Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje






POLACY W KAZACHSTANIE
1940-1946

Deportacje 1940-1941

Liczba deportowanych

Status deportowanych

Warunki egzystencji

Wyżywienie

Mieszkanie

Odzież i obuwie

Praca

Stan zdrowia

Pomoc i samopomoc

Otoczenia a Polacy

Postawy i nastroje

Życie religijne

Nastroje zesłanych


Na stronie

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Historia GUŁagu

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia




Pomoc dla ludności polskiej

Układ Sikorski-Majski poprzez swoje następstwa otworzył w życiu ludności polskiej w głębi ZSRR nowy okres. Odzyskanie wolności - nawet przy wszystkich ograniczeniach, jakie nakładał system radziecki i jakie wynikały z sytuacji wojennej - stanowiło potężny impuls dynamizujący polskie zbiorowości, budzący wielkie nadzieje co do najbliższych dni i tygodni, a także co do dalszych losów. Nadzieje te zderzały się jednak z upiorną codziennością, której znamionami były głód, choroby, brak odzieży i mieszkań. W takich warunkach ogromne były oczekiwania pomocy ze strony władz polskich reprezentowanych przez ambasadę z prof. Stanisławem Kotem na czele.

Zorganizowanie w jak najkrótszym czasie opieki nad ludnością polską stało się - obok wspierania organizacji armii i działań interwencyjnych na rzecz wypełnienia układu polsko-radzieckiego, a zwłaszcza wykonania amnestii - pierwszoplanowym zadaniem ambasady. Oznaczało to konieczność stworzenia odpowiedniego polskiego aparatu, zdolnego rozpoznać położenie polskich obywateli, a następnie realnie wpływać na jego poprawę.

Początkowo ambasador Kot pragnął powierzyć koordynację działalności opiekuńczej Polskiemu Komitetowi Opieki, na którego szefa przewidywał znanego działacza socjalistycznego Jana Szczyrka. W toku rozmowy odbytej 10 września 1941 r. z zastępcą ludowego komisarza spraw zagranicznych Andriejem J.Wyszyńskim S.Kot poinformował swego rozmówcę, iż Komitet ów byłby zwieńczeniem struktury komitetów rejonowych i miejscowych, a tam, gdzie było poniżej 50 rodzin polskich powoływałby swoich mężów zaufania. Wyszyński negatywnie odniósł się do tej koncepcji, motywując to niebezpieczeństwem dwutorowości pracy ambasady i Komitetu, ale nie ukrywając też, że z punktu widzenia władz radzieckich wybory komitetów w czasie wojny byłyby zjawiskiem niepożądanym. Strona radziecka wyraźnie życzyła sobie wyłącznie kontaktów z ambasadą i jej placówkami. Tym samym inicjatywa stworzenia społecznych instytucji kierujących akcją pomocy i opieki spaliła na panewce.

Już we wrześniu ambasada przystąpiła do powoływania swoich przedstawicieli w terenie, ale napotkało to opór władz radzieckich, które bojkotowały wytypowane przez ambasadę osoby. Nieco lepiej przedstawiały się możliwości działania mężów zaufania, reprezentujących zbiorowości polskie wobec władz lokalnych. Niektórzy z nich zdołali wypracować sobie pozycję dość mocną, umożliwiającą podejmowanie realnych działań poprawiających, przynajmniej w pewnym zakresie, położenie ludności polskiej. Równocześnie ambasada uzyskała zgodę czynników radzieckich na wysłanie w teren tzw. delegatów objazdowych, których zadaniem było zorientowanie się w rozmieszczeniu i położeniu ludności polskiej. 1 października wysłana została pierwsza para takich delegatów: prof. Marian Heitzman i dr Romuald Szumski. Odwiedzili oni skupiska polskie w obwodzie nowosybirskim, Kraju Ałtajskim, wschodnim i południowym Kazachstanie oraz w Uzbekistanie.

W terenie czynni byli także przedstawiciele armii polskiej, których zadaniem było organizowanie rekrutacji do wojska oraz prowadzenie akcji informacyjnej. W wyniku nacisków prof. Kota, niechętnego ingerencji wojska w sprawy ludności cywilnej, ustalono, że przedstawiciele armii ograniczą się do spraw związanych z rekrutacją do sił zbrojnych, a na mężów zaufania będą powoływani tylko za zgodą ambasady.

Dla procesu organizacji delegatur i powoływania mężów zaufania zasadnicze znaczenie miały rozmowy gen. Sikorskiego ze Stalinem. Stały się one impulsem do uzgodnienia zasad działania przedstawicielstw ambasady w terenie, co formalnie zapisane zostało w porozumieniu między ambasadorem Polski a Ludowym Komisariatem Spraw Zagranicznych ZSRR 23 grudnia 1941 r. Tym samym stworzono podstawy funkcjonowania placówek opiekuńczych. Sieć delegatur i mężów zaufania stosunkowo szybko się ukształtowała i krzepła. Proces ten wywołał niechętne reakcje strony radzieckiej, co uwidoczniło się w dążeniu do ograniczania ich możliwości działania m.in. przez limitowanie liczebności personelu delegatur do maksymalnie 9 pracowników i przeciwstawianiu się zatrudnianiu stałego personelu w placówkach mężów zaufania.

Postanowienia o zakresie działalności delegatów nakładały na tych ostatnich następujące obowiązki: 1) informowanie ambasady o położeniu i potrzebach ludności polskiej, 2) prowadzenie wśród obywateli polskich akcji informacyjnej i oddziaływanie na nich w duchu układu polsko-radzieckiego z 30 lipca 1941 r., 3) rejestrowanie obywateli polskich i prowadzenie ich ewidencji, w tym gromadzenie informacji o ich zdolności do służby wojskowej i pracy, 4) współdziałanie z władzami radzieckimi w celu kierowania obywateli polskich do pracy zgodnej z ich kwalifikacjami, 5) zapewnienie niezdolnym do pracy obywatelom polskim pomocy mającej dającej im minimum egzystencji, 6) organizowanie działalności kulturalnej i oświatowej wśród ludności polskiej, 7) zaopatrywanie obywateli polskich w dokumenty, w tym w paszporty stwierdzające ich polskie obywatelstwo, 8) gromadzenie i dystrybucja darów zagranicznych, 9) wyszukiwanie osób na stanowiska mężów zaufania, którzy realizowaliby zadania wymienione w pkt. 2,4,5,6,7 oraz inne zlecone im przez delegatów. Był to więc zarówno w stosunku do samych delegatów, jak i podporządkowanych im mężów zaufania ogromny zakres czynności, niezwykle trudnych do wykonywania w ówczesnych warunkach, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę skromny liczebnie personel placówek polskich, niedostateczne jego kwalifikacje, słabą kondycję fizyczną i psychiczną znacznej jego części oraz nie zawsze przychylne nastawienie władz radzieckich. Np. jeszcze na początku maja 1942 r. nie została załatwiona sprawa sprawowania przez delegaturę w Semipałatyńsku opieki nad ludnością polską w obwodzie ust'-kamienogorskim, bowiem władze radzieckie kwestionowały - mimo dopełnienia przez stronę polską wszystkich formalności - uprawnienia męża zaufania wyznaczonego przez ambasadę. Uniemożliwiało to tworzenie na terenie obwodu polskich placówek opiekuńczych. Władze miejscowe, wbrew porozumieniom ambasady z Ludowym Komisariatem Spraw Zagranicznych ZSRR, utrudniały tworzenie zakładów zamkniętych przez delegatury. Np. w Semipałatyńsku przewodniczący obwodowego komitetu wykonawczego odmawiał zgody na zorganizowanie domu inwalidów i domu starców. Pod wpływem takiej postawy najwyższego urzędnika w obwodzie władze rejonowe także odmawiały współdziałania w tworzeniu zakładów polskich, nie przydzielały lokali, nie dostarczały żywności itp. W Akmolińsku tamtejszy przewodniczący obwodowego komitetu wykonawczego demonstrował niezadowolenie z aktywności polskiej na polu tworzenia zakładów opiekuńczych dla dzieci, utrudniając uzyskiwanie dla nich żywności.

Organizowana przez polską ambasadę pomoc materialna objąć miała w pierwszym rzędzie dzieci, które utraciły swoich najbliższych lub których opiekunowie nie byli zdolni do pracy, następnie ludzi starszych, nie posiadających rodziny ani możliwości ulokowania w domach opieki, wreszcie osoby całkowicie niezdolne do pracy. W następnej kolejności pomocą objęta być miała pozostała ludność. Takie zasady określała instrukcja ambasady polskiej z 15 stycznia 1942 r. Przez pomoc materialną rozumiano zarówno kwoty pieniężne, jak i szczególnie cenione dobra w postaci żywności, odzieży i obuwia.

Pracownicy placówek ambasady posiadali specjalne pełnomocnictwa i pewne przywileje, nie otrzymali jednak, jak pragnęła ambasada, statusu dyplomatycznego.

W Kazachstanie właściwa organizacja opieki nad przebywającą na tym terenie polską ludnością cywilną weszła w swą najważniejszą fazę w pierwszych miesiącach 1942 r. Wtedy to rozpoczęto tworzenie na terenie, gdzie znajdowały się największe skupiska Polaków, delegatur ambasady. Do 15 marca 1942 r. powstały w Kazachstanie następujące delegatury:

1) w Pawłodarze (na obwód pawłodarski), na teranie działania której utworzono do tego czasu 22 placówki mężów zaufania oraz 1 stołówkę na 60 osób, 43 punkty dożywiania dla 1815 dzieci, 6 domów noclegowych, 15 świetlic, 1 ochronkę i 3 szkoły;

2) w Pietropawłowsku (obejmująca zasięgiem swego działania oprócz obwodu pietropawłowskiego także obwód omski), której podlegały 4 placówki mężów zaufania i która dysponowała 26 punktami dożywiania obsługującymi 1 302 dzieci;

3) w Czimkiencie, obejmująca obwody czimkiencki i kzyłordyjski; w połowie marca działało na jej terenie 20 placówek mężów zaufania, 1 stołówka dla 200 osób, 6 ochronek dla 470 dzieci, 2 szkoły dla 196 dzieci oraz piekarnia;

4) w Dżambule na obwód dżambulski, w którym istniało w omawianym okresie 8 placówek mężów zaufania, a placówki opieki i pomocy dopiero tworzyły się;

5) w Semipałatyńsku (obejmująca obwód semipałatyński), na terenie działania której powstało 14 placówek mężów zaufania, otwarto stołówkę na 235 osób, schronisko dla inwalidów, dom noclegowy, czytelnię polskich gazet i książek oraz punkt sanitarny;

6) w Ałma-Acie (na obwód ałamaacki oraz Kirgiską SRR), której podlegały 22 placówki mężów zaufania.

Do końca marca nastąpił dalszy rozwój sieci delegatur. Według stanu na 30 marca 1942 r. na terenie Kazachstanu istniały następujące delegatury: w Kustanaju (delegat Mieczysław Romański) na obwód kustanajski, w

Pawłodarze (Stanisław Lickindorf) na obwód pawłodarski, w Pietropawłowsku (Witold Płoski) na obwody pietropawłowski i omski, w Akmolińsku (Kazimierz Rola-Janicki) na obwód akmoliński, w Czimkiencie (Bohdan Kościałkowski) na obwody czimkiencki i kzyłordyjski, w Dżambule (Feliks Dziewicki) na obwód dżambulski, w Semipałatyńsku (Adolf Saraniecki) na obwód semipałatyński, w Ałma-Acie (Kazimierz Więcek) na obwód ałmaacki i Kirgiską SRR. Ponadto delegatura w Czkałowie (delegat Romuald Szumski) obejmowała swym zasięgiem działania obwód aktiubiński.

Początkowe trudności z tworzeniem delegatur i ich legalizowaniem przez władze radzieckie wywoływały pewien chaos kompetencyjny. Na terenie Kazachstanu dało to o sobie znać zwłaszcza w pierwszym okresie, kiedy nim powstały delegatury m.in. w Dżambule i Czimkiencie pierwsze posunięcia w zakresie tworzenia sieci mężów zaufania były prowadzone przez placówkę z Ałma-Aty, nawet gdy nie była jeszcze uznawana przez władze republikańskie. W efekcie, gdy powstały wspomniane dwie delegatury, zastały one już - początkowo sobie nieznane - placówki mężów zaufania utrzymujące kontakt nie z nimi, lecz z Ałma-Atą. Co więcej - strona radziecka sugerowała, by delegatura ałmaacka, z racji swego usytuowania w stolicy republiki, odgrywała rolę nadrzędną w stosunku do delegatur w poszczególnych obwodach, co dodatkowo komplikowało sytuację. Nie zawsze też personalne rozstrzygnięcia zarówno w obsadzie samych delegatur, jak i stanowisk mężów zaufania były najszczęśliwsze i gwarantowały skuteczną działalność zarówno na styku z władzami radzieckimi, jak i w odniesieniu do ludności polskiej. Ludzie ci, poza takimi czy innymi predyspozycjami i uzdolnieniami, nie zawsze dysponowali odpowiednimi kwalifikacjami, nie mówiąc już o braku doświadczenia w tego rodzaju działalności. Warto tu obszernie zacytować opinię "człowieka z zewnątrz", mianowicie attache ambasady A.Powierzy, który w okresie styczeń-marzec 1942 r. inspekcjonował m.in. południowy Kazachstan. W swym obszernym sprawozdaniu napisał on: "Wciąż jeszcze daje się odczuć brak odpowiednich ludzi do pracy w terenie. Część rejonów jest nadal nieobsadzona, a na szeregu palcówek trzyma się z konieczności ludzi nieodpowiadających wymaganiom. Dopiero w zetknięciu z terenem przekonałem się, jak trudna jest praca tych ludzi i jak wielka istnieje rozpiętość między ich kruchymi często możliwościami, a ogromem zadań i odpowiedzialności, jaki na nich spoczywa. [...] Szeroki zakres działania, jaki Ambasada nałożyła dziś na swych M.Zaufania oraz szeroki wachlarz trudności lokalnych powodują, iż nasi działacze terenowi łączyć w sobie muszą duże zdolności organizacyjno-administracyjne z pełnym poświęceniem i wysokimi kwalifikacjami moralnymi. [...] Nie korzystając w większości wypadków, przynajmniej do niedawna, z przydziałów żywności, nasi działacze terenowi nie dojadają i są mało odporni na choroby, na jakie narażeni są stykając się ciągle z ludnością. [...] Momentem decydującym o dotarciu do najdalszych skupień jest ruchliwość. W wielu wypadkach stwierdziłem tu niedociągnięcia, choć nieruchliwości tej [tak w tekście - S.C.] trudno tłumaczyć "wygodnictwem". Są to przeważnie skutki osłabienia fizycznego i związanej z tym indolencji. [...] Łączy się z tym zagadnienie kontaktu między placówkami rejonowymi i obłastnymi. W obłasti dżambulskiej kontakt ten był słaby, w południowokazachstańskiej prawie żaden. Cierpiała na tym praca, bo ośrodek dyspozycyjny - o ile w ogóle był - nie mógł funkcjonować prawidłowo. [...] Najsłabszą stroną naszych działaczy w terenie jest ich nieumiejętność odpowiedniego podejścia do władz sowieckich, od którego zależy bardzo wiele, począwszy od poprawienia bytu naszych obywateli, skończywszy na drobnych ułatwieniach (niektórzy, mimo braku oficjalnego uznania, potrafili zręcznym podejściem osiągnąć w tej dziedzinie b. wiele - mają pomieszczenia, telefony i urzędową obsługę, jak np. w rej. dżuwalińskim)".

W szczytowym okresie rozwoju, tuż przed masowymi aresztowaniami personelu delegatur, sytuacja aparatu opiekuńczego na terenie Kazachstanu przedstawiała się następująco:

1) delegatura w Ałma-Acie na pomoc dla ludności polskiej otrzymała 1 233 000 rb. i ponad 80 t towarów;

2) delegatura w Akmolińsku, obejmująca obwody akmoliński i karagandyjski, otrzymała na pomoc 1 246 670 rb. i ponad 80 t darów, zorganizowała 26 punktów żywienia dla 1 300 osób;

3) delegatura w Czimkiencie otrzymała 780 000 rb. i ponad 136 t darów, zorganizowała 6 sierocińców, 3 domy inwalidów, 1 szpital, 1 stołówkę i 2 szkoły;

4) delegatura w Dżambule otrzymała 1 100 000 rb. i ponad 105 t darów, zorganizowała 3 ochronki dla 102 dzieci i dom inwalidów;

5) delegatura w Kustanaju, obejmująca obwód kustanajski, otrzymała 40 t darów i 681 000 rb., zorganizowała stołówkę, sierociniec i 2 szkoły;

6) delegatura w Pawłodarze, otrzymała 900 000 rb i 86 t darów, zorganizowała stołówkę, 2 domy starców, sierociniec, 56 punktów dożywiania;

7) delegatura w Pietropawłowsku otrzymała 970 000 rb. i blisko 80 t darów;

8) delegatura w Semipałatyńsku otrzymała 660 000 rb. i 55 t darów, zorganizowała stołówkę, sierociniec, 2 domy inwalidów i dom noclegowy.

Rozwój działalności delegatur i jego efekty z coraz większą niechęcią obserwowane były przez władze radzieckie. Placówki polskie były "obcym ciałem", ich pracownicy nie zawsze potrafili znaleźć właściwe sposoby postępowania wobec instytucji radzieckich, a nadto pomoc udzielana ludności polskiej, będąc przedmiotem zazdrości miejscowej ludności, stwarzała pewien kłopot dla radzieckiej propagandy i kolidowała z jednej strony z obrazem ZSRR jako krainy szczęśliwej, z drugiej strony z uparcie lansowanym stereotypem państwa kapitalistycznego. W tych warunkach strona radziecka pragnęła ograniczyć zakres działania, zasięg i swobodę polskich placówek. Temu służyło - obok wspomnianych ograniczeń liczebności ich personelu - także wprowadzenie takiej procedury powoływania delegatów i mężów zaufania, która faktycznie uzależniała ich nominację od zatwierdzenia przez władze radzieckie. Generalnie zresztą stosunki polsko-radzieckie wiosną 1942 r. szybko się pogarszały. Przeprowadzona w kwietniu 1942 r. częściowa ewakuacja armii do Iranu była tego procesu symptomem, ale i dodała mu nowego bodźca. W maju tegoż roku władze radzieckie ostatecznie wstrzymały dalszy pobór do armii polskiej. Zaprzestano zwalniania obywateli polskich pozostających w pewnej liczbie nadal w obozach i więzieniach. Ciągle powracały kontrowersje na tle obywatelstwa.

Wreszcie nastąpił atak władz radzieckich na delegatury. 25 maja 1942 r. został aresztowany Kazimierz Rola-Janicki, delegat ambasady w Akmolińsku. Został on służbowo wezwany do ambasady w Kujbyszewie. W czasie, gdy przebywał w hotelowej restauracji, funkcjonariusze NKWD dokonali przeszukania jego pokoju, znajdując teczkę z dokumentami (m.in. instrukcja kurierska, instrukcja polityczna, lista obywateli litewskich narodowości polskiej zgłaszających się do delegatury, materiały dotyczące sytuacji w ZSRR), które NKWD uznało za dowód wrogiej działalności Roli-Janickiego. Na tej podstawie Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych ZSRR zażądał odwołania go i opuszczenia przezeń Związku Radzieckiego. 9 czerwca 1942 r. LKSZ wystąpił z żądaniem, by delegatury zgłaszały władzom radzieckim listy osób, którym wydawane były polskie paszporty i aby listy te zawierały takie dane jak narodowość, wyznanie, miejsce zamieszkania do listopada 1939 r., dane o akcie zwolnienia z miejsc odosobnienia lub zesłania, dane o rodzinie wraz z informacją o obywatelstwie małżonka i rodziców. Ambasada polska odrzuciła te żądania, traktując je jako próbę ingerencji w uprawnienia przysługujące wyłącznie władzom polskim, suwerennie rozwiązującym problemy obywatelstwa polskiego. Sprawa Roli-Janickiego posłużyła do zbudowania oskarżeń o działalność szpiegowską na szkodę ZSRR, a wydawanie polskich dokumentów osobom, które władze radzieckie uważały za obywateli ZSRR miało uzasadnić oskarżenie o wrogą działalność delegatur. 26 czerwca aresztowany został delegat w Archangielsku Józef Gruja, a cztery dni później Maciej Załęski, delegat we Władywostoku. W ślad za tym aresztowano i poddano śledztwu pracowników tych placówek. Rewizje przeprowadzone w pomieszczeniach obu delegatur miały rzekomo dostarczyć dowodów na prowadzenie przez nie działalności antyradzieckiej. 3 lipca Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych ZSRR zakomunikował ambasadzie polskiej decyzję o likwidacji delegatur w Archangielsku, Władywostoku, Ałdanie Jakuckim i Saratowie. Rychło nastąpiły dalsze aresztowania wśród personelu delegatur i mężów zaufania. Uwięziony został m.in. delegat w Pietropawłowsku. Ostatecznie 20 lipca 1942 r. ambasada została zawiadomiona o likwidacji delegatur. Tego samego dnia funkcjonariusze NKWD wkroczyli na teren polskich placówek, dokonali rewizji, opieczętowali pomieszczenia, a także magazyny, zatrzymali pracowników, których następnie poddawano długotrwałym przesłuchaniom, mającym dowieść prowadzenia działalności wrogiej wobec ZSRR. Ogółem do końca lipca aresztowano 109 osób. Spośród nich do końca października zwolniono 93 osoby z poleceniem opuszczenia terytorium ZSRR. Szesnastu osobom wytoczono procesy i skazano na wieloletni pobyt w łagrach.

Posunięcia te sparaliżowały na pewien czas akcję pomocy. Mężowie zaufania, których placówki nie zostały wówczas objęte operacją represyjną, utracili bowiem zarówno ośrodki konsultacji i koordynacji, jak i rozdziału darów spływających z zagranicy. W Kazachstanie część mężów zaufania poczuła się w dodatku zagrożona represjami i zdecydowała się wyruszyć do ewakuującej się właśnie armii polskiej, by wraz z nią opuścić ZSRR.

Wobec likwidacji delegatur, placówki mężów zaufania stały się głównymi instytucjami opieki nad ludnością polską. Wymagało to rozbudowy ich sieci, co nie było sprawą łatwą. Do listopada 1942 r. strukturę opiekuńczą jednak odbudowano i ponownie działała ona dość sprawnie, jeśli brać pod uwagę całokształt uwarunkowań. Sieć placówek mężów zaufania w Kazachstanie w końcu 1942 r. przedstawiała się następująco: w obwodzie pietropawłowskim - 14, w obwodzie kustanajskim - 12, w obwodzie aktiubińskim - 10, w obwodzie pawłodarskim - 12, w obwodzie semipałatyńskim 8, w obwodzie ust'-kamienogorskim i guriewskim - 2, w obwodzie kzyłordyjskim 2, w obwodzie czimkienckim - 13, w obwodzie dżambulskim - 8, w obwodzie ałmaackim - 7. W sumie zatem było 88 mężów zaufania.

Wykaz polskich zakładów opiekuńczych na terenie Kazachstanu wg stanu na grudzień 1942 r. zawierał informacje o następujących placówkach opiekuńczych (poza placówkami opieki nad dziećmi i placówkami medycznymi, o których jest mowa w innym miejscu):

w obwodzie aktiubińskim

- Aktiubińsk - dom inwalidów dla 36 osób,

- rejon temirski - dom inwalidów,

w obwodzie ałmaackim

Ałma-Ata - 5 punktów dożywiania dla 30 osób,

w obwodzie czimkienckim

- rejon szaulderski - dom inwalidów dla 34 osób, stołówka dla 75 osób,

- rejon dżuwaliński - stołówka,

- rejon lengierski - dom inwalidów dla 30 osób,

- rejon turkiestański - dom inwalidów dla 85 osób,

- rejon karataski - 12 punktów dożywiania dla 200 osób,

- rejon saryagaczewski - dom starców dla 34 osób, punkt   dożywiania dla 31 osób,

- rejon tiulkubaski - punkt dożywiania,

- rejon bostandyjski - stołówka,

w obwodzie dżambulskim

- rejon swierdłowski - punkt dożywiania dla 120 osób, dom inwalidów dla 25 osób,

- rejon czujski - dom inwalidów dla 200 osób,

- rejon kurdajski - dom inwalidów dla 36 osób, 4 punkty   dożywiania dla 25 osób,

- rejon merkeński - dom inwalidów dla 15 osób,

- rejon ługowski - dom inwalidów dla 15 osób,

w obwodzie kzyłordyjskim

- rejon kzyłordyjski - 1 dom inwalidów dla 40 osób, stołówka dla 187 osób,

- rejon aralski - punkt dożywiania,

w obwodzie pawłodarskim

- Pawłodar - dom inwalidów, stołówka, punkt dożywiania,

- rejon pawłodarski - 10 punktów dożywiania,

- rejon beskaragajski - 5 punktów dożywiania,

- rejon leninieński - 3 punkty dożywiania, stołówka,

- rejon kujbyszewski - 7 punktów dożywiania,

- rejon irtyszski - 9 punktów dożywiania,

- rejon urlutiupski - 4 punkty dożywiania,

- rejon łozowski - 4 punkty dożywiania,

- rejon bajanaulski - 4 punkty dożywiania,

w obwodzie pietropawłowskim

- rejon krasnoarmiejski - dom inwalidów,

- rejon leniński - punkt dożywiania,

w obwodzie semipałatyńskim

- Semipałatyńsk - 2 domy inwalidów,

- rejon ajaguski - 1 dom inwalidów,

- rejon żarmiński - 1 dom inwalidów, 3 punkty dożywiania,

- rejon czarski - 1 punkt dożywiania,

Ogółem zatem na terenie Kazachstanu zlokalizowanych było (wg tych niepełnych danych, nie uwzględniających m.in. stanu w obwodzie akmolińskim) wówczas: 77 punktów dożywiania, 6 stołówek, 17 domów inwalidów (wg danych z 10 placówek znajdowało tam opiekę w sumie 516 osób), 1 dom starców, nie licząc instytucji oświatowych i opiekuńczych dla dzieci oraz placówek służby zdrowia. Nadto uruchomiono 5 zakładów pracy dla obywateli polskich (po jednym w rejonach: kzyłordyjskim, szaulderskim, sajramskim, lengierskim, swierdłowskim). Z fragmentarycznych danych dotyczących liczby osób obsługiwanych przez poszczególne placówki wynika, iż w znakomitej większości były to zakłady niewielkie, z których korzystała skromna liczba osób. Niemniej dla tych, którzy otrzymali w nich nawet najbardziej ograniczoną pomoc w postaci choćby skromnych racji żywnościowych była to pomoc ogromna, często ważąca na możliwości przeżycia.

Jednakże istniał też pewien aspekt funkcjonowania aparatu delegackiego, który z pewnością chwały mu nie przynosił. Nie wszyscy pracownicy stanęli na wysokości zadania, nie wszyscy okazali się ludźmi uczciwymi, nie wszyscy zdolni byli oprzeć się pokusom wynikającym z dysponowania niezwykle atrakcyjnymi w tamtejszych warunkach dobrami i uprawnieniami. Wprawdzie później władze radzieckie i kierownictwo Związku Patriotów Polskich niebywale rozdmuchało ten problem propagandowo, wykorzystując go do dyskredytowania ambasady, jej aparatu, a w ostatecznym rachunku rządu polskiego, ale różne negatywne zjawiska rzeczywiście miały miejsce.

Ledwie wegetującym ludziom musiało rzucać się w oczy na ogół dostatnie, a niekiedy wręcz wystawne, jak na tamtejsze warunki, życie pracowników placówek polskich. Na tle nie zawsze jawnych sposobów podziału dóbr i pieniędzy rodziły się różne podejrzenia, nie w każdym przypadku słuszne, ale tworzące swoisty klimat. Później okazało się, że wiele magazynów wypełnionych było darami zagranicznymi, w tym i żywnością, której nie rozdzielono między potrzebujących. Złożyło się na to wiele przyczyn, o których już była mowa, ale stugębna plotka zawsze wskazywała na nieuczciwość, korupcję, złą wolę.

Niejeden interesant w polskich placówkach spotykał się z obojętnością, urzędniczym chłodem, by nie powiedzieć lekceważeniem. Owo spojrzenie na niedawnych łagierników i zesłańców z pozycji "wyższej sfery", ów dający się zauważyć wstręt wobec chodzących w łachmanach, brudnych, często zawszonych mieszkańców "nieludzkiej ziemi" - to były zjawiska mimo wszystko nieodosobnione. Wiele relacji z kontaktów z polskimi delegaturami jest przepełnionych goryczą. Oto ojciec rodziny zwracający się do delegata w Ałma-Acie z nadzieją na ratunek w ekstremalnie trudnej sytuacji: "Pan delegat wypasiony i pięknie ubrany miał mało czasu, nie prosił nawet usiąść (nie pasowałyby nawet obdarte waciaki do bogatych obić wschodnich foteli) i rozłożył ręce, stwierdzając, że za dużo jest takich jak ojciec, aby się wszystkimi zajmować". Zrozpaczona kobieta, w obliczu zagłady grożącej najbliższym, udała się do delegatury w Kustanaju po jakąś pomoc, a tam dobrze ubrana sekretarka, zajadająca ciasteczka, niemal siłą starała się nie dopuścić jej przed oblicze delegata. Ten zaś, bawiąc się w tym czasie z kobietami przy koniaku i kawie, usiłował wyrzucić interesantkę i dopiero zagrożenie doniesieniem do NKWD spowodowało, że zdecydował się udzielić pomocy. Młoda dziewczyna zabiegająca w delegaturze pawłodarskiej o przydzielenie chininy dla chorej siostry spotkała się z nakłanianiem do współżycia seksualnego. Gdy przed zaś przed wyjazdem na południe pozbawiona jakichkolwiek zasobów rodzina zwróciła się o zapomogę, nie dostała nic. Ludzie dostrzegali rozprowadzanie wśród krewnych i znajomych części darów zagranicznych, zwykle tych najatrakcyjniejszych, przykro odczuwali różnego rodzaju nieuzasadnione preferencje w przyjmowaniu do placówek opiekuńczych itp. Jak dramatycznie brzmi wspomnienie człowieka, który w swym odczuciu doznał właśnie takiej krzywdy: "Nasza delegatura bardzo mało nam pomagała, a raczej kiedy trzeba było to wcale. Doszło do tego, że matka brała gliniany garnek z uchem wykonanym z drutu i chodziła po stołówkach prosić trochę zupy dla naszej Wandy, co rzadko było uwieńczone sukcesem. Na wiosnę jak zwykle głód przybrał na sile - jedliśmy wszystko, co nie truło, między innymi młode liście z drzew. Coraz częściej trumna stała w jednym z kątów sali. Nasza Wanda marniała nam coraz bardziej, wybitnie jej nie służyły liście. Matka robiła wszystko co mogła, chodziła, błagała w delegaturze o trochę mannej kaszy lub skondensowanego mleka. Wiedzieliśmy, że całe transporty przychodziły do magazynów. W dodatku w mieście było zorganizowane przedszkole dla polskich dzieci, ale nie dla wszystkich, tylko dla wybranych. Stawałem nieraz ze swoimi kolegami za parkanem przedszkola i przyglądaliśmy się jak tamte dzieci zza siatki bawiły się czekoladowymi psami. Pili kakao i jedli bułki z masłem i miodem. Dla naszej Wandy widocznie nie starczyło, toteż pewnego dnia umarła spokojnie, cicho, nie zaznawszy w życiu smaku czekolady".

Oczywiście takie, często niezwykle emocjonalne oceny, zrozumiałe zresztą, nie mówią całej prawdy. Przy najlepszej woli i największych staraniach pracownicy delegatur nie byli w stanie pomóc wszystkim i to w stopniu odpowiadającym potrzebom wynikającym z tragicznego położenia. Rozbudzone nadzieje wielu zgłaszających się do delegatur zderzając się z ograniczonymi możliwościami wyzwalały rozczarowanie, nieuzasadnione zarzuty, podejrzenia, zawiść. Ale czy zawsze syty rozumiał głodnego i obdartego, czy zawsze gotów był choćby pochylić się nad nim z należytą troską? Zbyt często w relacjach spotkać można negatywne na to odpowiedzi, by pomijać je milczeniem, przy całym szacunku dla trudu i oddania sprawie większości pracowników polskich placówek, w dużej części przecież wywodzących się z tego samego środowiska zesłańców i łagierników.

W miastach spore znaczenie miały zasiłki pieniężne, nawet 10 czy kilkunastorublowe, bowiem za gotówkę można było na bazarach kupić żywność, w stołówce dostać jakąś zupę itp.

Generalnie jednak najbardziej cenioną formą pomocy były przydziały żywności, odzieży i obuwia. A były to dla Polaków prawdziwe skarby i rarytasy: ciepłe płaszcze, przefarbowane mundury wojskowe, koce, skórzane buty, swetry, grube skarpety, sukienki, koszule, bluzki, niekiedy nawet damskie pończochy, a z żywności tłuszcz roślinny, smalec, mąka pszenna, kasza, cukier, czy tak "luksusowe" artykuły, jak kawa. herbata, kakao. Mężowie zaufania rozdzielali oprócz żywności i odzieży także lekarstwa, preparaty witaminowe, szczepionki, a także polskie gazety.

Doniosłe znaczenie dla Polaków miało samo powstanie polskich placówek jako symbolu. "Zaświeciła nam gwiazdka nadziei -czytamy w relacji jednej z Polek - nam naiwnym, że już tak będzie do końca wojny. Od czasu do czasu chodziliśmy do miasta po wiadomości i cieszyć się tą namiastką wolności w polskiej delegaturze, gdzie wszystko było swoje, polskie, gdzie nabierało się otuchy na zmianę naszej sytuacji". Ktoś inny napisał zaś w swoich wspomnieniach: "Otuchą - dla nas Polaków - było już samo istnienie polskiej delegatury w Pawłodarze, a co dopiero jak już zauważalnie przejawiać poczęła swoją działalność. Przede wszystkim dokonywali spisu wszystkich Polaków przebywających i w Pawłodarze, i w całej obłasti. Przygotowano dla Polaków Ťdowody tożsamościť. Arkusz A-4 podzielony na trzy części: w języku polskim, rosyjskim, angielskim. Dowodu tego strzegłam przez lata zsyłki jak źrenicy oka. Do tej chwili wszyscy byli Ťanonimamiť - bez Ťpapierkať. Z polskimi dowodami poczuliśmy się mocniejsi".

Likwidacja delegatur ambasady polskiej była pierwszym uderzeniem w sieć opiekuńczą. Na pewien czas zdezorganizowała akcję pomocy, ale jej nie przerwała. Po kilku miesiącach władze radzieckie zdecydowały się jednak na radykalniejsze kroki. Ewakuacja armii polskiej do Iranu, niezależnie od rzeczywistego stanowiska i roli Kremla w tej sprawie, stała się dogodnym pretekstem do dalszego zaostrzenia stosunków i pogorszenia kursu wobec ludności polskiej. Intencjonalne wzmaganie napięcia ze strony Kremla nie ulegało wątpliwości. 15 stycznia 1943 r. rząd ZSRR podjął decyzję o powtórnym narzuceniu obywatelstwa radzieckiego również w stosunku do obywateli polskich narodowości polskiej. 16 stycznia Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych przekazał stosowną notę polskiej ambasadzie. Oznaczało to wyjęcie ludności polskiej spod kompetencji i opieki ambasady RP i rządu polskiego. Tzw. powtórna paszportyzacja w istocie rzeczy dokumentowała zaawansowanie procesu radzieckiego odwrotu od uznania władz polskich i reprezentowanego przez nie państwa.

Na mocy specjalnej uchwały Rady Komisarzy Ludowych ZSRR z 26 stycznia 1943 r. polskie placówki opiekuńcze i oświatowe przejęte zostały przez organy radzieckie. Tym samym przerwana została zorganizowana akcja pomocy, którą placówki te niosły ludności polskiej. Zerwanie stosunków polsko-radzieckich w kwietniu 1943 r. dopełniło miary dramatu.

Przejęcie polskich placówek opiekuńczych przez władze radzieckie wywoływało na porządek dzienny pytanie o dalsze ich losy, o sposoby wykorzystania personelu i wyposażenia, a także zgromadzonych już zasobów materialnych. 21 maja 1943 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR podjęła uchwałę pod wielce znamiennym tytułem: "O środkach usprawnienia akcji pomocy materialnej dla Polaków ewakuowanych z zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi w pozafrontowe rejony ZSRR". Na jej podstawie przy Ludowym Komisariacie Handlu utworzono specjalną agendę, której zadaniem miało być prowadzenie rozdzielnictwa towarów pochodzących z darów zagranicznych oraz kontrolowanie działalności radzieckich organizacji obsługujących ludność polską. Agendą tą był Urząd Zaopatrzenia Polaków Ewakuowanych z Zachodnich Obwodów Ukrainy i Białorusi, czyli w skrócie Urząd Handlu Specjalnego (Uprawlienije Osoboj Torgowli) - Uprosobtorg. Dotychczasowe składy ambasady polskiej zostały przekształcone w tzw. bazy Uprosobtorgu. Początkowo utworzono tych baz jedenaście, z tego na terenie Kazachstanu trzy: w Semipałatyńsku, Pietropawłowsku i Pawłodarze. W kwietniu 1944 r. powstała tego rodzaju placówka w Dżambule. Baza w Pietropawłowsku obsługiwała obwody akmoliński, karagandyjski, pietropawłowski i utworzony wkrótce obwód kokczetawski, przez pewien czas także obwód kustanajski, a spoza Kazachstanu obwody kurgański, omski i okresowo także czelabiński. Baza w Pawłodarze pracowała na rzecz obwodu pawłodarskiego. Z kolei baza semipałatyńska obejmowała zasięgiem swego działania obwody semipałatyński i ust'-kamienogorski, a przez pewien czas także ałmaacki i tałdykurgański. W zasięgu bazy w Dżambule pozostawały obwody ałamaacki, czimkiencki, dżambulski i tałdykurgański, a spoza Kazachstanu także obwody frunzeński i tałaski. Nim utworzono bazę w Dżambule obwody dżambulski i czimkiencki były obsługiwane przez bazę w Samarkandzie. Obwody guriewski, kzyłordyjski i uralski podlegały bazie w Czkałowie, zaś obwód kustanajski od sierpnia 1944 r. należał do bazy w Czelabińsku. Bazami kierowali pełnomocnicy Ludowego Komisariatu Handlu, którzy w zakresie swoich obowiązków mieli także nadzór nad gospodarstwami pomocniczymi, zakładami usługowymi, warsztatami i stołówkami, co z uwagi na szczupłość personelu baz było w dużej mierze fikcją. Przechowywanie i rozdział darów miały być dokonywane się we współdziałaniu z komisjami polskimi reprezentującymi zainteresowaną ludność. Faktycznie jednak rola tych komisji, a także delegowanych do centrali Uprosobtorgu przedstawicieli Zarządu Głównego ZPP była minimalna. Natomiast na porządku dziennym były akty samowoli, nadużyć, wręcz grabieży ze strony części kierowników baz i ich personelu. Na terenie Kazachstanu odnosiło się to zwłaszcza do baz w Pawłodarze i Pietropawłowsku, a także do obsługujących część ludności polskiej w Kazachstanie baz w Samarkandzie i Czkałowie. Nieco poprawiło tę sytuację uzyskanie przez ZPP prawa do wysuwania kandydatów na inspektorów baz. Znaczna część darów pochodzących z zagranicy, a nie rozdysponowanych przez ambasadę, przepadła w wyniku samowolnych decyzji różnych czynników radzieckich. Wedle R.Buczka do 22 kwietnia 1943 r. do ZSRR dotarło ogółem 6 300,5 t darów, z czego rozprowadzono między obywateli polskich 3 478 t, a dalszych 570 t wysłano do składów w terenie przed przejęciem magazynów ambasadzkich. Remanent przeprowadzony w końcu kwietnia 1943 r. wykazał w przejętych magazynach 2 128 t towarów, co oznaczało iż reszta została rozdysponowana przez władze radzieckie na inne cele lub rozkradziona. Uprosobtorg był także instytucją rozdzielającą specjalne przydziały rządu radzieckiego (wydawane na mocy postanowienia RKL z 5 kwietnia 1944 r.) oraz pomoc z funduszów UNRRA dla repatriantów. Na utrzymanie Uprosobtorgu i jego baz w latach 1943-1946 wydatkowano 7 303,7 tys. rb. Natomiast wartość towarów wydanych bezpłatnie ludności polskiej wyniosła wg źródeł radzieckich 65 306 800 rb., a jak wynika z danych otrzymanych przez ZG ZPP w 1946 r. wartość darów zagranicznych rozdysponowanych przez Uprosobtorg sięgnęła 54 270 800 rb. Jeśli uwzględnić liczbę ludności polskiej uznawanej przez władze radzieckie za uprawnioną do korzystania z tej pomocy, była to wielkość stosunkowo mała. Tryb rozdziału darów był określony przez władze radzieckie i cechowały go, przynajmniej początkowo, tendencje biurokratyczne, komplikujące procedurę rozdzielnictwa, a niejednokrotnie wręcz uniemożliwiające potrzebującym otrzymanie skutecznej pomocy. Dopiero w miarę krzepnięcia terenowych struktur ZPP i działających pod jego patronatem komisji opieki społecznej nastąpiła pod tym względem pewna poprawa, wiążąca się z decentralizacją decyzji o udzielaniu pomocy i powstawaniem terenowych składów.

Pierwsza centralna akcja pomocy radzieckiej dla ludności polskiej związana była z sytuacją w obwodzie dżambulskim. Przypomnijmy, że obywatele polscy znaleźli się tam w końcu 1941 r., głównie w wyniku przymusowego przeniesienia z Uzbekistanu. Trafili do kołchozów, gdzie poziom życia już wcześniej nie był wysoki, a w kolejnych latach dramatycznie się pogorszył. W związku z okupacją zachodnich obwodów ZSRR przez Niemców, w Kazachstanie nastąpiła wyraźna zmiana struktury upraw i gwałtowny wzrost ich obszaru. Przy jednoczesnym narastającym w rezultacie mobilizacji deficycie siły roboczej i braku środków technicznych oznaczało to zwielokrotnienie obciążeń kołchoźników, co owocowało niedotrzymywaniem terminów agrotechnicznych i spadkiem - i tak niewysokiej - efektywności gospodarowania. Republika nie była w stanie wywiązać się z nakładanych na jej rolnictwo zobowiązań, zwłaszcza, iż trzy kolejne lata odznaczały się nieurodzajem spowodowany warunkami klimatycznymi. Wobec priorytetu dostaw państwowych poziom zaspokajania potrzeb kołchoźników obniżył się wyjątkowo drastycznie. W 1943 r. położenie ludności polskiej w kołchozach obwodu dżambulskiego stało się katastrofalne. Przerwano wydawanie produktów żywnościowych dla niepracujących (tzw. wyżywieńców), co poderwało podstawy bytu rodzin. Nie wydawano także przydziałów chleba za wypracowane dniówki obrachunkowe, a dla pracujących przy uprawie buraków cukrowych norma cukru została drastycznie zmniejszona. Polacy w tym obwodzie z racji swoich wcześniejszych przejść nie dysponowali już żadnymi zasobami i tylko pomoc zewnętrzna oraz zarobki stanowiły podstawę egzystencji większości z nich. W tych warunkach śmierć głodowa stała się zjawiskiem częstym, by nie powiedzieć codziennym. Równocześnie władze nie zgadzały się na wyjazd Polaków do miejsc, gdzie mogliby oni uzyskać lepsze warunki, a przede wszystkim pracę gwarantującą minimum wyżywienia.

Z inicjatywy ZPP starano się kierować do najpilniej potrzebujących pomoc, polegającą na dostawach mąki, ale była ona niewystarczająca, a co więcej w wielu wypadkach już spóźniona. Kierownictwo ZPP podjęło próbę uzyskania od władz radzieckich bardziej kompleksowej pomocy dla ludności polskiej w obwodzie i wprowadzenia rozwiązań ratujących ją przed wyniszczeniem. Wanda Wasilewska w imieniu ZG ZPP wystosowała 10 marca 1944 r. list do KC KP(b) Kazachstanu i do Rady Komisarzy Ludowych Kazaskiej SRR (z kopią dla W.Mołotowa), proponując umożliwienie części Polaków przesiedlenie do Uzbekistanu i Kirgizji oraz udzielenie innym zgody na opuszczenie tych kołchozów, które nie były w stanie zapewnić minimalnych przydziałów żywności. Rząd radziecki nie zaakceptował postulatów ZPP i nie podjął decyzji istotnie zmieniających położenie ludności polskiej w obwodzie, natomiast postanowieniem z 15 marca 1944 r. zobowiązał Ludowy Komisariat Rezerw do przekazania 500 t mąki na jej zaopatrzenie, co miało doraźnie pomóc głodującym. Listy osób uprawnionych do pomocy miał przygotować aparat ZPP. Postanowiono wydać po 25 kg mąki na osobę. Ponieważ wykazywana liczba obywateli polskich okazała się wyższa od faktycznej, powstała nadwyżka mąki w stosunku do pierwotnie założonych norm. Umożliwiło to powtórzenie przydziałów, tym razem po 4 kg mąki, przede wszystkim dla rodzin wojskowych, inwalidów i chorych. Część nadwyżki otrzymały również polskie instytucje opiekuńcze. Do końca 1944 r. wydano 20 tys. przydziałów dla 13 tys. osób. Przy okazji doszło jednak do nadużyć.

18 marca 1944 r. ZG ZPP ponownie wystąpił do najwyższych władz radzieckich z memoriałem przedstawiającym niezwykle trudną sytuację ludności polskiej w ZSRR i apelującym o udzielenie jej pomocy. W Kazachstanie za najtrudniejszą uważano sytuację w obwodach pietropawłowskim, kustanajskim i dżambulskim. Autorzy memoriału, Andrzej Witos i Jerzy Sztachelski, proponowali, aby pomoc stanowiły przydziały żywności w następującym wymiarze na osobę: 2 kg mąki, 1 kg kaszy, 3,6 kg tłuszczu, 8 kg mięsa lub ryb, 2,4 kg cukru (dla dzieci), 4 kg warzyw, 1 kg mydła, bielizna, odzież i obuwie po 1 komplecie na osobę. Ponadto wnioskowano o jednorazową zapomogę pieniężną w wysokości 300 rb. na osobę. W pierwszej kolejności pomoc miały uzyskać rodziny wojskowych i poległych, inwalidzi wojenni oraz dzieci i starcy.

Następstwem tego wniosku było postanowienie Rady Komisarzy Ludowych ZSRR z 5 kwietnia 1944 r. "O okazaniu dodatkowej pomocy materialnej byłym obywatelom polskim ewakuowanym z zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi w pozafrontowe rejony ZSRR". Uchwała ta zobowiązywała Ludowy Komisariat Handlu ZSRR do wydania ludności polskiej ponad obowiązujące normy zaopatrzenia następujących ilości towarów na osobę: mąki - 2 kg, kaszy - 1 kg, tłuszczu 0,5 kg, cukru i wyrobów cukierniczych - 0,5 kg, soli 0,5 kg, mydła gospodarczego - 1 kawałek. Przydział w takich rozmiarach miał być wydany dwukrotnie: w kwietniu i maju 1944 r., tj. w szczególnie trudnym okresie przednówka. Odpowiednie resorty na cele tej pomocy miały przygotować 1 160 t mąki, 580 t kasz, 290 t tłuszczu, 290 t cukru i wyrobów cukierniczych, 290 t soli i 232 t mydła. Ponadto przyznano jednorazową pomoc dla dzieci polskich (w pierwszej kolejności z rodzin wojskowych) w postaci sprzedaży dla nich 15 tys. par obuwia i 500 tys. m tkaniny bawełnianej (po 5 m na osobę). Obwodowym i krajowym komitetom wykonawczym oraz radom komisarzy ludowych republik zezwolono na wydawanie najbardziej potrzebującym rodzinom odbywających służbę w Armii Polskiej w ZSRR jednorazowej pomocy pieniężnej do 500 rb. na rodzinę, przy czym źródłem finansowania tej pomocy miały być pozostające w dyspozycji tych organów władzy fundusze na zabezpieczenie gospodarcze i bytowe rodzin wojskowych. W tym samym postanowieniu RKL ZSRR wyraziła zgodę na dokonanie przesiedlenia ludności polskiej z niektórych północnych regionów ZSRR, co jednak polskich mieszkańców Kazachstanu już nie dotyczyło. Natomiast do sytuacji w Kazachstanie miał odniesienie nakaz wydany ludowym komisariatom opieki społecznej Rosyjskiej FSRR, Kazaskiej SRR, Uzbeckiej SRR i Kirgiskiej SRR, aby w ciągu miesiąca skontrolowały funkcjonowanie polskich domów inwalidów i poprawiły ich działanie poprzez systematyczne zaopatrywanie w żywność i opał. Decyzja rządu radzieckiego wyraźnie odbiegała in minus od postulatów ZPP. O ile władze radzieckie na krótko przed wkroczeniem Armii Czerwonej na niekwestionowane przez Moskwę ziemie polskie doceniły, jak widać, potrzebę wykonania gestu na rzecz ludności polskiej pozostającej w głębi ZSRR, to jednak nie widziały potrzeby lub możliwości posunięć tak spektakularnych, jak chciało kierownictwo Związku Patriotów Polskich. Dla Kremla sprawa położenia i postaw tej ludności, nastrojów wśród żołnierzy Berlinga, demonstrujących żywe zaniepokojenie losem swych rodzin, ewentualnego rezonansu akcji pomocowej w Polsce itp. nie miały takiego znaczenia jak dla aktywu ZPP. Warto też zwrócić uwagę, iż zgoda na finansowe wspomaganie rodzin polskich żołnierzy (tylko służących w armii na terytorium ZSRR), lecz z budżetów obwodowych i republikańskich oznaczała swobodę decyzji lokalnych czynników w tej sprawie. Stawały one przy tym przed koniecznością uszczuplenia pomocy niesionej rodzinom żołnierzy Armii Czerwonej, bowiem tylko w ten sposób mogły wypłacać zapomogi Polakom. Nie wróżyło to dobrze tej akcji, co zresztą potwierdziły później informacje spływające z poszczególnych obwodów.

W ramach przygotowań do wykonania postanowienia RKL ZSRR z 5 kwietnia 1944 r. aparat ZPP przystąpił do sporządzania list osób uprawnionych do skorzystania z pomocy. Okazało się wówczas, że początkowe wyliczenie 289 700 osób, które stało się podstawą decyzji RKL, było zaniżone. Faktycznie na listach rejestracyjnych znalazło się 329 225 osób. W takiej sytuacji ZG ZPP zwrócił się do W.Mołotowa z prośbą o przyznanie pomocy również dla dalszych 39 525 osób. 11 lipca 1944 r. Rada Komisarzy Ludowych wydała postanowienie uwzględniające ten postulat. Realizacja kwietniowych decyzji przyznających ludności polskiej dodatkowe przydziały przebiegała jednak ze znacznymi zakłóceniami. Strona radziecka nie była w stanie zapewnić ilości towarów pokrywających zapotrzebowanie określone postanowieniami RKL. Aparat ZPP ze swej strony miał trudności z dotarciem do wszystkich skupisk polskich i sporządzeniem odpowiednich imiennych spisów uprawnionych. Opóźniało to i dezorganizowało akcję, bowiem należało uzupełniać listy i ponownie przedkładać je władzom radzieckim, bądź występować o uzupełniające przydziały. W efekcie do wielu skupisk i poszczególnych osób omawiana akcja pomocy dotarła ze znacznym opóźnieniem. Niekiedy jeszcze wiele miesięcy po planowanym terminie nie wydano przydziałów, lub wydano je tylko częściowo.

Ostatecznie do 1 stycznia 1946 r. na podstawie decyzji RKL ZSRR z 5 kwietnia i 11 lipca 1944 r. ludności polskiej wydano: 1 077,5 t mąki (81,8 % planu), 525,9 t kaszy (79,7 % planu), 279,8 t tłuszczów (84,8 % planu), 233,9 t cukru i wyrobów cukierniczych (70,9 % planu), 188 t soli (57 % planu), 151,8 t mydła (63,3 % planu), 232,1 m materiałów bawełnianych (46,4 % planu) i 8 382 pary butów (55,9 % planu). Oznaczało to, iż owej skromnej pomocy materialnej nigdy nie zrealizowano w pełnym, zaplanowanym zakresie. Tym niemniej tam, gdzie pomoc owa dotarła właśnie w najtrudniejszym, przednówkowym okresie, tam miała wielkie znaczenie, mimo niezwykle skromnego zakresu. Odegrała także pozytywną dla ZPP rolę polityczną, bowiem skłoniła znakomitą większość ludności polskiej do kontaktu ze Związkiem, zarejestrowania się w jego spisach, wreszcie do skorzystania z jego pomocy.

1 lipca 1944 r. rząd radziecki podjął decyzję o wydzieleniu specjalnego "fondu" zaopatrzeniowego dla "osłabionych dzieci polskich", przyjmując, że ich liczba wynosiła 5 tys. W okresie od III kwartału 1944 r. do I kwartału 1946 r. w ramach tego "fondu" wydano 157 t mięsa i przetworów mięsnych, 47 t masła, 48 t cukru, 157 t kasz i makaronów, 79 t mąki. Na bazie tych produktów organizowano w obwodach dożywianie w stołówkach Uprosobtorgu, a tam gdzie ich nie było - w stołówkach i restauracjach radzieckich. Jak łatwo wyliczyć zaopatrzenie dzieci w ramach tej formy pomocy radzieckiej było niewielkie, bowiem na 1 dziecko przypadało w ciągu 21 miesięcy 31 kg mięsa, 31 kg kasz i makaronów, 9,4 kg masła, 9,6 kg cukru, 15,8 kg mąki.

Niezależnie od wspomnianych centralnych przydziałów, poszczególnym komisjom opieki społecznej i ogniwom ZPP udawało się od czasu do czasu uzyskiwać dodatkowe wsparcie czy to z Uprosobtorgu, czy od innych, lokalnych instytucji radzieckich. Np. obwód ust'-kamienogorski od likwidacji placówek ambasady do końca 1945 r. otrzymał, niezależnie od specjalnego przydziału na kwiecień i maj 1944 r., 127 kg mąki i 223 paczek konserw zupnych z Uprosobtorgu w 1944 r. oraz 100 paczek zagranicznych z ZG ZPP w drugiej połowie 1945 r. W Pawłodarze w ostatnich dwóch miesiącach 1945 r. Uprosobtorg wydał dla polskiej ludności w tym mieście (liczącej w grudniu 1945 r. 1354 osoby) 250 kg masła, 300 kg mięsa, 60 kg cukru, 45 kg bryndzy. Żywność tę rozdzielono między dzieci i chorych. W obwodzie guriewskim w IV kwartale 1945 r. na 600 osób korzystających z pomocy radzieckiej wydzielono 3600 kg mąki, 600 kg cukru i 600 kg masła. Te wyrywkowe przykłady nie mogą być oczywiście podstawą do szacowania ogólnej wielkości różnych przydziałów artykułów żywnościowych, a niekiedy także i przemysłowych. Zawarte w źródłach informacje nie pozwalają na takie sumaryczne zestawienie. Uprawniony wszakże wydaje się wniosek, że pomoc ta, aczkolwiek w konkretnych wypadkach zapewne bardzo użyteczna, niekiedy być może chroniąca doraźnie przed głodem, w sumie nie miała decydującego wpływu na położenie Polaków.

Pewnego rodzaju formą pomocy dla ludności polskiej miało być jej przesiedlenie z rejonów o najgorszych warunkach klimatycznych do wyzwolonych spod okupacji niemieckiej obwodów Ukrainy. Jak wspomniano wyżej, pierwszą decyzję w tej sprawie rząd radziecki podjął w kwietniu 1944 r., ale nie objęła ona ludności polskiej przebywającej w Kazachstanie. 11 lipca 1944 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRR na wniosek ZG ZPP przyjęła kolejne decyzje w tym zakresie. Postanowiono przesiedlić 30 tys. osób z obwodów swierdłowskiego, mołotowskiego, wołogodzkiego, omskiego, kemerowskiego, czytyjskiego, Kraju Krasnojarskiego, obwodów akmolińskiego, aktiubińskiego, i kustanajskiego, z Karakałpackiej ASRR i z obwodu chorezmijskiego Uzbeckiej SRR. Przesiedlenia z Kazachstanu na Ukrainę wedle obliczeń ZPP wyniosły: z obwodu akmolińskiego 3 956 osób, z obwodu aktiubińskiego 3 281 osób, z obwodu kustanajskiego 2 989 osób, a więc łącznie 10 226 osób. Aczkolwiek nie wchodzi to już w zakres niniejszych rozważań, warto zasygnalizować, iż położenie przesiedleńców na Ukrainie nie zawsze było dużo lepsze niż wcześniej w Kazachstanie, zwłaszcza gdy trafili do zniszczonych, pozbawionych zapasów kołchozów i sowchozów.

Już z podanych wyżej informacji wynika, iż inicjatorem działań na rzecz pomocy ludności polskiej był Związek Patriotów Polskich. Możliwości jego oddziaływania na położenie tej ludności były jednak ograniczone zarówno ogólną sytuacją polityczną i gospodarczą istniejącą w ZSRR, jak i samym potencjałem i znaczeniem tej organizacji. Znaczna część Polaków odniosła się do powstania ZPP z dużą rezerwą i nieufnością, a nawet wrogo. O znacznym natężeniu takich postaw świadczyły informacje m.in. z obwodów akmolińskiego, kustanajskiego, dżambulskiego, częściowo z obwodu karagandyjskiego. Jaki był rozkład tych postaw i które z nich dominowały w poszczególnych skupiskach trudno dokładnie określić i próby operowania jakimikolwiek kwantyfikatorami w tym zakresie są co najmniej ryzykowne. Zdawano sobie na ogół sprawę, że ZPP był organizacją utworzoną przez komunistów, przeciwstawiającą się rządowi polskiemu, a aprobującą poczynania ZSRR. Obawiano się zatem, iż jej celem było zainstalowanie w Polsce systemu radzieckiego. Dla wielu Polaków zapisanie się do ZPP oznaczało opowiedzenie się po stronie komunistów, a tego zapewne większość nie chciała. Była to jednak zarazem jedyna polska instytucja organizująca polskie życie kulturalne, placówki oświatowe, stwarzająca płaszczyznę zbierania się itp. To było w dużej mierze czynnikiem determinującym stosunek do niej wielu Polaków, niezależnie od ich opcji ideowych i politycznych. Z działalnością ZPP wiązała się przede wszystkim nadzieja na uzyskanie pomocy materialnej. W niektórych przynajmniej środowiskach powodowało to, że zapisywano się do ZPP bez większych dyskusji, pytania o cele, deklarację ideową itp. Należy przy tym mocno podkreślić, że zwłaszcza od połowy 1944 r., a wtedy w istocie na szerszą skalę rozpoczęła się działalność ZPP w terenie, na porządku dziennym stała kwestia powrotu do kraju i wielu Polakom legitymacja Związku jawiła się się jako przepustka do ojczyzny. Nierzadko rozumowano w ten sposób, że tylko zapisanie się do Związku otwierało drogę do kraju.

Dynamika działania ZPP, zwłaszcza w pierwszym okresie, tj. do lata 1944 r., nie była na miarę potrzeb. Centralny aktyw koncentrował się na pracy politycznej, co wynikało z funkcji pełnionej przez tę organizację w polityce radzieckiej. Działania na rzecz pomocy materialnej ludności polskiej w praktyce były uzależnione od rozwoju struktury organizacyjnej w terenie: w obwodach i rejonach, ten zaś nie był imponujący. W dużej mierze wynikało to ze szczupłości etatowego aparatu poza centralą, ale także z braku odpowiedniej troski części funkcjonariuszy Związku o rozwój organizacji i silne związanie jej z poszczególnymi skupiskami polskimi. W wielu rejonach drogę do szerszego oddziaływania ZPP torowały komisje opieki społecznej, tworzone niejednokrotnie przed ukonstytuowaniem się ogniw Związku i skupiające aktyw, który następnie stawał się zalążkiem nowej organizacji. Do 1 stycznia 1945 r. na terenie Kazachstanu do ZPP wstąpiły tylko 12 742 osoby, natomiast w ciągu jedenastu następnych miesięcy liczba ta niemal się podwoiła i sięgnęła 24 617 osób, mimo zmniejszenia się ogólnej liczby zewidencjonowanych przez ZPP obywateli polskich. Odczuwanie przez społeczności polskie przede wszystkim potrzeb materialnych powodowało, iż niektóre obwodowe instancje ZPP, mimo krytyki ze strony centrali, koncentrowały się właśnie na pomocy społecznej, zaniedbując realizację zadań polityczno-propagandowych wynikających z programu Związku. Tak było np. w Pawłodarze, Aktiubińsku, początkowo także w Akmolińsku.

W latach 1943-1944 środki na pomoc udzielaną ludności polskiej komisje opieki społecznej, działające pod auspicjami ZPP, czerpały z zasobów przejętych przez władze radzieckie składów ambasady polskiej. Ponieważ nie były to mimo wszystko wielkie ilości towarów toteż i przydziały przekazywane ludności nie mogły być duże. Np. w obwodzie akmolińskim w okresie od 20 grudnia 1943 r. do 15 maja 1944 r. średnia norma pomocy wynosiła 3 kg fasoli, 0,25 kg mleka w proszku, 0,25 kg kakao, 0,3 kg kaszy mannej, 1 kawałek mydła. Zachował się szczegółowy wykaz terminów i ilości towarów przekazanych komisji opieki społecznej w Stalińsku-Rudniku w tymże obwodzie. Warto go przytoczyć, bowiem znakomicie ilustruje zakres i znaczenie tej pomocy. 19 stycznia 1944 r. z komisji obwodowej przekazano po 3 kg fasoli na osobę, łącznie 896 kg, na 296 osób 16 par butów, 4 marynarki, 5 par kalesonów, 5 koszul. 24 lutego 1944 r. kolejny transport wynosił na osobę: 1 paczkę zupy grzybowej, 0,25 kg margaryny, 0,3 kg mleka w proszku, a dla dzieci do lat 6: 0,6 kg mleka w proszku, 0,25 kg margaryny, 0,5 kg kaszy mannej, 0,25 kg kakao, 1 kawałek mydła. 7 IV 1944 r. dostarczono 34 ubrania, 15 koców, 12 swetrów, 8 par butów, 7 koszul, 7 par spodni. Pozwoliło to wydać rodzinom rannych i zabitych żołnierzy, sierotom i chorym zestawy zawierające: ubranie i buty lub ubranie i koc, a dla chorych po 1 kg mleka w proszku i 1 kg margaryny.

W oparciu najpierw o dary zagraniczne, a następnie przede wszystkim dostawy radzieckie organizowano zbiorowe żywienie ludności polskiej. W warunkach ścisłej reglamentacji żywności miało to dla skupisk polskich, w których tego rodzaju placówki powstały, duże znaczenie, a dla pewnych grup stało się wręcz podstawą wyżywienia. W przedsiębiorstwach istniały stołówki, wydające nadzwyczaj skromne na ogół posiłki, ale po dość przystępnych cenach. Szersze rozmiary przybrało dożywianie poprzez sieć stołówek Uprosobtorgu. Do ich tworzenia zobligowano pełnomocników Ludowego Komisariatu Handlu w końcu 1943 r. Należało je uruchamiać w skupiskach, gdzie mieszkało co najmniej 100-150 potencjalnych klientów. Stołówki początkowo korzystały wyłącznie, lub niemal wyłącznie, z zasobów darów przejętych przez władze radzieckie. Następnie coraz większą rolę odgrywały towary dostarczane przez władze handlowe, niekiedy uzupełniane zakupami na wolnym rynku, co jednak miało nader ograniczony zakres z uwagi na wysokie ceny bazarowe. Usiłowano raczej prowadzić własne gospodarstwa rolne, tzw. pomocnicze. Zakres uprawnionych do korzystania ze stołówek Uprosobtorgu był ograniczony i obejmował przede wszystkim młodzież szkolną, inwalidów, rodziny wojskowych, chorych i starców, a także zwalnianych z więzień i obozów. W całym ZSRR istniało w latach 1944-1946 13-17 takich stołówek, a w liczba korzystających z nich w październiku 1944 r. wynosiła ok. 3,7 tys. osób. Wg Kałenyczenki 1 stycznia 1946 r. istniało w sieci Uprosobtorgu 13 stołówek. W okresie od kwietnia 1944 r. do początku 1946 r. dla placówek tych wydzielono 46 t kasz i makaronów, 33 t wyrobów mięsnych, 17 t cukru, 16 t tłuszczów, 10 t mąki, a na ich działanie wydatkowano 3 119,7 tys. rb.

Prócz stołówek Uprosobtorgu istniały także inne, organizowane przez komisje opieki społecznej, a prowadzone ze środków przydzielanych przez lokalne wydziały ubezpieczeń społecznych lub ze środków własnych komisji. Stołówki nie zawsze były w stanie utrzymać ciągłość pracy, bowiem zależała ona od rytmiczności zaopatrzenia. Typowym przykładem były losy stołówki w Kzył-Ordzie. Powstała ona w czerwcu 1944 r. i obsługiwała 360 osób. Codziennie wydawano w niej zupę i herbatę z mlekiem, a 2-3 razy w tygodniu - w miarę dostaw radzieckich - także drugie danie: ryż lub ryba. Aby wesprzeć funkcjonowanie tej placówki, a także zdobyć produkty na pomoc dla ludności, zorganizowano tzw. gospodarstwo pomocnicze o powierzchni 5 ha. W 1945 r. stołówka kzyłordyjska pracowała tylko od 1 maja do 31 grudnia, wcześniej z braku przydziałów z produktów nie była czynna. W 1945 r. z Uprosobtorgu stołówka otrzymała 3 680 kg kasz, 415 kg mąki, 900 kg mięsa, 100 kg konserw mięsnych, 400 kg ryb, 1 360 kg cukru, 749 kg tłuszczów, 166 kg oliwy, 200 kg mąki białej, 40 kg proszku jajecznego. Z gospodarstwa pomocniczego uzyskano: 50 kg ogórków, 36 kg kapusty, 145 kg ziemniaków. Przeciętnie wydawano 400 obiadów dziennie. Ponieważ we wspomnianym gospodarstwie pomocniczym zebrano 2 822 kg dyni, 670 kg ziemniaków, 726 kg ogórków, 252 kg pomidorów, 93 kg tykwy, 33 kg marchwi, 47 kg buraków, należy wnosić, iż pozostałe produkty, poza przekazanymi do stołówki, rozdysponowano wśród ludności.

W pawłodarskiej stołówce Uprosobtorgu w 1945 r. z braku produktów wydawano jedynie w niewielkiej ilości suchy prowiant z darów amerykańskich. Mimo interwencji ZPP przez długi czas innych przydziałów nie uzyskano.

Ponieważ przejęte za pośrednictwem Uprosobtorgu zasoby towarów zgromadzone w okresie działania ambasady polskiej oraz dary napływające nadal z zagranicy, głównie ze strony żydowskich organizacji charytatywnych, Czerwonego Krzyża, UNRRA oraz w końcowym okresie również od Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej nie były wystarczające do prowadzenia szerzej zakrojonej akcji pomocy, ZPP starał się inspirować różnorodne działania o charakterze samopomocowym. Możliwości w tym zakresie nie były wprawdzie wielkie, głównie z uwagi na stan posiadania ludności polskiej, ale osiągano jednak pewne efekty, umożliwiające wspieranie przynajmniej niektórych osób, pozostających w najtrudniejszej sytuacji.

Samo podejmowanie tego rodzaju przedsięwzięć, a także ich skala i efekty zależały od sytuacji danego środowiska oraz od przedsiębiorczości i umiejętności organizacyjnych miejscowego aktywu. W sierpniu 1944 r. Wydział Opieki Społecznej ZG ZPP wydał instrukcję określającą źródła finansowania działalności lokalnych komisji opieki społecznej, w której wskazywał, iż dochody należało czerpać z dobrowolnych datków i samoopodatkowania się ludności polskiej, z zysków z prowadzenia warsztatów rzemieślniczych i gospodarstw rolnych, z dotacji zarządów ZPP oraz z wpływów z imprez. W praktyce najbardziej rozpowszechnionymi formami zdobywania funduszów stały się zbiórki pieniędzy i imprezy dochodowe. Dodać należy, iż zbiórki owe nie zawsze miały w pełni dobrowolny charakter. Stosowano różne naciski zarówno wobec poszczególnych osób, jak i grup, wykorzystując np. takie akcje, jak rejestracja ludności polskiej czy wydawanie pomocy rzeczowej przekazanej przez rząd radziecki. Niekiedy uzyskiwane środki były relatywnie znaczne. Np. w obwodzie ust'-kamienogorskim w całym okresie swego istnienia KOS zebrała z dobrowolnych składek 12 731 rb., z czego wydatkowała 12 691 rb. na zapomogi i działalność administracyjną.

Działalność samopomocowa przybierała bardzo różne formy. Z zachowanych dokumentów wnioskować można, iż stosunkowo rozpowszechnione było dożywianie chorych. Np. w Kzył-Ordzie w okresie, gdy z powodu braku przydziałów z Uprosobtorgu była nieczynna stołówka dla Polaków, tamtejsza komisja opieki społecznej znalazła ofiarodawców obiadów dla chorych. W okresie od lutego do maja 1945 r. w ten sposób zorganizowano wydanie 820 obiadów, tj. średnio ok. 200 miesięcznie. Obiady dla chorych wydawała także komisja w Pawłodarze. Organizowano to w ten sposób, że co dzień kilka rodzin przygotowywało obiady, a uczniowie szkoły polskiej roznosili je pod wskazanymi adresami. W maju 1945 r. wydano 52 obiady i mleko na sumę 312 rb.

W wielu skupiskach organizowano kasy wzajemnej pomocy. W niektórych obwodach, np. akmolińskim, karagandyjskim, dżambulskim, powstawały one już w 1944 r., ale szerszy ich rozwój przypadł na rok 1945. Częściowo tworzono je z inicjatywy ZPP, częściowo były produktem oddolnego organizowania się ludności. Z reguły zasady organizacyjne i regulacje dotyczące zasad gromadzenia i wydatkowania funduszy były określane lokalnie, choć istniał centralnie opracowany statut tego rodzaju instytucji. Niekiedy uciekano się do nacisków wymuszających wręcz wnoszenie pewnych kwot jako funduszu założycielskiego, jak np. w rejonie mamluckim. Zły stan materialny ludności powodował, że sumy pochodzące ze składek członków kas były na ogół nikłe, zatem organizowano różne dochodowe imprezy, z których zyski przeznaczane były na zapomogi. Np. w sowchozie pawłodarskim kasa taka powstała w grudniu 1945 r., a jej pierwszym działaniem było udzielenie pożyczki robotnikom zatrudnionym w tymże sowchozie, którym przez kilka miesięcy nie wypłacano zarobków i którzy w związku z tym nie mieli środków nawet na wykupienie przydziałowego chleba. Kasa samopomocy w Semipałatyńsku w ciągu roku działalności, tj. od lutego 1945 r. do lutego 1946 r., zgromadziła ponad 100 tys. rb. z czego niespełna 2 % pochodziło z funduszu wpisowego, 47 % ze składek członkowskich, niemal 26 % stanowił zysk z imprez dochodowych, zaś 11 % z wpłat "dobrowolnych" od zamożniejszych rodzin. 79 % wydatków tej kasy pochłonęły zapomogi, z których skorzystały 893 osoby, zaś 9,5 % pożyczki przyznane 43 osobom. Aż 6,5 % wydatków stanowiły koszty administracyjne. W sumie w Kazachstanie w latach 1944-1946 powstały 74 kasy wzajemnej pomocy. Zapomogi otrzymywali głównie chorzy, rodziny wojskowych, inwalidzi, aktywiści ZPP.

Istniały i inne formy pomocy i samopomocy, odgrywające wszelako już mniejszą rolę, a zdeterminowane lokalnymi możliwościami samych skupisk polskich, a także gotowością świadczenia na rzecz Polaków ze strony lokalnych władz i instytucji radzieckich, w pewnym zaś stopniu operatywnością aktywu ZPP i komisji pomocy społecznej. Nie sposób tu omówić ich wszystkich, bowiem wykraczałoby to poza ramy tej pracy, a szczegółowo już o tym pisano. Na podstawie istniejących źródeł trudno natomiast pokusić się o zestawienie całościowego wymiaru tej pomocy, zwłaszcza na poziomie republikańskim. Z zachowanych dokumentów oraz pamiętników wynika wszakże wniosek zasadniczy: nie była to pomoc wystarczająca w stosunku do istniejących potrzeb. Zapewne zresztą być taką nie mogła, zwłaszcza jeśli uwzględni się jej źródła, o czym już obszernie była mowa. Ludność polska skazana była zatem na tworzenie warunków przetrwania przede wszystkim własną pracą, zapobiegliwością i pomysłowością.




Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje