. Nacisk położył na przekonanie, iż jakkolwiek Marks dowodził niemożności pokonania kapitalizmu metodami humanistycznymi, to bynajmniej nie stał na stanowisku dopuszczającym stosowanie przez proletariat wszelkich środków w tej walce. Podkreślał obecność w dorobku klasyków przeświadczenia o niezbędności humanistycznej wizji ustroju, którym kapitalizm ma być zastąpiony, a więc humanistycznego programu ruchu robotniczego i humanistycznej praktyki jego urzeczywistnienia. Hochfeldowi wyraźnie zależało na znalezieniu w koncepcjach klasyków potwierdzenia własnego stanowiska, na ukazaniu jego rodowodu wywodzącego się z ideowego zrębu marksizmu i bynajmniej nie stanowiącego jego rewizji, lecz przeciwnie - twórczą kontynuację w nowej rzeczywistości.

Istotnym problemem podniesionym w dyskusji wokół socjalistycznego humanizmu była kwestia zasad wychowania nowego człowieka i wartości, na które ten proces miał być zorientowany. Teoretycy socjalistycznego humanizmu, traktując człowieka jako wartość najwyższą, z niepokojem obserwowali tendencje do nieliczenia się z jednostką w imię rzekomych interesów grupy, do instrumentalnego traktowania losów indywidualnych. Strzelecki odrzucał widzenie człowieka jako "biernego produktu" procesu dziejowego, kształtującego jednostkę wedle jakichś pozaludzkich zasad. Dawał wyraz obawom, że "mechaniczne" traktowanie człowieka, właściwe kapitalizmowi, może być w imię innych idei przeniesione do społeczeństwa socjalistycznego. On, Hochfeld, a także inni, za potrzebę chwili uznawali stworzenie wzoru społeczeństwa i jednostki nie tylko w sferze materialnej, ale i duchowej, moralnej. Za mit uważali sąd, "że sam układ techniczno-gospodarczych warunków uczyni z ludzi socjalistycznych świętych" i podkreślali konieczność podjęcia wysiłków na rzecz przemian obyczajowych. Szczególną wartość widziano w pracy, jednakże Strzelecki przestrzegał zarazem, że "hasło wydajności pracy dla dobra ogółu przesłonić może - wobec technicznych i gospodarczych trudności - świadomość konieczności takiego przekształcenia środowiska i stosunków, aby praca wydajna uważana była za punkt honoru uspołecznionego i ceniącego swą sprawność robotnika, a nie za przymus nakładany przez administrację zakładu. Przejęcie fabryk na własność ogółu oznaczać musi dla konkretnego robotnika, doświadczającego konkretów, nie zaś abstrakcji, coś więcej niż tylko zmianę personalnego składu grupy urzędniczej. Musi oznaczać stopniowe urzeczywistnianie wartości objętych pojęciem humanizacji środowiska pracy. Musi oznaczać zbliżenie się stosunków w zakładzie do pełnego sensu pojęcia wytwórczej załogi".

Tak rozumiany etos pracy miał być nader ważnym elementem postulowanego "społeczeństwa otwartego". Oto jak Strzelecki je charakteryzował: "Otwarte społeczeństwo przypomina trwały, twórczy zespół wolnych ludzi, złączonych samodzielnie przeżytą i wspólną zarazem postawą wobec życia. Życie zbiorowe nie jest tu dziedziną mechanizacji działań i konformizmu uczuć. Jest dziedziną podejmowania twórczych zobowiązań, w których człowiek dojrzewa poprzez milczące poczucie braterstwa i odnajduje swój moralny kształt. Zostaje w nim przezwyciężone przeciwstawienie między życiem społecznym i indywidualnym, właściwe społeczeństwom zamkniętym lub indywidualistycznym. Między tymi dwiema dziedzinami istnieje łączność i współzależność, żadna z nich nie żyje kosztem drugiej, rozwój i zanik obu jest ściśle sprzężony. Świat myśli nie jest zabezpieczoną wartością grupową, lecz dobrem osób otwartych na zmienność płynącą z dojrzenia nowych wartości, z nowych przeżyć, ze zrozumienia nowych związków między rzeczami. Moralność społeczeństwa ot- wartego nie jest układem bezosobowych nakazów i zakazów, lecz twórczością w dziedzinie bliskości z tym lub tamtym człowiekiem". Strzelecki nie sprecyzował, czy miał to być model społeczeństwa przyszłości, czy recepta na teraźniejszość, jednak fakt umieszczenia go w obrębie celów wychowawczych bieżącej polityki miał określoną wymowę. Niezależnie od znaczenia tej koncepcji jako perspektywy, zyskiwała ona walor krytyki dokonujących się wówczas procesów.

Dostrzegł to i skrytykował Schaff. Zgadzając się, że nadrzędną wytyczną działalności politycznej i społecznej powinna być sprawa człowieka - możliwość jego wszechstronnego rozwoju, jego wolności i godności - bardzo mocno akcentował zależność formy i treści walki o nią od czasu i miejsca. W tej perspektywie za zadanie pierwszoplanowe uważał zniesienie własności prywatnej i na tym nakazywał koncentrować uwagę. A dodać trzeba, że dyskusja toczyła się w sytuacji, gdy przeprowadzone zostały już dwie zasadnicze reformy: reforma agrarna i nacjonalizacja przemysłu, likwidujące wielką własność prywatną w sposób zgodny z założeniami obozu władzy.

Przeciwko stanowisku Schaffa, w którym odczytywano prze- konanie o automatyzmie przemian obyczajowych i moralnych w ślad za przemianami gospodarczymi, protestowali ideologowie socjalistycznego humanizmu. Kierowny przez Strzeleckiego organ ZNMS za motto swego programu przyjął wypowiedź okupacyjnych "Płomieni": "Jesteśmy jednak przekonani, że w toku walki o zmianę warunków ekonomicznych, które dopiero miały umożliwić rozwój człowiekowi, ruch socjalistyczny zapomniał co ma być ostatecznym celem tej walki [...] Trzeba uświadomić sobie, że wraz z przebudową gospodarczą musi następować kształtowanie człowieka; praca wychowawcza jest koniecznym dopełnieniem pracy nad przemianą warunków rzeczowych". Wyraźniej już adresowana była krytyczna uwaga Hochfelda: "Jeszcze dzisiaj w wielu ośrodkach ruchu robotniczego panuje przekonanie, że tworzenie dobrobytu możliwe jest nawet na dłuższą metę metodami sprzecznymi z postulatem wychowania człowieka wolnego i świadomego i że z drugiej strony nowe warunki techniczno-ekonomiczne - w których realizację bez świadomego i dobrowolnego udziału większości społeczeństwa ośrodki te wierzą nie wiadomo dlaczego - automatycznie stworzą nowego, lepszego człowieka". Przekonanie takie Hochfeld uważał wprost za sprzeczne z marksizmem.

Dyskusja o socjalistycznym humanizmie, choć jej uczestnicy zdawali się rozprawiać o filozofii, socjologii i psychologii, miała oczywisty wymiar polityczny, z czego polemiści jasno zdawali sobie sprawę. Składały się na nią zresztą nie tylko wystąpienia, których autorzy otwarcie zgłaszali akces do grona zwolenników czy przeciwników poglądów formułowanych przez jej inicjatorów. Z ogólnych założeń składających się na idee humanizmu socjalistycznego wyprowadzane były konkretne rozwiązania, mające bezpośrednie zastosowanie w praktyce życia politycznego i gospodarczego. Centralnymi problemami politycznymi, które tak czy inaczej podejmowano w tym kontekście, były zagadnienia państwa, roli różnych form organizacji społeczeństwa, metod i charakteru sprawowania władzy, relacji między ideałami przyświecającymi budowie nowego ustroju a sposobami jej realizacji.

Treści o bezpośrednio politycznym charakterze podejmowane były nierzadko jako implikacje najbardziej teoretycznych rozważań. Strzelecki zwracał mianowicie uwagę, że teza o de- terminującym wobec świadomości charakterze bytu społecznego dotyczyła także marksistów, w tym i tych zajmujących kierownicze stanowiska polityczne i gospodarcze. Rysował niebezpieczeństwo zmiany sposobu postrzegania przez nich rzeczywistości społecznej i przystąpienia do realizacji zasad "wyższej moralności", to jest systemu, w którym "każdy człowiek, każda dzie- dzina życia podlega ocenie z punktu widzenia swej przydatności do urzeczywistnienia celów Ťklasy politykówť", a wszystko, co nie jest z tego punktu widzenia użyteczne, traktuje się jako szkodliwe. Ludzie w tym systemie dzieleni są na "swoich" i na "obcych", a normy moralne obowiązują tylko wobec tych pierwszych. Następuje przy tym instrumentalizacja stosunku do człowieka, a każdy, kto nie daje się traktować jako narzędzie elity, staje się podejrzany o wrogość. Widział w związku z tym potrzebę szczególnej troski o to, by rozbudowa aparatu państwowego i wzrost jego kompetencji nie sprowadziły człowieka do roli instrumentu elity politycznej i aby nie dopuszczono do stosowania wobec przeciwnków politycznych wszelkich metod, nawet tych sprzecznych z wartościami i ideałami socjalizmu. Podkreślał różnicę "między stosowaniem siły płynącym z konieczności działania w obronie wartości a stosowaniem siły płynącym ze skłonności działających i uroszczeń". Żywił - jak i Hochfeld - obawy, że metody realizacji celów socjalistycznych mogą zniekształcić te cele, a "zwarty aparat upaństwowionej gospodarki może stać się środkiem wiodącym ku pokusie [...] materialnego likwidowania obcych i mechanizacji ludzkich przekonań". Bez równoczesnego tworzenia i rozwijania socjalistycznych zasad moralnych, bez przebudowy sfery moralno-kulturowej, bez wychowania nowego człowieka siłą argumentów a nie przymusem, ukształtowany system mógł być wprawdzie doskonały formalnie, ale nie być ze swej istoty socjalistyczny.

W zbliżonym duchu wypowiadali się socjaliści na obczyźnie. Wskazywali, że istotą socjalizmu nie jest system gospodarczy czy administracyjny jako taki, lecz takie jego zmiany, które służyłyby interesom człowieka. To rzeczywiste polepszenie materialnego i duchowego poziomu życia, zwłaszcza zaś zwiększenie zakresu wolności, a nie zmiana jednego systemu społecznego na inny miała być miernikiem jakości przemian. "Jeżeli zmiana formy gospodarowania - zauważył F.Gross - na formę socjalistyczną sprowadza, przez nieudolność kierownictwa i żądzę władzy, nędzę i ucisk, niewolnictwo i dyktaturę, to oczywiście zmiana ta nie jest wcale postępem, ale cofaniem się". W sprzęgnięciu uspołecznienia życia społeczno-gospodarczego z gwarancjami nieskrępowanego rozwoju jednostki widziano w środowiskach emigracyjnych zasadniczą różnicę między demokratycznym socjalizmem a komunizmem i prądami mieszczańskimi.

Strzelecki przestrzegał także przed arystokratyzmem elity, skłonnej traktować spoleczeństwo jako bierny przedmiot swych działań, prezentowanych jako realizacja zadań "wielkiej historii". Obawiał się, że w perspektywie przebudowy świata los jednostki stanie się mało ważny, zaś natchnieni wizją przyszłości doktrynerzy zobojętnieją na sprawy ludzi współczesnych. Przekonani o konieczności urzeczywistnienia tej wizji skłonni będą szeregowych jej realizatorów traktować jako "wartość wymienną". Przypisywał to ukształtowanej na tle walki o władzę dominacji strategicznego punktu widzenia w ocenie zjawisk spolecznych. Nie negując pewnej zasadności takiego spojrzenia ze strony kierownictwa ruchu socjalistycznego, domagał się powstania ośrodków, "które by ujmowały socjalizm nie tylko jako realizację woli zwycięskiej partii politycznej, lecz jako działanie i życie całości ruchu, zmierzające do urzeczywistnienia głębokich przemian społeczno-oby-czajowych".

Wkrótce dwa problemy: niebezpieczeństwo emancypacji elit kierowniczych oraz nadmierna centralizacja dyspozycji życiem społecznym kosztem praw i swobód obywatelskich znalazły się w centrum uwagi, uzyskały szersze rozwinięcie i podniesione zostały przez niektórych socjalistów do rangi istotnych zagadnień dalszych etapów rozwoju kraju.

Styczniowe wybory do Sejmu Ustawodawczego w 1947 r. przyniosły praktyczne wyeliminowanie Polskiego Stronnictwa Ludowego z gry politycznej. W konsekwencji jednak dalszemu ograniczeniu uległa swoboda działania PPS, a jednocześnie zmalała jej atrakcyjność jako sojusznika dla PPR. W tych warunkach toczyła się kolejna faza dyskusji nad programem partii socjalistycznej. Szczególne miejsce zajmował w niej problem metod i tempa realizacji socjalistycznej wizji przyszłości, problem "społecznych kosztów rewolucji", jak go najczęściej nazywano.

Kierownictwo PPS stało na stanowisku, że "dokonana w szczególnych warunkach rewolucja ludowa pozwoli uniknąć w Polsce okresu dyktatury proletariatu, że więc rozwój ku socjalizmowi będzie się dokonywał na gruncie ustroju demokracji ludowej ewolucyjnie i że przejściowa konieczność utrzymania, a nawet rozbudowania silnego aparatu rewolucyjnej przemocy powinna jak najszybciej przekształcić się w proces rozszerzania i pogłębiania praw obywatelskich i wolnościowych". Niebezpieczeństwo dla tego procesu dostrzegano, szczególnie po wyborach, w postępującej etatyzacji życia społecznego i w nadmiernym - zdaniem socjalistów - odwoływaniu się do administracyjno-represyjnych metod rozwiązywania konfliktow i trudności. Zjawisko koncentracji w jednym ręku dyspozycji politycznej i gospodarczej mogło prowadzić, np. zdaniem Hochfelda, do przekształcenia się elity kierowniczej w grupę "o trwałym, przez kooptację odnawianym składzie, o coraz bardziej wyodrębniających się wspólnych interesach, o coraz wyraźniej określonym położeniu także w produkcji i poprzez to położenie stosunku do innych grup społecznych - a więc w klasę".

Również Oskar Lange przestrzegał, że daleko idące upaństwowienie środków produkcji przy równoczesnym centralizmie stwarzało "groźne dla demokracji niebezpieczeństwo w postaci koncentracji gospodarki w rękach biurokracji państwowej i związanych z tym przywilejów w rozdziale dochodu narodowego".

Koncentracja i związanie ze sobą władzy gospodarczej i politycznej oraz generowane przez to zjawisko "mandarynatu administracji" - jak to określiła Aniela Steinsberg - w połączeniu z centralistycznie kierowaną gospodarką planową rodziły wśród niemałej części socjalistów również przekonanie o zagrożeniu praw obywatelskich i perspektywy wszechstronnego rozwoju człowieka. Wskazywali oni, a szczególnie Hochfeld, dialektyczny związek między budową bazy społeczno-ekonomicznej socjalizmu a ugruntowaniem swobód indywidualnych. Ten ostatni przekonywał, że te dwa procesy wzajemnie się warunkowały i bez realizacji jednego nie widział możliwości rozwoju drugiego. Prawa i swobody obywatelskie były pojmowane jako gwarancja zachowania istotnych treści samej rewolucji - były niezbędne dla zaistnienia społecznej kontroli nad ośrodkami władzy, dla zablokowania możliwości odrywania się ich od mas. Dla uniknięcia tego zgłaszane były postulaty oddzielenia ośrodków dyspozycji gospodarczej od politycznego aparatu państwa, zwiększenia roli demokratycznie wyłanianych samorządów, stworzenia systemu kontroli oddolnej, istnienia niezależnych organizacji związkowych, spółdzielczych i rolniczych. Socjaliści opowiadali się też za stworzeniem odpowiednich konstytucyjnych gwarancji swobód demokratycznych i instytucjonalnego systemu realizującego te gwarancje.

Zagadnienie to podejmowali również socjaliści na obczyźnie oraz pozostający na uboczu ówczesnych dyskusji Zygmunt Żuławski. Wychodzili oni z założenia, iż skoro celem socjalizmu miało być dobro jednostki, to jednostka ta musiała zostać zabezpieczona przed nadużyciem władzy przez państwo, zwłaszcza gdy jego aparat, na skutek przejęcia poważnej części gospodarki, uzyskiwał tak wielką władzę. Wypływała z tego teza o ko-nieczności rozdzielenia władzy politycznej i gospodarczej, zgodna z dezyderatami Hochfelda czy Langego. Gross uważał, że zapobiec negatywnym zjawiskom wynikającym z upaństwowienia gospodarki mogło jednak przede wszystkim stworzenie systemu gwarancji praw obywatelskich oraz ograniczenie kompetencji administracji rządowej na rzecz samorządów i poddanie jej kontroli społecznej poprzez system przedstawicielski. Postulowano też ograniczenie upaństwowienia tylko do podstawowych ogniw systemu gospodarczego, takich jak przemysł surowcowy, hutnictwo, energetyka, transport, system bankowy, przy równoczesnym stosowaniu innych form uspołecznienia i przy pozostawieniu swobody działania inicjatywie prywatnej wszędzie tam, gdzie zachowała ona gospodarczą efektywność, a nie zagrażała swym istnieniem zachowaniu przez państwo kontroli nad kluczowymi pozycjami systemu. Przedsiębiorstwa państwowe byłyby przy tym poddane kontroli spolecznej poprzez zawarowanie większości miejsc w ich zarządach i radach nadzorczych dla reprezentantów pracowniczych związków zawodowych, organizacji spożywców i sa-morządu terytorialnego.

Jeszcze bardziej stanowczo przeciw etatyzacji występował Żuławski. Uważał, że państwo nie było powołane do zajmowania się działalnością gospodarczą, lecz do dbania, aby inicjatywa indywidualna i grupowa nie popadła w konflikt z intresem społecznym. Państwo winno planować i organizować wspólne wy- siłki dla pokrycia wspólnych potrzeb, winno bronić wolności jednostki i czuwać nad sprawiedliwym podziałem dochodu społecznego. Natomiast gdy przejmowało w swe posiadanie gospodarkę, to stwarzając warunki dla preponderancji administracji, stawało się organizacją przemocy nad obywatelami, miast być organizacją ich wolności.

Działacze krajowej PPS usiłowali przekonywać, że najlepsze zabezpieczenie praw obywatelskich stworzy "ludowy" system przedstawicielski. Najistotniejszą w nim rolę przypisywano parlamentowi. Miał on być jedną z głównych form ludowładztwa. Nie oznaczało to wszakże gotowości do przyjęcia i stosowania klasycznych reguł zachodnioeuropejskiego parlamentaryzmu, utożsamianego z demokracją burżuazyjną. Sejm polski miał być wolny od "destruktywizmu zasadniczej opozycji", oparty na współpracy partii robotniczych, będących trzonem tzw. "bloku demokratycznego". To w zasadniczy sposób określało jego funkcje i rolę ustrojową. Zarazem jednak chciano widzieć w nim nie klakiera władzy wykonawczej, pełnego atmosfery "entuzjastycznej, niepracowitej jednomyślności", lecz płaszczyznę rzeczowej dyskusji nad węzłowymi problemami kraju. Nie będąc przeciwstawieniem rządu, miał sejm tworzyć ramy prawne jego działania, a równocześnie spełniać wobec niego funkcje kontrolne. Szczególny nacisk kładli socjaliści na rolę parlamentu jako gwaranta wolności i sprawiedliwości społecznej. Zapobiegać miał bowiem wszechpotędze władzy wykonawczej i wyradzaniu się aparatu państwowego w niekontrolowaną dyktaturę nad społeczeństwem. Formuły te były używane, przynajmniej częściowo, w dobrej wierze i w dążeniu do zapewnienia sejmowi rzeczywiście większej roli niż ta, którą gotowi mu byłi przypisać komuniści. Niemniej odnosiły się do sejmu pochodzącego ze sfałszowanych wyborów, wyłonionego właśnie z pogwałceniem wolności obywatelskich i zasad ludowładztwa, na których straży miał rzekomo stać. Współodpowiedzialność PPS za ten stan rzeczy była niepodważalna i nie zmieniała tego nadzieja, że wybory zamknęły okres łamania woli większości społeczeństwa w imię utrwalenia nowego ustroju.

Zupełnie inaczej do problemu demokracji politycznej i roli parlamentu podchodziła emigracja socjalistyczna. Nadrzędnym jej postulatem były pięcioprzymiotnikowe, nieskrępowane wybory do sejmu i do samorządów lokalnych, w których udział wziąć mogłyby wszystkie ugrupowania polityczne. Miało to pozwolić na utworzenie rządu zaufania społecznego, przekazanie samorządom szerokich kompetencji, na likwidację specjalnych instytucji państwa policyjnego i na poddanie administracji kontroli społecznej. Kryło się za tym przekonanie, iż wybory powszechne przeprowadzone z poszanowaniem zasad demokracji doprowadziłyby do upadku reżimu zainstalowanego w kraju w 1944 r. i przekazałyby władzę w ręce tradycyjnych partii lewicy i centrum demokratycznego.

Przeciw zacieraniu ostrości problemu demokracji przez wprowadzanie różnych dookreśleń tego pojęcia występował Żuławski. Głosił on istnienie tylko jednej demokracji, integralnej i niepodzielnej, polegającej na tym, iż "cały lud, wszyscy jego członkowie, mają możność przejawiania swej woli co do sposobu urządzenia państwa", społeczeństwo szanuje jednostkę i respektuje jej prawa, "wola większości staje się prawem dla wszystkich". Tak rozumiana demokracja albo była, albo jej nie było, natomiast nie mogło być mowy o jej realizacji tylko w wybranych sferach życia czy tylko w ograniczonym stopniu. Wola większości musiała być zawsze i w każdej sprawie najwyższym nakazem i rozstrzygać o tym, co dobre, co sprawiedliwe i co zgodne z interesem społecznym.

Socjaliści z krajowej PPS poważną rolę do spełnienia wyznaczali różnego rodzaju instytucjom i organizacjom o cha- rakterze samorządowym, w tym jednak przede wszystkim radom narodowym. Chcieli w nich widzieć "terenowe organy uchwalające i kontrolujące", będące instrumentem panowania mas i środkiem ograniczania "omnipotencji państwa". Było to stanowisko po- mijające rzeczywisty charakter rad narodowych, metody kreacji ich składu i usytuowanie w systemie ustrojowym państwa. Co najwyżej ujawniało ono dość naiwne w tej sytuacji intencje czy nadzieje części działaczy socjalistycznych, niemożliwe do zrealizowania w warunkach hegemonii partii komunistycznej. Stanowisko to spotkało się zresztą z zarzutami ze strony PPR i tzw. lewicy PPS, jakoby prowadziło do osłabiania "władzy ludowej" i gloryfikowało liberalno-burżuazyjne rozwiązania ustrojowe.

Innym - ale ściśle związanym z poprzednim - problemem było zagadnienie metod sprawowania władzy, a szczególnie rep- resyjnych funkcji państwa. Krajowi teoretycy humanizmu socjalistycznego na ogół nie negowali wprost konieczności stosowania środków przemocy. Ze wzrastającym jednak sceptycyzmem pa- trzyli na tę sferę polskiej rzeczywistości. Szczególnie po porażce PSL i decydującym osłabieniu podziemia zbrojnego poja- wiły się w PPS głosy, że nastały warunki umożliwiające odchodzenie od rozbudowywania państwowego aparatu przymusu i ograniczenie administracyjnych metod w walce politycznej. Przestrzegano przed niebezpieczeństwem autonomizacji aparatu bezpieczeństwa publicznego, jego emancypacji i samorozwoju. Wskazywana była konieczność ścisłego podporządkowania tego odcinka ogólnym, humanistycznym celom przebudowy społecznej. Wedle tego stanowiska stosowanie przemocy i ograniczanie swobód obywatelskich - jakkolwiek wynikające z określonych warunków - było przeciwne ideałowi demokracji socjalistycznej i - jak pisał Topiński - "stosowanie tych środków wyjątkowych oddala nas, a nie zbliża do socjalizmu". Działacz ów sądził, że o tym, czy kierunek przemian miał socjalistyczny charakter decydowała "postawa realizatora" i proponował - poniekąd zgodnie ze stanowiskiem np. F.Grossa - by na tej podstawie orzekać o charakterze ówczesnych przemian w Polsce. W związku z tym zarzucał Schaffowi, iż a priori przesądzając humanistyczny charakter polityki opartej na doktrynie marksistowskiej, nie dostrzegał znanej z historii możliwości powstania sprzeczności między humanizmem doktryny i brakiem humanizmu w jej realizacji. "Rzecz wlaśnie w tym - pisał - że humanizm każdej doktryny może być zachowany w rękach wykonawców tylko o tyle, o ile zdobędą się oni na właściwą postawę w myśleniu i w przyjęciu określonej koncepcji moralnej. Właściwą - bo rozumiejącą związek z sensem zrealizowanej idei. Tę właśnie postawę nazywam humanizmem"

Tak zaprezentowane stanowisko Topińskiego - zapewne zresztą odpowiadające nie tylko jego przekonaniom osobistym - nacechowane było pewnego rodzaju abstrahowaniem od rzeczywistości, bowiem pomijało zdeterminowanie sposobu postępowania przez warunki, w jakich ono przebiegało. Jednak krytycy tego stanowiska skłonni byli z kolei za jedyny sprawdzian humanizmu uznać cel polityki. To zaś - niezależnie od intencji - ewokować musiało tezę o środkach przez ten cel uświęcanych, w praktyce tworząc uzasadnienie ideologiczne dla postępowania tych, którzy szczególną rolę w budowie socjalizmu wyznaczali aparatowi przymusu.

Troską działaczy PPS była realizacja "rewolucji w majestacie prawa", a więc poszanowanie norm prawnych, zwłaszcza tych ustanowionych przez "władzę ludową". Referując ten problem w sejmie, Stanisław Gross mówił: "Troską naszą objęty jest legalizm rewolucyjny, to jest autorytet zespołu norm prawnych, służących zwycięskiemu ustrojowi demokracji ludowej. Postulat nasz dyktowany jest dążeniem do uniknięcia szkód, jakie chaos prawny powoduje w dziedzinie gospodarczej i politycznej, oraz przekonaniem, że pełnia autorytetu prawa demokratycznego stanowi warunek potęgi demokracji, jest jednym z ważnych środków dalszego aktywizowania sił społecznych oraz oczekiwanym przez świadomego obywatela dowodem stabilizacji życia państwowego". Równocześnie socjaliści stali na stanowisku, że demokracja i szeroki zakres praw wolnościowych nie mogą stwarzać swobody działania dla przeciwników "władzy ludowej" i być narzędziem "przekreślania podstaw demokracji ludowej".

Z ogólnych założeń humanizmu socjalistycznego wypływały poglądy na kształt systemu społeczno-gospodarczego oraz na kierunki rozwoju ekonomicznego. PPS była - obok PPR - główną promotorką zasadniczych reform społecznych przeprowadzonych w Polsce od 1944 r. Częstokroć w swych wypowiedziach socjaliści wskazywali jednak na znaczenie pluralizmu własnościowego w gospodarce. Realistycznie oceniając sytuację społeczno-gos-podarczą, uznawali konieczność utrzymania w tym czasie sektora prywatnego. Nie oznaczało to wszakże aprobaty dla istnienia takiej formy własności środków produkcji również w dalekiej przyszłości i PPS przeciwna była jej traktowaniu jako cechy charakterystycznej polskiego modelu socjalizmu, wskazując, iż "dążeniem partii jest uspołecznienie środków produkcji i wy- miany przez kierowanie nimi w myśl zasad ekonomii planowej". Jednakże likwidowanie własności prywatnej po przeprowadzeniu już podstawowych reform strukturalnych następować miało stopniowo, odpowiednio do tego, jak "rządy robotniczo-chłopsko--pracownicze będą stwarzały warunki sprzyjające zwiększaniu się wśród warstw pośrednich szacunku i uznania dla wyższych form gospodarki planowej i uspołecznionej". Pojawiały się przy tym sugestie, by o socjalistycznym czy niesocjalisycznym charakterze formy ustrojowej nie orzekać na podstawie samego istnienia lub nawet rozmiarów sektora prywatnego w obrębie gospodarki narodowej. Miarą tempa i zakresu uspołecznienia miała być bowiem sprawność gospodarcza i możliwość zaspokajania potrzeb społecznych. Jeżeli z tego punktu widzenia własność prywatna nie ograniczała możliwości realizacji zasad gospodarki planowej, to jej istnienie nie mogło być uznawane za przeszkodę w urzeczywistnianiu socjalizmu.

Jednym z istotnych kryteriów zasadności istnienia, a w pewnym stopniu - szczególnie na styku sektora państwowego ze spółdzielczym - także zakresu poszczególnych sektorów miała być efektywność gospodarcza i sprawność pokrywania potrzeb społecznych w ich bieżącym wymiarze. Z tego punktu widzenia zrozumiałe było, że na początku 1947 r. miarodajni przedstawiciele kierownictwa PPS uważali, iż "przełom dokonany w Polsce nie wymaga poszerzenia", natomiast "nadszedł czas ugruntowania zdobyczy spowodowanych przez przewrót i stabilizowania życia gospodarczego oraz poczucia prawnego w kraju". Wbrew późniejszym zarzutom nie było to równoznaczne z dążeniem do zamrożenia sektorów w ich ówczesnym kształcie. W perspektywie rozwój społeczny doprowadzić miał do pełnego uspołecznienia środków produkcji, a i w okresie stabilizacji szczególną wagę przywiązywano do umacniania i rozszerzania stanu posiadania spółdzielczości. Socjaliści byli przeciwni - wbrew tendencjom nurtującym PPR, a najpełniej wyrażanym przez Hilarego Minca - ekspansywnym dążeniom państwowego aparatu gospodarczego i wy- pieraniu przez własność państwową innych form społecznego władania środkami produkcji. Wedle PPS uspołecznienie miało dokonywać się we wszystkich tych formach, przy czym spółdzielczość traktowano jako "najbardziej demokratyczną dołową formę zorganizowanego spożywcy i pracującego robotnika (rolnika)". Uważano, że w "państwie ludowym [...] wszystko, co może przejąć spółdzielczość, powinno być spółdzielczości przez to ludowe państwo oddane".

Znaczenie spółdzielczości w koncepcjach PPS wynikało z przypisywania jej trzech zasadniczych walorów: 1) elastyczności i efektywności gospodarowania oraz zdolności do wykorzystywania wszystkich jednostkowych inicjatyw; 2) przeciwdziałania nadmiernej etatyzacji gospodarki i związanej z tym biurokratyzacji kierowania nią; 3) wychowawczego, "humanistycznego" charakteru działalności. Na podkreślenie zasługuje ścisła współzależność w koncepcjach PPS między poglądami na miejsce i rolę spóldzielczości a nastawieniem na decentralizację kierowania gospodarką narodową. Socjaliści byli bowiem przekonani, że nasycenie gospodarki elementami samorządowo--spółdzielczymi i ograniczenie centralizacji dyspozycji gospodarczej nada systemowi ekonomicznemu większą efektywność i elastyczność, a zarazem zagwarantuje społeczeństwu realny nań wpływ.

Jako szczególnie pożądane przedstawiano objęcie organizacją spóldzielczą drobnych gospodarstw rolnych i warsztatów rzemieślniczych, a także dystrybucji produktów rolnych oraz wytwarzania i obrotu innymi artykułami pierwszej potrzeby. Uzasadniając tak daleko idące postulty, wysuwano zarówno argumenty natury ekonomicznej, jak i społeczno-wychowawczej. Zwracano uwagę na potrzebę realizacji nie tylko strategicznych interesów gospodarczych narodu jako całości, ale i bieżących interesów jednostek. Pierwsze miało urzeczywistniać państwo i z tej racji w jego rękach musiał się znaleźć ster gospodarki jako całości. Służyć temu miało zarówno upaństwowienie kluczowych gałęzi i przedsiębiorstw, jak i nadanie gospodarce planowego charakteru. "Państwo ludowe ma przed sobą wielkie zadania, zadania w skali historycznej. Państwo musi się troszczyć nie tylko o codzienne sprawy żyjącego pokolenia, ale i o przy- szłość pokoleń, które nas zluzują, o przyszłość narodu. O wielkie zadania dziejowe. O historyczne bezpieczeństwo na- szych ziem. O sprawiedliwy rozwój społeczny na dziesiątki i setki lat. O właściwą przebudowę i rozbudowę struktury gos- podarki narodowej. Po to mamy państwo, potośmy o nie walczyli, żeby to zadanie mogło spełnić po naszej myśli. Dlatego państwo musi mieć w ręku to wszystko, czego mu potrzeba, żeby te wiel- kie zadania mogło spełnić" - pisał Adam Rapacki, jeden z eks- pertów PPS w dziedzinie ekonomicznej i spółdzielczej. Aliści wpływ społeczeństwa, mas pracujących, na sektor gospodarczy pozostający we władaniu państwa dokonywał się pośrednio. Nato- miast w spółdzielczości widziano formę bezpośredniego realizowania przez jednostki ich ekonomicznych interesów bieżących. Stąd za celowe uważano przekazanie jej tych ogniw gospodarki, które temu właśnie miały służyć. "Gospodarka spółdzielcza jest dla nas gospodarką kierowaną bezpośrednio przez żyjącego człowieka i służącą jego codziennym sprawom. Godzimy się na podporządkowanie spółdzielczości w sensie gospodarczym, w sensie planu państwowego, państwu, które reprezentuje wyższy i długofalowy interes narodu. Ale w imię zasady równowagi między potrzebami przyszłego i żyjącego pokolenia chcemy, aby to, co służy codziennym potrzebom, było w ramach wielkich celów narodowych kierowane przez żyjącego, zwykłego człowieka" - mówił ten sam działacz socjalistyczny.

Zwracano wszelako uwagę na błędność przeciwstawiania spółdzielczości państwu, co niejednokrotnie występowało w sze- regach PPS, szczególnie wśród skądinąd wielce zasłużonych jej działaczy spółdzielczych. W związku z tym Rapacki pisał: "To tylko wybór między dwiema metodami organizowania gospodarki - między pośrednią metodą organizowania jej przez nasze własne państwo i metodą bezpośrednią - organizowania jej przez nasze własne przedsiębiorstwa spółdzielcze, powstałe z naszej własnej inicjatywy, byśmy mogli bezpośrednio wziąć nasze sprawy w nasze ręce. Chodzi więc o dwa różne sposoby organizowania gospodarki przez ten sam podmiot: przez polski naród pracują-cy. Bo państwo ludowe - to my. Ci sami chłopi, robotnicy, pracownicy umysłowi, ten sam lud polski". Jakkolwiek za dominujący należy uznać nurt głoszący, że spółdzielczość stanowić winna integralną część narodowej gospodarki planowej, a zarazem być samodzielnym organizacyjnie ruchem społeczno-gospodarczym, to pojawiały się i głosy o niezależności jej od państwa, czy nawet o zastępowaniu przez nią państwa. Swoistym paradoksem było, że w podobnym duchu wypowiedział się nawet Hochfeld, pisząc: "Spółdzielczość nie jest ramieniem państwa demokratycznego, ale jego koniecznym uzupełnieniem, stanowiącym w znacznym stopniu o jego demokratycznej treści - dopóki sama tego państwa nie zastąpi samorządną, powszechną organizacją spożywców i wytwórców". Chociaż był to pogląd ekstremalny i dla samego Hochfelda, i w ogóle dla PPS, to on i jemu podobne dawały przeciwnikom spółdzielczych koncepcji PPS asumpt do przypisywania jej poglądów pankooperatystycznych.

W spółdzielczości socjaliści widzieli także szkołę gospodarczego przysposobienia mas pracujących i instrument ich aktywizacji, a także kuźnię działaczy gospodarczych, zdolnych do rzeczywistego uczestnictwa w procesach decyzyjnych. "Spółdzielczość jest szkołą proletariatu - pisał Rapacki - ale szkołą polityczną. Uczy pracujących wspólnego gospodarowania i rządzenia wspólnym gospodarstwem, uczy społecznej odpowiedzialności i społecznej inicjatywy gospodarczej, uczy pracy na wspólnym i dla wspólnego dobra".

PPS, generalnie opowiadając się za szybkim rozwojem gos- podarczym kraju i jego uprzemysłowieniem, kładła nacisk na ścisłe powiązanie tgo procesu z realnymi możliwościami materialnymi i ludzkimi, na skoordynowanie strategicznych zamierzeń w tym zakresie z palącymi potrzebami bieżącymi, w szczególności z koniecznością szybkiego podniesienia poziomu życia społeczeństwa znękanego wojną, wycieńczonego materialnie i biologicznie, cierpiącego niedostatki pierwszego okresu odbudowy. Proces budowy i przebudowy miał być kształtowany tak, aby "nie nabierać tempa kosztem nadmiernych wysiłków społecznych, jakichś nowych wstrząsów rewolucyjnych, wyrzeczeń ponad miarę dzisiejszego pokolenia". Dlatego też odrzucano w polityce gospodarczej "drogę heroiczną" - "najdalej idących ofiar dla przyszłości", a także "drogę mieszczańską" - "dbającą tylko o doraźną wygodę". Opowiadano się za "drogą socjalistyczną" - "usiłującą uzgodnić troskę o człowieka i troskę o maszynę, nie zaniedbującą wielkich zadań stworzenia podstaw rozwojowych dla dalszej przyszłości, ale nie zapominającą także o tym, by w toku realizacji planu zapewnić realne korzyści masom". Stanowisko to konkretyzowało się w założeniach planu 3-letniego, opracowanych przy decydującym udziale ekonomistów związanych z PPS. "Przyjęcie tego rozwiązania - pisał Czesław Bobrowski - narzuciło koncepcji planu zasadę kompromisu między drogą odbudowy a drogą przebudowy, narzuciło umiar projektowanej stopy akumulacji kapitałowej, określiło wybór kierunków inwestycji, nakazało zrezygnować z niektórych dalszych i ambitniejszych projektów, ale też pozwoliło uznać za główne zagadnienie podniesienie stopy życiowej mas pracujących powyżej poziomu przedwojennego".

We wszystkich tych koncepcjach z łatwością można odnaleźć echa bardziej teoretycznych refleksji, składających się na teorię humanizmu socjalistycznego w tym jej ujęciu, jakie prezentowali Strzelecki czy Hochfeld. Generalnie wychodzono z założenia, że bieżące działania we wszystkich sferach życia społecznego powinny być podporządkowane perspektywicznemu celowi ruchu robotniczego i stanowić realizację tych fragmentów ideału socjalistycznego, na które pozwalała sytuacja. W swej tendencji proces ten powinien prowadzić do rozszerzania wolnościowych treści ustrojowych i maksymalnego rozwijania demokracji socjalistycznej. Wielu działaczy PPS żywiło przekonanie, iż w konkretnych polskich warunkach, szczególnie po porażce PSL, walka klasowa przebiegać będzie coraz łagodniej, a rozwój procesów gospodarczych i społecznych prowadzić będzie ku pozyskiwaniu dla celów partii robotniczych coraz bardziej dominującej większości społeczeństwa. To zaś miało umożliwić dalsze ograniczanie represyjnych i reglamentacyjnych funkcji państwa i pozwolić na rosnącą decentralizację życia społeczno--gospodarczego.

Wśród aktywu PPR poglądy składające się na koncepcję socjalistycznego humanizmu wywoływały bardziej czy mniej na- siloną krytykę. Przywódcy i ideologowie partii komunistycznej zarzucali socjalistom niezrozumienie i niedocenianie walki klasowej, bagatelizowanie zagrożenia ze strony "reakcji", fałszywe pojmowanie roli państwa. Publicznie dali temu wyraz przede wszystkim Adam Schaff i Roman Werfel. Znacznie lapidarniej, ale zapewne reprezentatywnie dla rzeczywistego stanowisska kierownictwa PPR, ustosunkował się do toczącej się dyskusji Władysław Gomułka na plenum KC PPR w kwietniu 1947 r.: "PPS nie jest partią wychowaną w duchu marksistowskim i nie rozumie istoty walki klasowej. Nie rozumiejąc, chciałaby tej walki uniknąć w imię bzdurnej teorii humanizmu socjalistycznego. Ten humanizm pepesowski - to nic innego jak wyciąganie ręki do zgody z reakcją".

Wiele racji miał Schaff, gdy pisał, że dyskusja o humanizmie była batalią dotykającą swym meritum stosunków między dwoma partiami robotniczymi i podstawowych kwestii ideologicznych i politycznych ruchu robotniczego. Zwolennicy humanizmu socjalistycznego stali na stanowisku, iż w ramach ruchu robotniczego nosicielami demokratyzmu i humanizmu byli wyłącznie socjaliści. "Cokolwiek powiedziałoby się o załamaniach, iluzjach, manowcach demokratycznego odłamu ruchu robotniczego - to wyrósł on z humanistycznego pnia marksizmu i do nowej epoki wniósł - poza tragicznymi konsekwencjami swych błędów i załamań - także ową demokratyczną i humanistyczną treść wielkich nauk Marksa i Engelsa" - pisał Hochfeld. Z tego przekonania rodziła się koncepcja "syntezy socjalistycznego demokratyzmu i rewolucjonizmu".

Głosów wysoce krytycznych wobec koncepcji socjalistycznego humanizmu nie brakowało rownież i w łonie PPS. Wychodziły one z kręgu tzw. grupy Matuszewskiego. Najdalej w krytyce tej posunęli się Leon Wudzki i Witold Wudel. Ich wystąpienia różniły się i w treści, i w formie od tego, co Strzeleckiemu czy Hochfeldowi przeciwstawiał Schaff. O ideologach socjalistycznego humanizmu Wudzki pisał: "To są spadkobiercy tych samych rewolucyjnych humanistów, którzy, gdy klasa robotnicza Związku Radzieckiego przystąpiła do budowania u siebie nowej rzeczywistości, nie wahali się bruździć i judzić robotników Polski, budząc w nich nienawiść do rewolucyjnych posunięć Związku Radzieckiego. Spadkobiercy tych samych, którzy pacyfikowali rewolucyjne nastroje klasy robotniczej Polski w roku 1918, aby przygotować grunt dla objęcia władzy przez reakcję". Jeszcze dalej poszedł Wudel, wytaczając zarzuty w ówczesnej sytuacji druzgocące w swym politycznym wymiarze. Pisał o socjalistycznym humanizmie: "Po pierwsze jest antykomunistyczny. W filozofii przejawia się to jako zwalczanie materialistycznego pojmowania dziejów, w polityce jako przeciwstawianie się budowaniu silnego i zwartego aparatu państwa ludowego, w gospodarce jako osłabianie radykalnego uspołecznienia i upaństwowienia aparatu wytwórczego, w pojmowaniu rozwoju społecznego jako odrzucanie zasady walki klas, w etyce jako odrzucenie postawy socjalistycznego bojownika na korzyść nadrzędnej społecznie moralności Ťbezstronnych obserwatorówť. Po drugie jest antyjednolitofrontowy. W filozofii objawia się to w postaci ideowego zwalczania marksizmu, odrzucania bezpośredniego związku filozofii i polityki. W polityce jest to szukanie silnego sojusznika w warstwach pośrednich, a odrywanie się od sojusznika na lewicy, którego uważa się za wroga lub pomniejsza jako niedecydującego. Politycznie oznacza to przedkładanie formalnej demokracji burżuazyjnej nad wyższą historycznie demokrację ludową z powodu niekonsekwencji w sensie formalistycznym tej ostatniej, zmuszonej niekiedy do przekraczania litery, lecz nie ducha demokracji. W gospodarce ujawnia się to jako humanistyczne psychologizowanie, odrywające świadomość społeczną mas od bazy wytwórczej i w związku z tym niedocenianie psychologicznych, świadomościowych następstw przemian ekonomicznych społeczeństwa. Po trzecie jest antyradziecki. W filozofii jest to odrzucenie tzw. Ťmechanistycznego marksizmuť, Ťprzestarzałej dialektykiť i chwalba doskonałych współczesnych metod socjologicznych, dających rzekomo więcej i lepiej niż Ťmarksizm sensu strictoť. W polityce jest to ciągle jeszcze wiara w przewagę i perspektywę przewagi świata anglosaskiego i jego form politycznych, jest to potępienie ustroju radzieckiego nowego typu i przeciwstawienie mu demokracji integralnej lub humanistycznej. W socjologii jest to stanowcze odrzucanie tzw. Ťspołeczeństwa zamkniętegoť, jako krępującego wolność indywidualną i zawoalowane aluzje co do Ťzamkniętościť Związku Radzieckiego [...] W etyce jest to odrzucanie Ťczłowieka zamkniętegoť, rozszerzanie do absurdu zakresu pojęcia Ťczłowieka zgleichszaltowanegoť i tzw. Ťwyższej moralnościť".

Stanowisko reprezentowane przez Wudla początkowo wydawało się bez większego znaczenia. Krytycznie ustosunkowali się wobec niego nie tylko Strzelecki czy Hochfeld, ale i Schaff reprezentujący PPR. Jednak sytuacja się zmieniała. Latem 1948 roku, w okresie bezpośrednio poprzedzającym zjednoczenie ruchu robotniczego, w atmosferze określonej rezultatami sierpniowo--wrześniowego plenum KC PPR i walką z rzekomym odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym, nastąpił ostateczny rozrachunek z koncepcją socjalistycznego humanizmu. I wówczas krytykę składających się na nią poglądów zdominowały treści zaprezentowane wcześniej przez Wudla. On sam zresztą stał sie jednym z głównych "oskarżycieli" Strzeleckiego, Hochfelda, Topińskiego i innych.

Poglądy reprezentowane w latach 1946-1947 przez rzeczników humanizmu socjalistycznego zawierały, w pewnym przynajmniej zakresie, propozycje alternatywne wobec posunięć forsowanych przez PPR. Poszukując rozwiązań odpowiadających polskim warunkom historycznym, tradycjom kulturowym i postawom narodu, socjaliści wyprowadzali je z wolnościowego i demokratycznego sensu socjalizmu. Stąd wynikały koncepcje rozszerzania zakresu swobód obywatelskich, ograniczania kompetencji aparatu bezpieczeństwa, uchronienia społeczenstwa przed nadmierną centralizacją i biurokratyzacją życia gospodarczego i politycznego, rozwoju parlamentaryzmu i różnych form samorządności społecznej. Postulaty te w ogniu ostrej walki politycznej były niejednokrotnie wypaczane przez ich krytyków ze strony PPR i lewacko zorientowanych działaczy PPS, którzy nie widzieli do socjalizmu innej drogi niż dyktowana przez komunistów.

Mimo całej gamy różnic dzielących działaczy PPS od środowisk emigracyjnych i niezależnych socjalistów w kraju, dyskusja o socjalistycznym humanizmie wykazała, iż w wielu kwestiach utrzymywała się, przynajmniej co do kierunku myślenia, pewna wspólnota. Problem polegał jednak na tym, że znaczna część działaczy PPS w kraju gotowa była rezygnować z obrony wartości przez siebie głoszonych, a decydujących o tej wspól-nocie i o tożsamości partii socjalistycznej, nawet w takim kształcie, jaki w latach 1945-1947 uzyskała PPS. Emigranci, wolni od stałego, codziennego nacisku, łatwiej mogli dochować wierności swym poglądom - ich głoszeniem niczego nie ryzykowali.

Większość pytań i wątpliwości zgłaszanych przez socjalistów w toku omawianej dyskusji wróciła później niejednokrotnie w różnych formach i przy różnych okazjach, dowodząc, iż trafnie rozpoznawali oni niektóre problemy i rodzące się niekorzystne zjawiska, choć sami z tej diagnozy nie wyciągali konsekwentnych wniosków politycznych.




Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje