Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje







Rosja - Czeczenia

Pierwsze starcia

Pierwsi imamowie

Pod sztandarami Szamila

Czeczenia w II poł. XIX w.

Rewolucje i wojna domowa

Radziecka autonomia

Deportacja

Restytucja autonomii

W dobie pieriestrojki

Niepodległa Czeczenia

Wojna 1994-1996

Między wojnami

Wojna 1999-?

Zbrodnie wojenne


Na stronie

Historia Rosji i ZSRR

Konflikt rosyjsko-czeczeński

System represji w ZSRR

Historia GUŁagu

Masowe deportacje w ZSRR

Deportacje Polaków do ZSRR

Polacy w Kazachstanie

Wschodnie losy Polaków

Kresy Wschodnie

Przesiedlenia Polaków z ZSRR

Dzieje myśli politycznej

Z najnowszych dziejów Polski

Z dziejów Wrocławia



Wojna rosyjsko-czeczeńska 1999-?



Spis treści Konflikt w Dagestanie
Pierwsza faza wojny z Czeczenią
Faza druga - początek inwazji
Faza trzecia - walki w centralnej Czeczenii
Faza czwarta - zmagania o Grozny
Faza piąta - wojna partyzancka
Bilans






Konflikt w Dagestanie

">Dagestan był terenem najintensywniejszej działalności wahhabitów na Północnym Kaukazie, ale jak się uważa ich zwolennicy stanowili jedynie 5-10 % społeczeństwa. Nieudane próby zdobycia poważniejszych wpływów na życie republiki dagestańskiej w poprzednich latach i zarazem bierna postawa władz wobec wahhabickiej wspólnoty w tzw. strefie kadarskiej legły u źródeł podjętej latem 1999 r. próby opanowania kolejnego terytorium. Na tym polu nastąpiła współpraca z radykałami w Czeczenii. Islamiści poczęli przejmować kontrolę nad osadami rejonu cumadyńskiego, a wahhabicka Islamska Szura Dagestanu w końcu lipca zapowiedziała powołanie niezależnego państwa islamskiego. W rejon działań islamistów władze poczęły ściągać siły wojskowe i specjalne, lotnictwo podjęło rakietowe ataki na opanowane przez nich miejscowości. 7 sierpnia 1999 r. do akcji włączył się dowodzony przez Szamila Basajewa oddział bojowników islamskich, złożony głównie z przeszkolonych w Czeczenii Dagestańczyków i Czeczenów, który przekroczył granicę czeczeńsko-dagestańską i zajął kilka osad w rejonach cumadyńskim i botlichskim. Ogłoszono powstanie państwa islamskiego i świętą wojnę przeciw Rosjanom i ich poplecznikom. Islamiści nie uzyskali poważniejszego wsparcia ze strony miejscowej ludności, natomiast w sposób bardzo zdecydowany zareagowały władze Federacji. 8 sierpnia pododdziały ministerstwa obrony i ministerstwa spraw wewnętrznych wspierane przez lotnictwo i artylerię przystąpiły do walki z napastnikami. 12 sierpnia zostali oni wyparci z rejonu cumadyńskiego, a 24 sierpnia z rejonu botlichskiego. W tej fazie walk Rosjanie stracili 73 zabitych, a bojownicy Basajewa prawdopodobnie dwa razy tyle. 25 i 26 sierpnia lotnictwo rosyjskie zbombardowało bazy wahhabitów w Czeczenii. Uporawszy się z inwazją Basajewa siły federalne przystąpiły 29 sierpnia do likwidacji tzw. strefy kadarskiej w rejonie bujnakskim. Po wielodniowych potyczkach, ostrzale artyleryjskim i bombardowaniu osady Karamachi i Czabanmachi zostały 12 września zdobyte, a w toku walk zginęło 25 rosyjskich żołnierzy oraz ok. 100 bojowników wahhabickich i cywilów.

W związku z rolą różnych czynników rosyjskich w kreowaniu sytuacji na Północnym Kaukazie, a osobliwie w Czeczenii i Dagestanie, powstało wiele hipotez, podejrzeń i mitów, podsycanych podatnością opinii publicznej na teorie spiskowe i atrakcyjnością opisów ciemnych figur manipulujących zza sceny poczynaniami aktorów politycznych. W kontekście poczynań ekstremistów czeczeńsko-dagestańskich i źródeł ich finansowania pojawiło się nazwisko Borysa Bieriezowskiego, któremu przypisywano konspiracyjne kontakty z Basajewem i Udugowem, finansowe wspieranie ich poczynań. W mediach zależnych od politycznych wrogów Bieriezowskiego pojawiły się materiały wskazujące wręcz na tego ostatniego jako na faktycznego organizatora wydarzeń w Dagestanie w celu wykorzystania ich w walce politycznej o władzę w Moskwie. Inne przypuszczenia sugerowały, iż rajd Basajewa był po prostu operacją rosyjskich służb specjalnych. Istnieją źródła, w tym także wywiadowcze, mówiące o kontaktach z Basajewem szefa administracji prezydenckiej Wołoszyna. Informacje tego rodzaju i budowane na nich hipotezy nie są obecnie możliwe do rzeczowej weryfikacji, ale podejrzenia budzi koincydencja rozpoczęcia kampanii wyborczej w Rosji, zmiany na stanowisku premiera i ataku Basajewa na Dagestan. Wydaje się niemal pewne, że prezydent Maschadow kilkakrotnie ostrzegał Moskwę przed możliwością rajdu ekstremistów na Dagestan, powstaje zatem pytanie dlaczego nie zostały podjęte przez władze federalne odpowiednie kroki, dlaczego ignorowano zagrożenie, mimo iż o zamiarach Basajewa głośno było w Groznym, a nawet wówczas, gdy wywiad wojskowy już zauważył ruch oddziałów islamskich? Jako żywo przypominało to okoliczności ataku tegoż Basajewa w Budionnowsku w 1995 r.

5 września w Bujnaksku wyleciał w powietrze dom zamieszkały przez rodziny rosyjskich żołnierzy. Zginęły 62 osoby, głównie kobiety i dzieci, a 146 osób odniosło rany. Tego samego dnia ok. 2 tys. bojowników islamskich pod wodzą Basajewa i Chattaba przekroczyło granicę Czeczenii i Dagestanu i zajęło rejon nowołakski, prawdopodobnie z zamiarem uderzenia na Chasawjurt. Po ciężkich walkach z udziałem lotnictwa i artylerii dopiero 14 września siłom federalnym udało się odbić centrum rejonu i zmusić napastników do odwrotu. W sumie w toku walk w Dagestanie siły federalne straciły 279 zabitych. W nocy z 9 na 10 września w Moskwie nieznani sprawcy wysadzili w powietrze budynek mieszkalny, powodując śmierć 102 a rany 214 osób, a 13 września podobny zamach pociągnął za sobą śmierć 124 ludzi. 16 września kolejna bomba eksplodowała w budynku mieszkalnym w Wołgodońsku w obwodzie rostowskim, zabijając 17 mieszkańców i raniąc 480. Władze rosyjskie niezwłocznie odpowiedzialnością za te akty terroru obciążyły Czeczenów, jakkolwiek nie przedstawiono na to żadnych dowodów. Świadomie kreowano psychozę strachu przed czeczeńskimi terrorystami. Wspomniane akty terroru mogły być prowokacją zorganizowaną na zlecenie rosyjskich ośrodków politycznych, a najwięcej przesłanek zdaje się wskazywać na Kreml jako ich inspiratora. Już kilka tygodni wcześniej pojawiły się w prasie rosyjskiej i zagranicznej sygnały, że administracja Jelcyna może sięgnąć do prowokacji, w tym i do zamachów terrorystycznych, aby poprzez destabilizację sytuacji politycznej i społecznej powstrzymać rosnącą siłę bloku skupionego wokół mera Moskwy Jurija Łużkowa i byłego premiera Jewgienija Primakowa. Siergiej Stiepaszyn, który jako premier FR publicznie zapowiadał, iż oddziały federalne nie zostaną wysłane do Czeczenii, w styczniu 2000 r. przyznał, iż przygotowania "aktywnych działań" Czeczenii rozpoczęły się w marcu 1999 r. i przewidywano wówczas opanowanie w sierpniu-wrześniu obszarów na północ od Tereku. Jeśli tak, to akcja Basajewa w Dagestanie i zamachy terrorystyczne na domy mieszkalne w Rosji stanowiły bez wątpienia dogodny pretekst do podjęcia tego rodzaju działań. Czy były sprowokowane bądź zorganizowane przez rosyjskie służby specjalne, inspirowane przez rosyjskich polityków, czy tylko wykorzystane przez Moskwę - to zapewne nieprędko zostanie wiarygodnie wyjaśnione.





Pierwsza faza wojny z Czeczenią

Niezależnie od tego czy i w jakim stopniu zbrojne uderzenie na Czeczenię było już przygotowane (od marca 1999 r. czy nawet wcześniej) decyzję o podjęciu działań wojskowych wiązać trzeba z sytuacją polityczną zaistniałą w Rosji latem 1999 r., a szczególnie z zagrażającym władzy kolejnym kryzysem. Seria afer korupcyjnych sięgających najwyższych pięter establishmentu, w tym środowisk bezpośrednio związanych z Kremlem i rodziny prezydenta, nadawała temu kryzysowi już nie tylko wymiar moralno-prawny, ale przekształciła się w negatywny czynnik gospodarczy, bowiem spowodowała m.in. wstrzymanie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy kolejnej raty kredytu refinansującego dotychczasowe zadłużenie Rosji, a to groziło nowym kryzysem finansów państwa jako że swoje zadłużenie musiała Rosja teraz spłacać pogłębiając deficyt bieżącego budżetu. Przesunięcia w politycznym otoczeniu Jelcyna i gorączkowe poszukiwanie rozwiązań oddalających perspektywę poważniejszych zawirowań ekonomicznych i społecznych cechowały położenie, w którym znów wojna stawała się zachęcającym rozwiązaniem, a Czeczenia dogodnym przeciwnikiem. Kreml usiłował dystansować się od oligarchów, a zwłaszcza Bieriezowskiego, będącego dotąd postacią nr 1 w otoczeniu prezydenta, ale przychodziło mu to z wielkim trudem. Uformowany pod przywództwem Łużkowa i Primakowa blok polityczny Ojczyzna-Cała Rosja mimo ofensywy prowadzonej przeciw niemu w mediach zależnych od Bieriezowskiego w rankingach sympatii elektoratu legitymował się wpływami napawającymi otoczenie prezydenta najpoważniejszymi obawami. Kreml gwałtownie potrzebował czegoś, co odwróciłoby uwagę opinii publicznej od ciemnych interesów jelcynowskiej "familii", a jednocześnie umożliwiło wykreowanie takiego sukcesora Jelcyna, który zapewniłby prezydenckiemu otoczeniu jeśli już nie dalsze panowanie, to przynajmniej bezpieczeństwo i bezkarność. Kreml i rząd pragnęły w tym celu zdynamizować władzę państwową, zademonstrować jej zdecydowanie i zdolność do konstruktywnego rozwiązywania trudnych problemów, aby tym samym zwiększyć szanse partii władzy na sukces wyborczy. Zarazem zaś tworzono sytuację, którą można byłoby ewentualnie wykorzystać jako uzasadnienie wprowadzenia nadzwyczajnych rozwiązań (np. stanu wyjątkowego) odsuwających wybory. Znów zaistniało wewnętrzne zapotrzebowanie na "małą zwycięską wojnę". W jej zewnętrznym tle niezmiennie pozostawało utrzymywanie wpływów na Kaukazie i kontrola nad przepływem surowców, a zwłaszcza ropy naftowej i gazu z regionu kaspijskiego. Dodać przy tym należy, iż tzw. resorty siłowe, a zwłaszcza armia pragnęły rewanżu za faktyczną porażkę w wojnie 1994-1996 i odzyskania dawnego prestiżu i pozycji, a różnego rodzaju legalnie i nielegalnie działający biznesmeni jak zwykle zainteresowani byli wojną jako źródłem zysku.

Dość powszechnie za początek tzw. drugiej wojny czeczeńskiej przyjmowane jest przekroczenie przez inwazyjne siły lądowe granicy czeczeńsko-rosyjskiej 1 października 1999 r. Faktycznie jednak wojna trwała już wówczas od wielu dni. Naloty rosyjskiego lotnictwa na wybrane cele w Czeczenii rozpoczęły się 5 września 1999 r., a w połowie miesiąca uległy zintensyfikowaniu. Wojna powietrzna była w znacznym stopniu wzorowana na poczynaniach lotnictwa NATO w byłej Jugosławii. Oficjalnie celami ataków były obiekty wojskowe, bazy i zgrupowania ugrupowań terrorystycznych. Wedle informacji przekazanych przez gen. Anatolija Kornukowa, dowódcę sił powietrznych Rosji, w okresie poprzedzającym inwazję lądową lotnictwo rosyjskie wykonało 1300 lotów bojowych nad Czeczenią. W ich rezultacie śmierć miało ponieść ok. 2 tys. bojowników czeczeńskich, zniszczono 30 mostów, 250 punktów umocnionych, 150 baz i rejonów ześrodkowań przeciwnika, 60 pojazdów, zaminowano bądź zniszczono 250 km dróg. Uderzenia powietrzne kierowane były nie tylko na bazy i zgrupowania przeciwnika, lecz także na elementy infrastruktury: mosty, drogi, linie i urządzenia telefoniczne, sieć energetyczna, a następnie także na miasta. 15 września celem bombardowań było Szali, a 23 września zbombardowane zostało lotnisko w Chankale. Był to pierwszy atak na stolicę Czeczenii od 1996 r. Na skutek tych nalotów z republiki zaczęli masowo uchodzić mieszkańcy większych miast. Do końca września do pobliskiej Inguszetii uciekło ponad 50 tys. ludzi.

W tym czasie w rosyjskich mediach i wypowiedziach polityków upowszechniana była teza jakoby Czeczenia pragnęła dokonać aneksji Dagestanu. Kolejne zamachy wstrząsające opinią publiczną przypisywane były czeczeńskim terrorystom, choć faktycznie nie ustalono, kto był za nie odpowiedzialny. 7 września telewizja NTV wyemitowała materiał filmowy prezentujący makabryczne obrazy mordowania zakładników w Czeczenii. 9 września nadano zaś sprawozdanie z posiedzenia rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa obradującej pod przewodnictwem Jelcyna oraz informację o spotkaniu Jelcyna z Putinem poświęconym sytuacji na Północnym Kaukazie, po którym premier rosyjski oświadczył, iż wysiłki na rzecz ugody z Czeczenią na podstawie porozumienia chasawjurtowskiego i późniejszych układów nie przyniosły rezultatu, a ekipa Maschadowa utraciła kontrolę nad sytuacją w republice. Ze strony Kremla pojawiły się twierdzenia o konieczności zbudowania strefy bezpieczeństwa na podobieństwo utworzonej przez Izrael w Libanie.

15 września premier Putin zaprezentował w Dumie program nowej polityki w kwestii czeczeńskiej, zrywając z ideą porozumienia chasawjurtowskiego i treścią układu Jelcyn-Maschadow z maja 1997 r. Czeczenia miała być zmuszona do uległości, a na początek proklamowano objęcie jej kwarantanną. Połączenia kolejowe i drogowe przechodziły pod bezpośrednią kontrolę sił federalnych, a na styku z Dagestanem miały zostać zamknięte. Krył się za tym zamiar ekonomicznego uśmiercenia Czeczeni, choć wcześniejsze doświadczenia w tym zakresie dowodziły małej skuteczności blokady. Na granicy z Czeczenią wzniesiono fortyfikacje polowe, rozmieszczając tam ponad 30 tys. żołnierzy wyposażonych w czołgi i ciężką artylerię. Przygotowania do militarnego zdławienia niepokornej republiki wchodziły w ostatnią fazę. Zarazem Putin jeszcze 24 września zarzekał się, iż nie było mowy o jakiejkolwiek akcji wojskowej na dużą skalę, a jedynie o obronie ludności przed "bandytami i terrorystami". Władze i zależne od nich media konsekwentnie budowały obraz Czeczenii i Czeczenów jako zagrożenia już nie tylko dla integralności Rosji, ale wprost dla bezpieczeństwa poszczególnych obywateli. Równocześnie zaś kreowany był obraz nowego premiera rządu rosyjskiego jako polityka zdecydowanego i odważnego, zdolnego wreszcie rozwiązać problemy, z którymi nie zdołali uporać się jego poprzednicy, wyrwać społeczeństwo z apatii, zniechęcenia i przygnębienia i poprowadzić je do sukcesów, a zarazem "państwowca" stojącego ponad podziałami partyjnymi.





Faza druga - początek inwazji

Zapowiedź utworzenia strefy bezpieczeństwa wzdłuż granic Czeczenii była zasadniczym motywem enuncjacji władz rosyjskich uzasadniających podjęcie operacji lądowej. Miała ona zapobiec infiltracji islamskich ekstremistów na tereny sąsiadujące z Czeczenią, zwłaszcza do Dagestanu, a stamtąd w głąb Rosji i uniemożliwić ponowienie ataków terrorystycznych. W oficjalnych i półoficjalnych wypowiedziach reprezentanci władz dystansowali się natomiast od idei zajęcia całej republiki. Operacje wojskowe wokół Czeczenii i w samej republice prezentowane były wyłącznie jako operacja antyterrorystyczna, a nie konflikt wojenny. Jej celem początkowo miało być ustanowienie swego rodzaju "kordonu sanitarnego" wokół republiki, potem wspomnianej "strefy bezpieczeństwa", następnie mówiono już o przywracaniu prawa i porządku na obszarze całej Czeczenii, wreszcie wskazano na czysto polityczne cele operacji: likwidację warunków odrodzenia "terroryzmu czeczeńskiego" i reintegrację Czeczenii ze strukturami federalnymi. Trudno odpowiedzieć na pytanie czy początkowo faktycznie zakładano w Moskwie opanowanie tylko części terytorium czeczeńskiego, a dopiero później powodzenie tej operacji skłoniło dowództwo rosyjskie do rozszerzenia celów, czy też deklaracje o zamiarze ograniczonej inwazji były jedynie zabiegiem propagandowym, mającym zminimalizować opór krajowej i międzynarodowej opinii publicznej? Bez pogłębionych badań źródłowych, na które przyjdzie zapewne jeszcze długo czekać, jedynie hipotezą pozostaje twierdzenie, iż nie istniała żadna strategia wyjścia z kryzysu, a cele wojny nie były jasno określone i rosły w miarę osiąganych sukcesów, przy czym te ostatnie spowodowały porzucenie początkowej ostrożności i rozwagi. Szczególną uwagę opinii publicznej przykuwał wzrost pozycji w systemie władzy i popularności w społeczeństwie premiera Putina, który z mało znanego funkcjonariusza aparatu państwowego błyskawicznie stał się kandydatem obozu kremlowskiego na prezydenta.

Uderzenie lądowe nastąpiło na północy, a terenem działania były rejony naurski i szełkowski, przyłączone do Czeczeno-Inguskiej ASRR w 1957 r., zamieszkane w większości przez Kozaków, Rosjan i ludność czeczeńską w znacznej części nastawiona prorosyjsko. W kontekście enuncjacji o zamiarze tworzenia strefy bezpieczeństwa pojawiły się wówczas przypuszczenia, że Moskwa może dokonać podziału republiki według granic sprzed 1944 r. Siły rosyjskie nie napotkały na północy poważniejszego oporu i w ciągu kilku dni podeszły do linii Tereku. Pod pretekstem zadłużenie republiki, Rosja wraz z rozpoczęciem działań wojennych odcięła dostawy do niej gazu i ograniczyła podaż energii elektrycznej do 1/4 zapotrzebowania.

Wyciągając wnioski z poprzedniej wojny tym razem dowództwo rosyjskie przygotowało się nieporównanie lepiej. Ministerstwo Obrony skierowało do Czeczenii i na przyległe obszary ponad 60 tys. żołnierzy, a wspierało ich blisko 30 tys. żołnierzy wojsk wewnętrznych. Utworzone zostało Zjednoczone Dowództwo sił federalnych noszących nazwę Połączonej Grupy Wojsk (PGW), któremu podlegały trzy grupy operacyjne: północna, wschodnia i zachodnia. Na czele PGW stanął gen. Wiktor Kazancew, dowódca Północnokaukaskiego Okręgu Wojskowego, w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej szef sztabu gen. Kwasznina. Koordynacja poczynań sił różnych resortów była lepsza niż w czasie poprzedniej wojny, choć nadal pozostawiała wiele do życzenia. Podstawowymi jednostkami taktycznymi były tzw. grupy taktyczne oparte na batalionach liniowych wzmocnionych pododdziałami specjalnymi, a zwłaszcza artylerią. W przeciwieństwie do poprzedniej wojny, gdy wojska rosyjskie stanowiły zbiór tzw. łączonych batalionów, budowanych z grup żołnierzy pochodzących z różnych jednostek i o różnych specjalnościach, na ogół nie przygotowanych do stawianych im zadań, teraz starano się kierować do walki całe pododdziały dysponujące wspólnymi doświadczeniami, choć okazało się, iż ok. 30 % biorących udział w walkach to rekruci wcieleni do armii wiosną 1999 r. Po kilku tygodniach pojawił się inny problem: w IV kwartale 1999 r. kończył się okres służby wojskowej ok. 40 % stanu osobowego jednostek biorących udział w operacji - żołnierzy najbardziej doświadczonych i najlepiej wyszkolonych. Próby zachęcenia przynajmniej części z nich do pozostania w szeregach na zasadzie kontraktu przynosiły ograniczone efekty z uwagi na mało atrakcyjne warunki finansowe.

W odróżnieniu od wojny 1994-1996 władze FR doceniły znaczenie informacji i kształtowania opinii publicznej i równolegle z działaniami militarnymi i ekonomicznymi prowadziły swoistą wojnę informacyjną. Na podstawie dekretu prezydenckiego powstało Rosyjskie Centrum Informacyjne, którego zadaniem była filtracja informacji przed udostępnieniem ich mediom oraz monitorowanie informacji zagranicznych na temat wojny. Rządowa i wojskowa kontrola nad przepływem informacji z Czeczenii spowodowała, że wojna ta przynajmniej w zakresie informowania społeczeństwa rosyjskiego została wygrana.

Od pierwszych dni kampanii lądowej zaczęły pojawiać się absolutnie sprzeczne ze sobą dane o stratach ponoszonych przez obie strony. 4 października strona czeczeńska podała, iż w północnej Czeczenii zginęło 63 żołnierzy rosyjskich i 3 bojowników czeczeńskich, natomiast premier Putin oświadczył, iż w toku działań lądowych od 30 września do 5 października straty rosyjskie wyniosły 4 zabitych (w wyniku przypadkowej eksplozji) oraz 22 rannych.

Ledwie wojska federalne osiągnęły linię Tereku, Putin potwierdził, iż ich dalszym zadaniem będzie zniszczenie baz "terrorystów" na południe od tej rzeki, zaś minister obrony Igor Siergiejew zadeklarował gotowość armii do podjęcia działań w głębi republiki. Premier FR zapowiedział też, że na terenach zajętych przez siły federalne zostanie przywrócone działanie organów władzy, powstaną komendantury wojskowe, podejmą pracę szkoły, szpitale, będą wypłacane wynagrodzenia i świadczenia socjalne. W tym celu została powołana komisja rządowa z wicepremierem Walentinem Matwijenką na czele.

Pierwsze dni walk lądowych przyniosły gwałtowne wezbranie fali uciekinierów z Czeczenii. FSB, a w ślad za nią niektóre agencje informacyjne upowszechniały w tym czasie twierdzenie, jakoby jeszcze we wrześniu miało miejsce spotkanie tzw. komendantów polowych i przedstawicieli Maschadowa, na którym przyjęto plan sprokurowania i nagłośnienia "katastrofy humanitarnej" w postaci masowej migracji ludności poza granice Czeczenii. Miało to służyć z jednej strony zrównoważeniu wrażenia, jakie na opinii publicznej wywarły akty terrorystyczne przeciw cywilnym obiektom w Rosji, a z drugiej strony umożliwić pozbycie się z Czeczenii tej części ludności, która nie była wystarczająco lojalna wobec przywódców.

Strona czeczeńska w pierwszych dniach wojny reagowała niezwykle powściągliwie i ostrożnie. Walki z wkraczającymi siłami federalnymi niemal nie prowadzono, a jeśli już, to głównie siłami samoobrony. Regularną obronę podjęto dopiero na linii Tereku. Dopiero 6 października Maschadow ogłosił stan wyjątkowy na terenie republiki i wezwał duchowieństwo islamskie do głoszenia świętej wojny przeciw najeźdźcom. Uderzenie rosyjskie spowodowało konsolidację po stronie czeczeńskiej. Jej wyrazem było porozumienie Maschadowa z Basajewem, który objął dowództwo frontu wschodniego, podczas gdy frontem południowo-zachodnim dowodził Chamzat Giełajew, frontem centralnym Mahomed Chambijew, a staropromysłowskim B.Bakujew. Przywrócone zostało też stanowisko wiceprezydenta Czeczenii, na które powrócił Wacha Arsanow.

Walki na linii Tereku trwały do 14 października. Siły federalne w tym czasie prowadziły regularne bombardowania i ostrzał rakietowo-artyleryjski terenów położonych w głębi Czeczenii, niszcząc potencjał obronny republiki i jej infrastrukturę, a przy tym terroryzując ludność. Na początku drugiej dekady października stawało się coraz pewniejsze, że strona federalna nie ograniczy się do utworzenia strefy bezpieczeństwa. 15 października gen. Kazancew oświadczył, iż został osiągnięty pierwszy cel kampanii, tj. utworzenie strefy bezpieczeństwa wokół Czeczenii, a tym samym powstały przesłanki do realizacji następnego celu, jakim było zniszczenie "rebeliantów" na całym terytorium Czeczenii. Stanowiło to zapowiedź ofensywy rosyjskiej, jednak jeszcze przez tydzień wojska federalne praktycznie stały w miejscu, choć z wojskowego punktu widzenia w obliczu zbliżającej się zimy ofensywa - jeśli w ogóle miała być podjęta - winna zacząć się jak najszybciej. Kreml jednak, uwikłany w wewnętrzne problemy władzy, zdawał się odwlekać ostateczną decyzję.

Od początku wojny było jasne, iż oczekiwanemu sukcesowi wojskowemu sił federalnych musi towarzyszyć rozwiązanie polityczne. 1 października Putin nieoczekiwanie oświadczył, że jedynym legalnym organem władzy w Czeczenii pozostaje parlament wyłoniony w 1996 r. i poparł ideę czeczeńskiego "rządu na wychodźstwie", co stanowiło zapowiedź utworzenia prorosyjskiego rządu czeczeńskiego. Deputowani z 1996 r. pospieszyli z apelem do prezydenta FR o udzielenie pomocy w normalizacji sytuacji w Czeczenii i przywróceniu konstytucyjnych praw narodu czeczeńskiego oraz wyrazili zamiar stworzenia rządu republiki. 7 października Putin zadeklarował jednakże gotowość swego rządu do współdziałania ze wszystkimi "konstruktywnymi" siłami zarówno w samej Czeczenii, jak i poza jej granicami. Dwa dni później deputowani z 1996 r. wybrali na przewodniczącego Rady Państwa Malika Sajdułłajewa, człowieka uchodzącego za jednego z liderów czeczeńskiej diaspory w Moskwie, ale pozbawionego doświadczenia i zaplecza politycznego. Putina zareagował na to stwierdzeniem: "Parlament ma prawo przejawiać inicjatywę, jeśli uważa, że obecnie w Rosji jest więcej Czeczenów niż w samej Czeczenii. Ale rząd rosyjski stawia nie tylko na niego, ale na cały naród czeczeński, który udręczyli bandyci i dlatego będzie współpracował ze wszystkimi siłami w Czeczenii, które są nastawione na konstruktywny dialog". Wkrótce już formuła ta miała wypełnić się treścią. 11 października Maschadow usunął ze stanowiska muftiego Czeczenii Ahmeda Kadyrowa. Kadyrow pozostawał w otwartym konflikcie z Maschadowem od 1998 r., głównie na tle charakteru islamizacji Czeczenii i stosunku do fundamentalistów islamskich, w sierpniu 1999 r. potępił akcję Basajewa w Dagestanie i dwuznaczną postawę wobec niej Maschadowa. W przeciwieństwie do prorosyjskich działaczy czeczeńskich w Moskwie Kadyrow był osobą w republice powszechnie znaną i posiadającą realne wpływy wynikające zarówno z pozycji wśród duchowienstwa islamskiego i bractwa kadiryja, jak i przynależności do wielce wpływowego klanu (tajpu) Bienoj. Rychło stał się jedną z pierwszoplanowych postaci po stronie tych sił czeczeńskich, które podjęły współpracę z Rosjanami. Na razie jednak 15 października na mocy dekretu prezydenta FR utworzone zostało stanowisko wicepremiera - pełnomocnego przedstawiciela rządu FR w Czeczenii, a nominację na nie otrzymał ostatni premier rządu prorosyjskiego w 1996 r. - Nikołaj Koszman.

Rozpoczęcie działań wojennych w Czeczenii bezpośrednio wiązało się z perspektywą wyborów parlamentarnych w FR, a w dalszej kolejności także wyborów prezydenckich. Biorąc pod uwagę zmęczenie elektoratu ciągłymi niepowodzeniami, odbieranymi jako poniżanie godności narodowej i państwowej, specjaliści od propagandy Kremla starali się wykreować obraz Putina jako zdecydowanego, kreatywnego działacza państwowego. Jego niekiedy nacechowane nacjonalizmem, kategoryczne i zarazem optymistyczne wypowiedzi były przez społeczeństwo przyjmowane z zadowoleniem i notowania premiera rosły. Logika budowania wpływów następcy Jelcyna wymagała zwycięstwa w Czeczenii. Ono miało dać szefowi rządu kredyt zaufania, a wokółjelcynowskiej oligarchii pozwolić na przeprowadzenie swoich zamiarów bez uciekania się do nadzwyczajnych rozwiązań. "Nie trzeba będzie przeprowadzać kolejnej serii wybuchów w Moskwie i innych miastach, aby stworzyć warunki dla wprowadzenia stanu wyjątkowego" - pisał wówczas wybitny rosyjski publicysta. Wojna w Czeczenii stała się fundamentem konsolidacji politycznej, co jednak jej inicjatorów czyniło zakładnikami zwycięstwa za wszelką cenę. Kolejne osiągnięcia w Czeczenii stawały się nowymi stymulatorami koncentrującymi uwagę społeczeństwa.

Rosyjska inwazja na Czeczenię wywołała negatywne dla Moskwy reakcje międzynarodowe. W czasie sierpniowych wydarzeń w Dagestanie przywódcy zachodnioeuropejscy i amerykańscy okazywali Rosji sympatię i solidarność, której zasadniczym motywem była walka z terroryzmem. Dyplomacja rosyjska ze swej strony wykazywała wielką aktywność właśnie na płaszczyźnie międzynarodowej współpracy w zakresie zwalczania terroryzmu. Przyjęcie 23 września przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji uznającej wszelkie akty terrorystyczne za przestępstwa kryminalne bez względu na ich motywację i wzywającą wszystkie narody do współpracy w walce z terroryzmem i zapobiegania finansowaniu działalności terrorystycznej, choć merytorycznie nie wnosiło wiele nowego, Moskwa nie bez racji uznała za swój sukces, wskazując iż wspólnota międzynarodowa poparła w ten sposób rosyjską walkę z terroryzmem czeczeńskim. Jednakże już zarysowujące się we wrześniu 1999 r. niebezpieczeństwo militarnej operacji przeciw Czeczenii wywołało zaniepokojenie stolic europejskich i płynące stamtąd apele o polityczne uregulowanie konfliktu. Strona rosyjska na te zabiegi odpowiadała niezmiennie, iż oczekuje poparcia w walce z terroryzmem islamskim, którego powstrzymanie nie jest możliwe za pomocą słów. Waszyngton demonstrował przede wszystkim obawy wynikające z perspektywy destabilizacji sytuacji w regionie kaukaskim, wzrostu napięcia między Rosją a Zachodem i erozji procesu reform w samej Rosji. Ostrzegano zatem Moskwę przed rozszerzaniem walk i nawrotem do polityki dyktatu na Kaukazie, sugerując, iż w przeciwnym razie stosunki amerykańsko-rosyjskie mogły doznać uszczerbku. Gdy lądowa inwazja rosyjska stała się już faktem, administracja amerykańska uznała to za rozwój wydarzeń "w nieodpowiednim kierunku", ale jej szczególny niepokój budziła nie tyle sama wojna, co jej następstwa: destrukcja rosyjskiego budżetu w wyniku wzrostu wydatków wojskowych, spowolnienia reform gospodarczych i trudności w rozwoju współpracy między Zachodem i Rosją. Instrumentem mającym powściągnąć Moskwę miały być zapewne sygnały o możliwości wstrzymania pomocy finansowej udzielanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Zarówno rząd USA, jak i przywódcy zachodnioeuropejscy respektowali integralność terytorialną Rosji i uznawali Czeczenię za część Federacji Rosyjskiej. Było to fundamentem polityki Zachodu w sprawie wojny rosyjsko-czeczeńskiej i sprowadzało kwestię czeczeńską na płaszczyznę dyskusji o metodach rozwiązania konfliktu, a nie o jego przedmiocie. W podobnym duchu, ale bardziej zdecydowanie niż reprezentanci rządów, 7 października wypowiedział się Parlament Europejski. Jednoznacznie skrytykował on wojskową akcję Rosji i wykluczenie przez Putina negocjacji z Maschadowem, wyraził ubolewanie z powodu śmierci kolejnych ofiar, potępił z jednej strony terroryzm, ale z drugiej stosowanie przemocy wojskowej wobec Czeczenii. Potwierdził zarazem respektowanie integralności terytorialnej Federacji Rosyjskiej i dążenie do budowania strategicznego partnerstwa z Moskwą.





Faza trzecia - walki w centralnej Czeczenii

20 października rząd FR wydał oświadczenie formułujące warunki, jakie spełnić musiały siły polityczne pretendujące do uczestnictwa w dialogu na temat rozwiązania problemu czeczeńskiego: uznanie konstytucji FR, suwerenności i integralności terytorialnej FR, potępienie terroryzmu we wszystkich jego formach, rozbrojenie nielegalnych formacji zbrojnych i wydanie władzom federalnym osób odpowiedzialnych za akty terrorystyczne i bandytyzm, uwolnienie wszystkich zakładników znajdujących się terytorium Czeczenii, zagwarantowanie poszanowania praw człowieka i podstawowych swobód, stworzenie warunków do bezpiecznego powrotu uchodźców do miejsc zamieszkania. 21 października siły rosyjskie poczęły forsować Terek. Tego samego dnia w wyniku ostrzału rakietowego w Groznym zginęło ponad 140 mieszkańców, w tym wiele kobiet i dzieci, a rannych zostało kilkaset osób.

Szybko narastał i komplikował się problem uciekinierów z Czeczenii. 23 października siły rosyjskie przy użyciu czołgów i śmigłowców bojowych zablokowały główną drogę ich ewakuacji do Inguszetii, a lotnictwo bombardowało wsie położone wzdłuż granicy czeczeńsko-inguskiej. Miały miejsce także ataki rosyjskie na kolumny uchodźców. Według danych Międzynarodowego Czerwonego Krzyża tylko 29 października w ich toku zginęło 25 osób. Wedle rosyjskich danych do końca października liczba uchodźców z Czeczenii wyniosła 185 tys. osób, z czego 174 tys. przybyło do Inguszetii, 5 tys. do Północnej Osetii, 4,5 tys. do Dagestanu i ok. 3 tys. do Kraju Stawropolskiego. Problem uciekinierów z Czeczenii na przełomie października i listopada doprowadził do napięć między dowództwem armii a władzami Inguszetii, które obciążały wojsko odpowiedzialnością za sytuację powstałą na punktach kontrolnych i oskarżały o zmuszanie uchodźców do zawracania z granicy.

Niektórzy politycy już wówczas przestrzegali przed jednostronnym nastawianiem się na militarne rozwiązanie kwestii czeczeńskiej. Uchodzący w poprzednich latach za zwolennika takiego rozwiązania Stiepaszyn wręcz wskazywał, że aby osiągnąć taki cel należałoby unicestwić całą męską ludność Czeczenii. Równocześnie w mediach pojawiły się wypowiedzi wysokich oficerów, m.in. generałów Kazancewa i Troszewa, wyraźnie odrzucające ewentualność wstrzymania przez polityków działań wojennych i sugerujące, iż wojsko uznałoby taką decyzję za zdradę. Ledwie pojawiły się pogłoski o rzekomych zamiarach Kremla podjęcia negocjacji z Maschadowem szef Sztabu Generalnego gen. Kwasznin zagroził swoją dymisją w takim wypadku.

Siły rosyjskie stosunkowo szybko podeszły do Groznego i zajęły pozycje na przedmieściach, ale nie podejmowały ataków na miasto, pozostawiając je ostrzałowi artyleryjsko-rakietowemu i bombardowaniom lotniczym. Szturm Groznego uważano wówczas za wykluczony. Prowadzono także lotnicze i artyleryjskie bombardowania wsi w rejonie Gudermesu i Nożaj-Jurtu oraz samego Gudermesu, stanowiącego klucz do panowania nad wschodnią Czeczenią a także Bamutu w zachodniej Czeczenii. 12 listopada 1999 r. Gudermes przeszedł w ręce rosyjskie bez walki, w wyniku porozumienia między miejscową starszyzną a dowództwem rosyjskim, w którego zawarciu pośredniczył Kadyrow. 17 listopada siły federalne opanowały Bamut, symbol nieugiętej walki o niepodległość w toku poprzedniej wojny. Kordon wokół Groznego był już otwarty jedynie od południa. W końcu listopada celem zaciekłych ataków rosyjskich stał się Urus-Martan, ośrodek islamskiego radykalizmu i kluczowy punkt strategiczny na szlaku ze stolicy na południe.

Rosjanie stosowali teraz taktykę odmienną niż w latach 1994-1996. Wojska lądowe starały się unikać bezpośredniego starcia z oddziałami czeczeńskimi i opanowywały teren dopiero po uprzednim systematycznym, zmasowanym ostrzale artyleryjskim i bombardowaniu lotniczym. Niekiedy starszyznom poszczególnych osad stawiano ultimatum: albo sami pozbędą się "bandytów" i wtedy osada zostanie zajęta przez siły federalne bez stosowania przemocy, albo cywile zostaną z niej usunięci, a budynki zamienione w gruzy. Równocześnie władze rosyjskie starały się pokazać ludności wielkie korzyści wynikające z przynależności do Federacji Rosyjskiej, w związku z czym całość środków budżetowych przypadających na Czeczenię była kierowana na tereny kontrolowane przez siły federalne, rozpoczęto wypłacanie tam wynagrodzeń i świadczeń socjalnych, uruchamiano instytucje użyteczności publicznej, wznoszone obiekty socjalne.

Sposób prowadzenia wojny zastosowany w 1999 r. z pewnością służył minimalizacji strat ludzkich po stronie federalnej. 20 października 1999 r. zastępca szefa sztabu generalnego podał, iż siły federalne od rozpoczęcia operacji w Dagestanie i Czeczenii straciły jedynie 187 zabitych i ok. 400 rannych, podczas gdy straty czeczeńskie ocenił na ok. 3 tys. zabitych. Strona czeczeńska podawała jednak diametralnie inne dane. Następnego dnia Szamil Basajew zakomunikował, że według posiadanych przez niego informacji straty rosyjskie od momentu rozpoczęcia działań w Czeczenii wyniosły ponad tysiąc zabitych, 8 samolotów, 5 śmigłowców i 75 pojazdów.

Sposób działania rosyjskich sił zbrojnych był niezwykle kosztowny, a dla budżetu biednego kraju, jakim była w tym momencie Rosja, wręcz rujnujący. Według informacji dowództwa sił powietrznych FR jeden lot samolotu Su-25 kosztował 100 tys. rubli, samolotu Su-24 - 200 tys. Strata samolotu tej klasy kosztowała do 25 mln dolarów. Były minister finansów Michaił Zadornow szacował miesięczny koszt wojny na 115-150 mln dolarów.

W listopadzie na arenie politycznej Czeczenii pojawił się nowy czynnik. Jelcyn ułaskawił Bisłana Gantamirowa. Ten niezwłocznie po zwolnieniu z więzienia przystąpił do tworzenia milicji, która u boku sił federalnych zaangażowała się w walki w Czeczenii, nigdy jednak nie zyskując pełnego zaufania rosyjskich dowódców. Pojawiły się równocześnie sygnały, że Moskwa była zainteresowana włączeniem Gantamirowa do tworzenia struktur władzy w Czeczenii.

Główne rosyjskie ugrupowania polityczne co najmniej akceptowały wojnę. W listopadzie w Dumie poparły ją wszystkie partie z wyjątkiem liberalnego Jabłoka, ale nawet Jawliński, opowiadając się za przejściem do rokowań, był zdania, iż należy prowadzić je z pozycji siły i odrzucał ideę niepodległości Czeczenii. Pod wpływem aktów terrorystycznych przypisywanych Czeczenom, informacji o skali przestępczości w republice (zwłaszcza o porwaniach ludzi), rajdach na sąsiednie terytoria, wydarzeniach w Dagestanie w sierpniu 1999 r. nastąpiło zasadnicze odwrócenie postaw społeczeństwa, a aprobacie akcji wojskowej i uderzeniu w cywilne obiekty i ludność sprzyjał także obraz operacji na Bałkanach, rozszerzający granice przyzwolenia na użycie siły. W październiku 1995 r. wojnę jako nieodzowny sposób rozwiązania problemu czeczeńskiego aprobowało jedynie 20,4 % społeczeństwa rosyjskiego, a przeciw niej było 64,9 %, za prowadzeniem walki do pełnego unicestwienia bojowników czeczeńskich opowiadało się 3,2 %, a za wycofaniem wojsk z Czeczenii 51,1 % ankietowanych. Jesienią 1999 r. proporcje uległy odwróceniu. Według badań przeprowadzonych w październiku 1999 r. 66,4 % ankietowanych popierało siłowe metody rozwiązania problemu czeczeńskiego, a przeciw nim było 25,7 %. 47,7 % badanych opowiadało się za prowadzeniem wojny do pełnej likwidacji "bandyckich formacji". W połowie listopada 62,5 % respondentów było przekonanych, że najbardziej odpowiednim sposobem rozwiązania kryzysu czeczeńskiego były działania zbrojne aż do całkowitego unicestwienia bojowników czeczeńskich, a tylko 13,8 % sądziło, że takim sposobem byłoby wyprowadzenie wojsk rosyjskich z Czeczenii i uszczelnienie granic. Za uznaniem niepodległości Czeczenii opowiadało się tylko 9,5 % ankietowanych, a 53,1 % respondentów skłonnych było działania wojenne w Czeczenii uznawać za sposób zapobieżenia rozpadowi Federacji Rosyjskiej. Jeśli wierzyć tym badaniom, to większość społeczeństwa rosyjskiego obawiała się rozpadu swojego państwa, postrzegała konflikt czeczeński jako element tego zagrożenia i gotowa była aprobować pełne unicestwienie czeczeńskich separatystów. Wydarzenia zachodzące w latach 1996-1999 spowodowały głębokie rozczarowanie wielu środowisk do czeczeńskiej rewolucji: w miejsce obrazu bojowników o narodową niezawisłość pojawił się wizerunek groźnych terrorystów, porywających ludzi, wysadzających w powietrze domy mieszkalne itd. Takie postawy - niezależnie od tego, w jakim stopniu wykreowała je propaganda - tworzyły atmosferę korzystną dla poczynań wojennych i koniunkturę dla polityków utożsamianych z konsekwentnym dążeniem do poskromienia Czeczenii. Oczekiwanie na silnego człowieka, który żelazną ręką uporządkuje problem czeczeński stworzyło płaszczyznę zaufania do Putina i poparcia dla jego działań. Przebieg operacji w Dagestanie, prezentowanej jako sukces rosyjskich sił federalnych, przekonywał opinię publiczną, że skuteczność armii rosyjskiej niepomiernie wzrosła w porównaniu z okresem 1994-1996 i kampania wojenna będzie pasmem zwycięstw przy minimalnych stratach. Zmęczone niepowodzeniami i trudnościami gospodarczymi, politycznymi i wojennymi społeczeństwo rosyjskie oczekiwało takich zwycięstw, a propaganda utwierdzała je w przekonaniu, że są one w zasięgu ręki. Władze rosyjskie umiejętnie wykorzystywały także międzynarodową krytykę swoich poczynań ze strony rządów, a zwłaszcza międzynarodowych instytucji i organizacji Zachodu, wzmagając ksenofobiczne nastroje społeczne i samemu występując w charakterze niezłomnych obrońców rosyjskiej racji stanu.

Tymczasem na forum międzynarodowym skuteczność odwoływania się przez władze Rosji do haseł antyterrorystycznych jako zasadniczego motywu ich działania wyraźnie słabła. Zasadniczym motywem zachodniej krytyki był sposób prowadzenia wojny, zwłaszcza zaś cierpienia zadawane ludności cywilnej. Coraz więcej uwagi poświęcano łamaniu praw człowieka i zbrodniom popełnianym przez siły federalne. Zachodni krytycyzm wobec poczynań rosyjskich wzrósł zwłaszcza po bombardowaniu Groznego 21 października. Waszyngton, choć oceniał inwazję na Czeczenię negatywnie, powstrzymywał się od działań mogących sprzyjać rosyjskim przeciwnikom reform i rzecznikom orientacji nacjonalistycznej. Wobec zdecydowanie negatywnych reakcji opinii publicznej na rosyjskie poczynania problem czeczeński pozostawał dla administracji amerykańskiej utrudnieniem w zdobywaniu poparcia dla idei amerykańsko-rosyjskiego strategicznego partnerstwa. Waszyngton dążąc do realizacji tej idei zainteresowany był stabilnością sytuacji w Rosji, a w perspektywie nieodległych wyborów parlamentarnych i prezydenckich generowało to powściągliwość w krytykowaniu Putina uchodzącego za głównego kandydata do schedy po Jelcynie. Już w końcu listopada Clinton złagodził zaostrzone w końcu października oceny polityki rosyjskiej, wykluczając zastosowanie proponowanego przez republikanów nacisku w postaci zablokowania części pożyczek udzielanych Rosji przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Przywódcy europejscy byli w słowach krytyczniejsi niż Amerykanie. Konferencję ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej i Rosji w Helsinkach w listopadzie 1999 r. zbojkotowali wszyscy unijni ministrowie z wyjątkiem szefowej dyplomacji fińskiej pełniącej obowiązki gospodarza. Forum oskarżeń pod adresem Moskwy stały się kolejne konferencje międzynarodowe na szczycie jesienią 1999 r., włącznie ze szczytem OBWE w Stambule 18-19 listopada. Dyplomacji rosyjskiej nie udało się przekonać zachodnich polityków, iż konflikt w Czeczenii był wewnętrzną sprawą Rosji. Na szczycie stambulskim Jelcyn spotkał się z tak ostrą krytyką, że nieoczekiwanie opuścił konferencję, co nieomal nie doprowadziło do jej fiaska. Po długotrwałych dyskusjach zadowolono się jednak dość wstrzemięźliwym zapisem w dokumencie końcowym: "[...] zdecydowanie potwierdzamy, że w pełni uznajemy terytorialną integralność Federacji Rosyjskiej i potępiamy terroryzm we wszystkich jego formach. Podkreślamy konieczność respektowania norm OBWE. Zgadzamy się, że w świetle sytuacji humanitarnej w regionie ważne jest łagodzenie trudności ludności cywilnej, włącznie z tworzeniem odpowiednich warunków dla prowadzenia przez organizacje międzynarodowe pomocy humanitarnej. Zgadzamy się, że istotne jest rozwiązanie polityczne i że pomoc OBWE może przyczynić się do osiągnięcia tego celu [...]", w związku z czym deklarowano wolę wspierania politycznego dialogu, ponownego skierowania na Północny Kaukaz misji OBWE, a zarazem z uznaniem witano deklarację władz rosyjskich odnośnie do stworzenia tam warunków dla stabilizacji, bezpieczeństwa i dobrobytu. Choć Putin i Jelcyn musieli wysłuchiwać od swych zachodnich partnerów ostro formułowanych opinii i odpowiadać na niewygodne pytania, to krytycyzm Zachodu pozostał deklaratywny, nie przełożył się na groźbę jakichkolwiek restrykcji. Na szczycie Unia Europejska - Rosja w Helsinkach politycy unijni zgodzili się nawet na pominięcie sprawy czeczeńskiej w komunikacie końcowym. Nacisk Zachodu przyniósł ostatecznie jedynie zgodę Moskwy na udanie się na Północny Kaukaz misji OBWE.

Również Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy 4 listopada przyjęło rezolucję nawołującą do politycznego rozwiązania konfliktu czeczeńskiego, poszanowania praw człowieka i wstrzymania działań militarnych, potępiając akty terroryzmu, uznając integralność terytorialną Federacji Rosyjskiej i apelując zarazem do władz Rosji o powstrzymanie działań wojskowych skierowanych przeciw ludności cywilnej.

Czołowi politycy rosyjscy, np. przewodniczący Dumy Gienadij Sielezniow czy szef komisji spraw zagranicznych tej izby Władimir Łukin, wprost odmawiali przywódcom USA i NATO moralnego prawa do krytykowania rosyjskiej polityki wobec Czeczenii, przypominając ich poczynania w kwestii jugosłowiańskiej.

Działania zbrojne w Czeczenii ponownie postawiły na porządku dziennym kwestię przestrzegania przez Rosję limitu wielkości jej sił konwencjonalnych w strefie kaukaskiej, ustalonego w porozumieniu z 1990 r. i już raz, w maju 1996 r. zwiększonego. Moskwa usiłowała wymóc na Gruzji cesję części limitu przyznanego temu państwu, ale bez skutku. Sprawa ta spowodowała impas w wiedeńskich rokowaniach dotyczących ograniczenia zbrojeń konwencjonalnych w Europie.





Faza czwarta - zmagania o Grozny

23 listopada siły federalne ostrzegły mieszkańców Groznego przed pozostawaniem w mieście. Był to widomy znak przygotowań do ataku na stolicę, zwłaszcza że jej okrążenie było już niemal całkowite. Trzy dni później zastępca szefa Sztabu Generalnego gen. Walerij Maniłow oświadczył, że rozpoczęła się kolejna faza działań w Czeczenii. Jej zasadniczym celem miało być zniszczenie "grup bandytów" w górach, przywrócenie porządku konstytucyjnego i stworzenie warunków dla powrotu uchodźców. Minister Siergiejew oceniał, że armia będzie potrzebowała ok. 3 miesięcy na zakończenie operacji militarnej.

Jakkolwiek 1 grudnia siły czeczeńskie przypuściły serię skutecznych ataków na wojska federalne, to postępy Rosjan były stałe i w tym czasie pod ich kontrolą znajdowało się już ponad 50 % terytorium republiki. 4 grudnia gen. Kazancew ogłosił zamknięcie okrążenia wokół Groznego. Tegoż dnia siły federalne zdobyły Argun, a 9 grudnia wspólnie z milicją Gantamirowa opanowały Urus-Martan. 11 grudnia w okrążeniu rosyjskim znalazło się Szali. Atak na Grozny zbliżał się nieuchronnie. W stolicy przebywało wówczas prawdopodobnie ok. 20-30 tys. (wedle innych źródeł nawet 50 tys.) mieszkańców, którzy z różnych powodów nie zostali wcześniej ewakuowani. 6 grudnia samoloty zrzuciły ulotki zapowiadające, że osoby pozostające w mieście "będą uważane za terrorystów i bandytów i będą zniszczone przez artylerię i lotnictwo". Mieszkańcom pozostawiono czas na opuszczenie miasta do 11 grudnia. Siły federalne przygotowały specjalny korytarz, którym cywile mieli opuścić miasto, ale skorzystało z niego niewiele osób, a Rosjanie oskarżali bojowników czeczeńskich o uniemożliwianie ludności wyjścia ze stolicy.

Ogłoszenie ultimatum ponownie wzbudziło falę międzynarodowej krytyki polityki rosyjskiej, tym razem tak silnej, że ministrowie spraw zagranicznych krajów Unii Europejskiej 6 grudnia rozważali nawet możliwość wstrzymania pomocy żywnościowej dla Rosji, wprowadzenia moratorium na nowe umowy w sprawie współpracy oraz możliwość powiązania dalszej pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego z zachowaniem Rosji na Kaukazie. Gdy jednak kilka dni później doszło do szczytu Unii w Helsinkach, zadowolono się werbalną krytyką kampanii rosyjskiej w Czeczenii, a ministrowie spraw zagranicznych państw członkowskich NATO 14 grudnia ograniczyli się do uznania akcji rosyjskiej w Czeczenii za masowe i nieproporcjonalne użycie siły wobec ludności cywilnej, potwierdzając zarazem prawo Rosji do zwalczania terroryzmu i obrony swojej integralności terytorialnej. Dalej poszedł w kolejnej rezolucji Parlament Europejski, który 15 grudnia bezwarunkowo potępił działania przeciw cywilnej ludności Czeczenii oraz wezwał władze Rosji do natychmiastowego przerwania ognia, wycofania ultimatum z 6 grudnia, rozpoczęcia dialogu z demokratycznie wybranymi władzami Czeczenii i stworzenia warunków dla pomocy humanitarnej.

Problem ewentualnych sankcji wobec Rosji ponownie pojawił się w trakcie berlińskiego spotkania szefów dyplomacji najbardziej rozwiniętych państw świata (tzw. grupy G-7). Ministrowie byli zgodni w krytycznych ocenach posunięć rosyjskich i żądaniu przerwania ognia w Czeczenii, jednakże zgodność ta nie sięgała już charakteru i zakresu ewentualnych restrykcji. Najszerszą akceptację zyskiwała formuła: "nie ma sankcji, ale nie ma i pomocy".

Tymczasem 12 grudnia rozpoczął się szturm Groznego. Siły rosyjskie posuwały się powoli za nawałą ogniową, zajmując dopiero niemal całkowicie już niszczone kwartały. Tegoż dnia zajęły lotnisko Chankała. 13 grudnia pierwsze oddziały rosyjskie wdarły się do centrum, ale poniósłszy ciężkie straty (ok. 70 zabitych) wycofały się. Atak ponowiono 15 grudnia z jeszcze gorszym rezultatem - według zachodnich obserwatorów zginęło ok. 100 żołnierzy rosyjskich. Moskwa zaprzeczyła tym informacjom, twierdząc, iż informacje o rzekomej bitwa w Groznym była prowokacją czeczeńską, mającą skompromitować armię rosyjską w oczach opinii publicznej. W tym samym czasie na propozycję ministra Siergieja Szojgu podjęcia negocjacji na temat ewakuacji ludności z Groznego Maschadow odpowiedział ofertą rozmów w sprawie zakończenia konfliktu, które "satysfakcjonowałoby obie strony i uwzględniało interesy Rosji jako światowego mocarstwa". Maschadow zaproponował, aby pośrednikiem został Knut Vollebaek, przewodniczący OBWE, który przebywał wówczas na Północnym Kaukazie i deklarował gotowość podjęcia się tej roli. Jednakże rząd rosyjski odrzucił możliwość zasadniczych rozmów z Maschadowem póki "nie zdystansuje się on od terrorystów", a ewentualne pośrednictwo czynników międzynarodowych uznał za ingerencje w wewnętrzne sprawy Federacji. Przeciwny rokowaniom był także lider niekomunistycznej opozycji Jurij Łużkow, uważający, iż po stronie czeczeńskiej nie było siły, z którą oficjalne rokowania mogły być podjęte.

17 grudnia rosyjskim spadochroniarzom udało się przeciąć główną drogę łączącą Czeczenię z Gruzją. Operacja ta miała poważne znaczenie, bowiem w poważnym stopniu komplikowała możliwość komunikowania się sił czeczeńskich ze światem zewnętrznym, uzyskiwania pomocy materialnej i wojskowej, a także ewakuowania rannych bojowników. Czeczeni nadal jednak wykorzystywali trudno dostępne szlaki górskie, których Rosjanom nie udało się obsadzić ani zaminować.

Sytuacja w Czeczenii niepokoiła centrum federalne, bowiem 19 grudnia odbywały się wybory parlamentarne i sukcesy na Północnym Kaukazie miały być doniosłym czynnikiem zwycięstwa bloku rządowego. Mimo rysującego się stopniowo znużenia społeczeństwa przedłużającą się wojną koalicja wyborcza skupiona wokół Putina i Szojgu (Międzyregionalny Blok "Jedność") uzyskała bardzo dobre wyniki (23,3 % głosów), nieznacznie tylko ustępując zwycięskim komunistom (24,3 %) i wyraźnie dystansując innych konkurentów (blok Ojczyna - Cała Rosja zdobył tylko 13,3 % głosów). Był to znak, że taktyka Kremla przyniosła znaczące rezultaty, jakkolwiek obóz prezydencki nie uzyskał w parlamencie większości, co skazywało go na doraźne kompromisy, bądź poszukiwanie płaszczyzny współpracy z komunistami. Co jednak ważniejsze, sondaże wskazywały na poważne szanse Putina na sukces w wyborach prezydenckich.

22 grudnia Borys Bieriezowskij, nowo wybrany deputowany do Dumy, uważany ciągle za wpływowego polityka, oświadczył na konferencji prasowej, iż kampania militarna w Czeczenii wyczerpała swoje zadania i nadeszła pora znalezienia politycznego rozwiązania, a premier Putin jest gotów do negocjacji z Maschadowem poprzez pośredników. Wojskowi jednak nie chcieli słyszeć o żadnych układach. Już następnego dnia gen. Kazancew zapowiedział, iż Grozny zostanie w najbliższych dniach opanowany w wyniku "operacji specjalnej", a w ciągu 2-3 tygodni armia rosyjska uzyska pełną kontrolę nad górskimi rejonami republiki. Tymczasem walki o stolicę republiki 23 grudnia wkroczyły w nową, szczególnie ciężką fazę. Poszczególne rejony miasta i kluczowe budynki wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Jednak zamiecie śnieżne powstrzymały posuwanie się Rosjan, a obrońcy wykorzystując warunki pogodowe dokonywali w niewielkich grupach śmiałych ataków na tyły wojsk federalnych. Decydujące uderzenie rosyjskie rozpoczęło się dopiero 17 stycznia 2000 r. Do końca stycznia Rosjanie opanowali w efekcie 50 % miasta.

31 grudnia, ku ogólnemu zaskoczeniu, Jelcyn podał się do dymisji, a obowiązki prezydent przejął tym samym premier Putin. Był to krok obliczony na zwiększenie szans tego ostatniego w wyborach prezydenckich mających odbyć się w marcu 2000 r.

W styczniu 2000 r. z krytyką rosyjskich poczynań w Czeczenii ponownie wystąpiły Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy i Parlament Europejski. W toku dyskusji w pierwszej z tych instytucji pojawiła się nawet idea zawieszenia członkostwa Rosji, jednak ostatecznie zdecydowano się jedynie na wysłanie na Północny Kaukaz misji Zgromadzenia oraz wezwano władze rosyjskie do przestrzegania międzynarodowych konwencji i poszanowania praw człowieka. Rządy państw zachodnich były bardziej powściągliwe w swych reakcjach. Zachód zdawał się wiązać z Putinem nadzieje na pokonanie trudności, jakie występowały w stosunkach z Rosją w okresie poprzedniej prezydentury i nie zamierzał utrudniać mu walki w nadchodzących wyborach. Widoczne były dążenia zachodnich polityków, by sprawa Czeczenii nie storpedowała wysiłków na rzecz "strategicznego partnerstwa" z Rosją. Styczniowe wizyty w Moskwie ministrów spraw zagranicznych USA i Wielkiej Brytanii przyniosły przytłumienie krytyki poczynań rosyjskich. Politycy amerykańscy i brytyjscy przede wszystkim chętnie słuchali zapewnień Putina o woli kontynuacji rosyjskich reform.

Tymczasem czeczeńską odpowiedzią zapewnienia rosyjskich dowódców o rychłym uzyskaniu kontroli nad górskimi rejonami Czeczenii były uderzenia bojowników przeprowadzone 9 stycznia w Szali, Argunie i Gudermesie. Czeczeni opanowali w tych miastach wybrane dzielnice i obiekty i wycofali się po ciężkich walkach dopiero 11 stycznia. Dowództwo rosyjskie twierdziło, że w dniach 9-10 stycznia straciło tam tylko 2 żołnierzy, jednakże wedle państwowej agencji informacyjnej ITAR-TASS straty wyniosły 26 zabitych. Wydarzenia te wykazały, iż siły federalne nie panowały w pełni nawet nad zajętymi już obszarami Czeczenii i nie były przygotowana na kontrataki czeczeńskie. Stawało się oczywiste, że strona rosyjska nie mogła liczyć na szybkie zwycięstwo i a oddziały czeczeńskie były w stanie podejmować działania nie tylko w górach, ale także w miastach. Wojna coraz bardziej przypominała swym charakterem wydarzenia z lat 1994-1996. Bojownicy czeczeńscy przystąpili do minowania górskich dróg i mostów, a równocześnie grupy bojowe pozostawały na terenach zajmowanych przez siły federalne i prowadziły tam działania typowo partyzanckie, które już w następnych tygodniach zyskały na intensywności.

Wobec rozwoju wydarzeń w innych częściach kraju i konieczności przejścia przez siły czeczeńskie do wojny partyzanckiej dalsza obrona stolicy, a właściwie jej ruin, traciła sens wojskowy i dowództwo czeczeńskie zdecydowało ją zakończyć. W nocy z 31 stycznia na l lutego ok. 2 tysięcy bojowników czeczeńskich wyszło z miasta i skierowało się ku południowym przedmieściom, gdzie rosyjskie pozycje były najsłabsze. Podczas przechodzenia przez pola minowe i walk z Rosjanami zginęli komendanci polowi Chunkar Israpiłow, Issa Astamirow, Leczo Dudajew i Asłanbek Ismaiłow, a także ok. 300 czeczeńskich żołnierzy. Ranni zostali m.in. Ahmed Zakajew i Szamil Basajew. Ostatnie punkty oporu w Groznym zostały zlikwidowane do 6 lutego.

W lutym walki toczyły się głównie w rejonach szatojskim, wiedeńskim i itymkulskim, gdzie skoncentrowały się oddziały czeczeńskie wyprowadzone z Groznego. W sumie siły czeczeńskie oceniane były na 6-7 tys. ludzi. Zasadniczym celem walk w tym okresie była kontrola nad wąwozami wiedeński, arguńskim i szatojskim otwierającymi drogę wojskom federalnym w głąb górskiej części Czeczenii. 29 lutego siły federalne zajęły ostatnie miasto pozostające w rękach czeczeńskich - Szatoj. Walki trwały tam od połowy miesiąca, a liczącymi ok. 1 tys. bojowników siłami obrony kierował osobiście Maschadow. Czeczeni opuszczając Szatoj przerwali okrążenie, ale stracili przy tym ok. 150 ludzi.

Wydarzenia te kończyły czwartą fazę wojny. W toku kampanii jesienno-zimowej strona federalna odniosła bez wątpienia sukces militarny: jej siły zajęły północną i środkową Czeczenię oraz najważniejsze ze strategicznego punktu widzenia rejony kaukaskiego masywu górskiego, przecięły i zablokowały główne drogi zaopatrzenia i komunikacji sił czeczeńskich z Gruzją i Dagestanem, praktycznie wyeliminowały czeczeński ciężki sprzęt wojskowy. Czeczeni zostali wyparci w trudno dostępne fragmenty gór, gdzie nieustannie tropiło ich rosyjskie lotnictwo i coraz lepiej radzące sobie w tego rodzaju akcjach oddziały wojskowe. Czeczeni musieli przejść do wojny partyzanckiej, która ze zmiennym nasileniem i powodzeniem prowadzona będzie przez kolejne miesiące i lata.

Sukcesy osiągnięte w okresie od października 1999 r. do lutego 2000 r. jak się wydaje utwierdziły rząd Putina w przekonaniu o efektywności wojennego sposobu rozwiązania problemu czeczeńskiego, choć już wtedy niektórzy eksperci wskazywali, iż sukces był mocno wątpliwy, a wojna coraz wyraźniej przypominała wydarzenia z lat 1994-1996, rokując podobne rezultaty.

Choć dyplomacja rosyjska konsekwentnie oponowała przeciw wszelkim dyskusjom międzynarodowym na temat sytuacji w Czeczenii, nie była w stanie zablokować kłopotliwych dla niej inicjatyw wynikających z masowo ujawnianych przypadków łamania praw człowieka i ograniczania pomocy humanitarnej dla ludności cywilnej. 26 lutego 2000 r. Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka Mary Robinson, sekretarz generalny OBWE Jan Kubis oraz sekretarz generalny Rady Europy Walter Schwimmer skierowali wspólny apel do władz FR, w którym dali wyraz "głębokiemu zatroskaniu" napływającymi ciągłe informacjami o gwałceniu praw człowieka w Czeczenii i postulowali umożliwienie przez władze rosyjskie monitorowania sytuacji w Czeczenii przez niezależne instytucje i organizacje międzynarodowe. 6 kwietnia 2000 r. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy dość nieoczekiwanie ogromną większością przegłosowało natychmiastowe zawieszenie prawa głosu Rosji i wezwało Komitet Ministrów Rady Europy do rozpoczęcia postępowania zmierzającego do zawieszenia jej członkostwa w Radzie z powodu naruszania na masowa skalę praw człowieka w Czeczenii. Decyzja ta miała ograniczone znaczenie, bowiem o członkostwie Rosji w Radzie Europy musiały zadecydować rządy, wywołała jednak nader gniewne i zarazem lekceważące Zgromadzenie reakcje polityków rosyjskich. Przewodniczący Dumy wręcz oświadczył, że Zgromadzenie "stanęło w obronie terrorystów". Pięć dni później na konkretniejsze działanie zdecydowała się także Unia Europejska. W jej imieniu Portugalia skierowała do Komisji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych w Genewie projekt rezolucji wzywającej do zbadania przestępstw popełnianych w Czeczenii. Komisja przyjęła 25 kwietnia - mimo zdecydowanego przeciwdziałania Rosji - rezolucję wyraźnie potępiającą zbrodnie popełniane przez siły rosyjskie w Czeczenii i wzywającą władze rosyjskie do powołania niezależnej komisji, która zbadałaby tę problematykę. Rosja bez żadnych istotnych konsekwencji odmówiła jednak wykonania podstawowych postanowień tej rezolucji.

Być może pewnym refleksem złej atmosfery międzynarodowej powstałej wokół Rosji były wspomniane wcześniej kwietniowe manewry Moskwy wokół ewentualnego podjęcia negocjacji z Maschadowem. Niewątpliwie zaś zdecydowanym krokiem proamerykańskim było ratyfikowanie przez Dumę 14 kwietnia rosyjsko-amerykańskiego układu START II o redukcji broni strategicznych. Putin zdecydował się też w kwietniu na uruchomienie śledztwa w sprawie przestępstw popełnionych w Czeczenii przez siły federalne.





Faza piąta - wojna partyzancka

Zadaniem sił federalnych w tej fazie wojny było stopniowe zaciskanie okrążenia wokół zepchniętych w góry bojowników, opanowanie punktów pozwalających kontrolować (a w razie potrzeby ostrzeliwać) możliwie duże obszary oraz odcięcie sił czeczeńskich od zewnętrznego zasilania, przede wszystkim przez blokadę granicy z Gruzją. W marcu sytuacja w Czeczenii była daleko bardziej skomplikowana niżby to wynikało z filtrowanych doniesień prasy sympatyzującej z centrum federalnym i dowództwem armii. Jednak i te źródła zmuszone były ujawnić niepowodzenia, jakie wówczas miały miejsce. Siły federalne poniosły znaczne straty i to podwójnie dotkliwe, bowiem na terenach uznawanych za pozostające pod ich kontrolą, co stawiało pod znakiem zapytania tezę, iż poza rejonami górskimi operacja wojskowa została zakończona i rozpoczął się proces normalizacji życia. 1 marca 2000 r. w pobliżu osady Ułus-Kert zginęło 84 żołnierzy wojsk powietrzno-desantowych, następnego dnia w rejonie stanicy Pierwomajskaja śmierć w czeczeńskiej zasadzce poniosło 20 członków specjalnego oddziału milicji (OMON) z Moskwy, zaś 29 marca w okolicach Wiedeno 43 ich kolegów z OMON-u permskiego. Były to oczywiście tylko największe jednorazowe straty. Rosjanie i Czeczeni ginęli bowiem codziennie. Według danych Ministerstwa Obrony FR od 1 października 1999 r. do 17 marca 2000 r. PGW straciła 1628 zabitych (w tym 1173 żołnierzy i oficerów sił zbrojnych oraz 455 żołnierzy i oficerów wojsk wewnętrznych) oraz 4308 rannych.

23 marca rosyjski minister obrony Igor Siergiejew oświadczył, że w górskich rejonach Czeczenii rozpoczęła się operacja specjalna, której celem miała być ostateczna likwidacja działających tam "bandyckich formacji". Zapewne było to posunięcie skoordynowane z ustalonymi na 26 marca wyborami prezydenckimi w Federacji Rosyjskiej. Ich zwycięzcą już w pierwszej turze został Putin, którego poparło 52,9 % wyborców. Jego jedynym poważnym konkurentem był komunista Zuganow, ale zdobył on tylko 29,2 % głosów. Pozostali kandydaci nie liczyli się (trzeci w kolejności Grigorij Jawlinskij uzyskał zaledwie 5,8 % głosów). W Czeczenii według informacji agencji ITAR-TASS głosowało 64,75 % wyborców (297,5 tys. osób). Putin jakoby zdobył tam poparcie 65 % głosujących (w Groznym aż 82 %), Ziuganow 16 %, a Jawliński 11 %. Oczywiste jednak było, iż w warunkach toczącej się wojny, wyłączenia z wyborów terenów górskich i nacisku administracyjnego, a nawet terroru policyjno-wojskowego, wyniki te były absolutnie niewiarygodne, jeśli w ogóle prawdziwe.

Putin tuż po wyborach zapowiedział, że będzie kontynuował operacje w Czeczenii, aż do poddania się partyzantów lub do ich całkowitego zniszczenia. Czeczeni odpowiedzieli wzmożeniem ataków na patrole i garnizony rosyjskie. Ciężkie walki znów toczyły się na południu, m.in. w okolicach osady Komsomolskoje, gdzie zgrupowane były oddziały Giełajewa. W kwietniu działania na największą skalę miały miejsce w rejonach wiedeńskim i nożajjurtowskim. Wedle informacji rosyjskiego Sztabu Generalnego do 13 kwietnia 2000 r. w toku operacji w Czeczenii zginęło 2119, a rannych zostało 6253 żołnierzy rosyjskich. 21 kwietnia zastępca szefa Sztabu Generalnego gen. Maniłow oświadczył, iż na Północnym Kaukazie od 2 sierpnia 1999 r. zginęło 2144 rosyjskich żołnierzy, a rany odniosło 6325. Straty po stronie czeczeńskiej pozostawały w gruncie rzeczy nieznane, choć siły federalne często informowały o "likwidacji" czy "unicestwieniu" kolejnych kilku- lub kilkudziesięcioosobowych grup bojowników.

11 a potem 18 kwietnia 2000 r. w odpowiedzi na kolejną propozycję podjęcia negocjacji bez warunków wstępnych wysuniętą przez Maschadowa rzecznik prezydenta Putina Siergiej Jastrzembski potwierdził kontakty przez pośredników, zapewnił też, że Maschadow mógłby być uważany za partnera w rokowaniach, o ile spełni określone warunki. Przejście od działań wojskowych do politycznych metod uregulowania problemu czeczeńskiego Jastrzembski uznał za możliwe pod warunkiem złożenia broni przez bojowników czeczeńskich, rozbrojenie "bandyckich formacji", ukaranie przestępców. Równocześnie jednak minister Ramazan Abdułatipow oświadczył, iż rozmowy z Maschadowem możliwe są tylko na jeden temat - przerwania działań wojennych, natomiast wykluczył prowadzenie z nim rokowań politycznych. Z kolei minister spraw zagranicznych Igor Iwanow 13 kwietnia stwierdził, iż Moskwa będzie rozmawiać z czeczeńskimi liderami i podejmować wysiłki zmierzające do konkretnych rezultatów, a następnego dnia dodał, iż wraz zakończeniem wojskowej fazy operacji w Czeczenii należy spodziewać się podjęcia rozmów z Maschadowem. W podobnym duchu Iwanow wypowiadał się także 17 kwietnia. 13 kwietnia Putin oświadczył, że "przywracanie porządku i poszanowania praw ludzkich" było priorytetem rosyjskiej polityki w Czeczenii, a Maschadow - poprzednio zaś Dudajew - stworzyli "kryminalno-terrorystyczną enklawę". Prokurator Generalny FR już w lutym oskarżył Maschadowa o organizowanie i uczestniczenie w zbrojnej rebelii, za co groziła kara 25 lat więzienia. Jastrzembski 12 kwietnia sugerował, że Maschadow mógłby skorzystać z amnestii uchwalonej właśnie przez Dumę. Możliwość prowadzenia rozmów z Maschadowem kwestionowali także przedstawiciel rządu FR w Czeczenii Nikołaj Koszman oraz gen. Maniłow. Pierwszy z nich twierdził, że nie mają one sensu bowiem Maschadow nie ma realnego wpływu na procesy zachodzące w republice, drugi - że Maschadow dotąd nie odciął się od przywódców "bandyckich formacji". Z kolei 21 kwietnia Putin oświadczył, że oczekuje od Maschadowa konkretnych działań, a jeśli nie jest on w stanie zapewnić warunków do podjęcia rozmów, to strona rosyjska gotowa jest mu dopomóc. Zapewne te zróżnicowane sygnały wysyłane przez Moskwę odnośnie do ewentualnych rokowań z Maschadowem były przemyślaną taktyką i służyć miało maskowaniu przed opinią publiczną i Zachodem rzeczywistej intencji militarnego pokonania przeciwnika, zaś istotne stanowisko strony rosyjskiej prezentowali wojskowi deklarujący gotowość prowadzenia działań zbrojnych aż do ostatecznego zlikwidowania formacji czeczeńskich.

Niemal nazajutrz po wyborczym zwycięstwie Putina pojawiły się publiczne zapowiedzi wprowadzenia w Czeczenii bezpośrednich rządów prezydenckich. Opowiadali się za takim rozwiązaniem zarówno szefowie poszczególnych rejonów, jak i Koszman. Decydujące było oczywiście stanowisko Moskwy. Nim jednak do tego doszło, w końcu maja zostało utworzonych 20 komendantur wojskowych w kontrolowanych przez władze rejonach. Miały one tworzyć warunki współpracy czynników wojskowo-policyjnych z lokalnymi ogniwami cywilnej administracji i samorządu. W praktyce komendanci ci rzadko potrafili taką współprace nawiązywać.

8 czerwca 2000 r. prezydent Putin podpisał dekret O organizacji tymczasowego systemu organów władzy wykonawczej w Republice Czeczeńskiej. Likwidował on instytucję przedstawiciela rządu FR w republice i jednocześnie ustanawiał Administrację Republiki Czeczeńskiej. System organów władzy wykonawczej w Czeczenii tworzyły odtąd: Administracja Republiki Czeczeńskiej oraz terytorialne ogniwa (przedstawicielstwa) federalnych organów władzy wykonawczej. Administracja obejmowała organy władzy wykonawczej Republiki Czeczeńskiej, administrację rejonów i osad. Szefa administracji mianował i odwoływał bezpośrednio prezydent FR. Wbrew pozorom uprawnienia szefa administracji nie były zbyt szerokie, bowiem nie obejmowaly kompetencji terytorialnych ogniw federalnych organów władzy wykonawczej. W praktyce oznaczało to, że podlegała mu jedynie administracja lokalna, natomiast kluczowe w sytuacji Czeczenii przedstawicielstwa resortów siłowych i gospodarczych działały niezależnie od niego. Szef administracji podlegał prezydentowi i rządowi, a jego działalność objęta była nadzorem ze strony specjalnego przedstawiciela prezydenta FR w nowo utworzonym federalnym okręgu Północnego Kaukazu. 20 czerwca szefem administracji w Czeczenii został mianowany Kadyrow, który krótko po tym zadeklarował gotowość podjęcia rozmów z Maschadowem. Nominacja Kadyrowa została pozytywnie przyjęta wśród polityków rosyjskich, natomiast sceptycznie w czeczeńskich środowiskach prorosyjskich. Liderzy tych ostatnich doznali poważnego rozczarowania, że Kreml postawił na niedawnego przeciwnika, a nie na ludzi "sprawdzonych" i "zasłużonych". Okazało się, że wierność Moskwie nie zawsze znajdowała nagrodę. Putin poprzez tę nominację stawiał - jak się zdaje - na rozbicie obozu dotychczasowych oponentów i pozyskanie części ich społecznego zaplecza. Jak się miało okazać, była to taktyka nie pozbawiona szans na sukces. Kadyrow dysponował rzeczywistym autorytetem, a swoją postawą odzwierciedlał nastawienia sporej części społeczeństwa republiki, wyczerpanego wojną, nie dostrzegającego realnych perspektyw normalnego życia w istniejących warunkach.

Mianowanie Kadyrowa i jego stanowisko w sprawie negocjacji spowodowało rozdźwięki wśród przywódców czeczeńskich bojowników. Komendanci polowi Ali Sułtanow, Ibragim Saitow i Salman Adujew przeszli na jego stronę i wezwali do tego innych bojowników. Maschadow krótko potem oskarżył o zdradę zarówno ich, jak i szefa swojej administracji Apti Batałowa, który dostał się w ręce Rosjan i w zamian za skorzystanie z amnestii złożył publiczne oświadczenie krytykujące Maschadowa i jego reżim. Samego Kadyrowa Maschadow uznał za "wroga narodu czeczeńskiego", a Basajew wyznaczył nagrodę w wysokości 100 tys. dolarów za jego głowę.

Mimo ograniczonych kompetencji administracji i jej szefa, samo jej utworzenia miało swoją wymowę. Potwierdzało, iż rozwiązanie problemu czeczeńskiego nie było ani łatwe, ani bliskie. Prominentni przedstawiciele Kremla niejednolicie oceniali długość okresu w którym administracja ta miała funkcjonować, ale nie miał być on krótszy niż 2-3 lata. Kreml zmuszony był ponownie uznać, że problem czeczeński był nierozwiązywalny na drodze działań czysto militarnych. Ustanowienie rządów prezydenckich mogło wskazywać, iż Moskwa zrezygnowała z tworzenia marionetkowego rządu czeczeńskiego znanego z okresu poprzedniej wojny. To akurat okazało się wrażeniem złudnym, bowiem po kilku miesiącach, w styczniu 2001 r. rząd taki jednak powstał.

Tworzenie prezydenckiej administracji w Czeczenii miało wątpliwe podstawy prawne, czy też raczej nie znajdowało umocowania w konstytucji FR, która nie przewidywała tworzenia w tzw. podmiotach federacji tego rodzaju instytucji. Powoływano się na kompetencje prezydenta jako gwaranta konstytucji i zarazem na przepisy o stanie wyjątkowym, dające mu możliwość bezpośredniego podporządkowania sobie organów władzy wykonawczej na terenach tym stanem objętych. Jednakże w Czeczenii tego rodzaju stan nie został wprowadzony.

W tym czasie ważnym impulsem dla kształtowania się stosunku Zachodu do problemu wojny w Czeczenii stała się wizyta prezydenta Clintona w Moskwie w czerwcu 2000 r. Amerykańska krytyka Rosji została jeszcze bardziej ograniczona i stonowana. Nawet uwięzienie i oskarżenie dziennikarza Radia Swoboda Andrieja Babickiego i aresztowanie Władimira Gusinskiego (właściciela grupy medialnej "Media-Most" zajmującej zdecydowanie krytyczne stanowisko wobec polityki Kremla i rządu) nie spotkały się z ostrzejszymi reakcjami, a tę ostatnią sprawę Waszyngton gotów był nawet oceniać pozytywnie jako krok ku likwidacji panowania rosyjskich oligarchów, a nie jako przejaw ograniczania wolności mediów. Zachód pozytywnie przyjmował deklaracje Putina o zrównaniu praw inwestorów krajowych i zagranicznych, intensyfikacji walki z korupcją i praniem brudnych pieniędzy. Powierzenie stanowiska premiera Michaiłowi Kasjanowowi, a ważnych ministerstw gospodarczych osobom uważanym za reformatorów traktowano jako potwierdzenie zapowiedzi kontynuowania przekształceń gospodarki rosyjskiej. Zwłaszcza USA starały się nie dopuścić, by sprawa Czeczenii stała się barierą dla współpracy amerykańsko-rosyjskiej, zwłaszcza ekonomicznej. Zachód po kilku miesiącach wojny w Czeczenii stopniowo dochodził do przekonania, iż czas protestów minął i jeśli nie nastąpi nowa eskalacja działań, należy ograniczać krytycyzm wobec Moskwy. Najłatwiej przychodziło to Waszyngtonowi: w przeciwieństwie do wielu polityków europejskich prezydent Clinton nigdy nie groził Rosji izolacją z powodu jej poczynań w Czeczenii. Amerykanie ponawiali oświadczenia o konieczności przestrzegania standardów prawnych, poszanowania praw uchodźców, ochrony ludności czy o stworzeniu pola dla działań humanitarnych. W odniesieniu do dwustronnych stosunków z Rosją starali się wszakże nie wyciągać poważniejszych konsekwencji z bezskuteczności owych enuncjacji, którym towarzyszyły zresztą deklaracje walki z globalnym terroryzmem, co odpowiadało rosyjskiej tendencji do ujmowania w tych kategoriach poczynań w Czeczenii.





Bilans

Na początku października 1996 r. minister Rodionow podał, że w Czeczenii zginęło 2941 żołnierzy rosyjskich, nie licząc personelu sił powietrznych oraz formacji podporządkowanych innym resortom. Kilka dni później gen. Lebied' informował Dumę, że siły federalne straciły w Czeczenii 3826 zabitych, 17892 rannych i 1906 zaginionych. Z kolei rosyjskie MSW twierdziło, iż jego straty wyniosły 921 zabitych, 4500 rannych i 279 zaginionych, a ponadto 280 milicjantów zabitych, 2013 rannych i 7 zaginionych. Dokładność tych danych od początku budziła wątpliwości, zwłaszcza że sporządzone wysiłkiem społecznym niepełne imienne spisy zabitych objęły 4379 nazwisk, a więc więcej niż łączne straty podawane przez resorty zaangażowane w działania wojenne. Doliczono się także ok. 300 zabitych współpracowników rosyjskiego MSW (pionów operacyjnych), co być może stanowi o wspomnianej różnicy. Z ustaleń rosyjskich historyków wojskowości wynika, że łączne straty tzw. nieodwracalne (obejmujące zabitych, zmarłych z ran i zaginionych bez wieści) sił federalnych wyniosły 5552 osoby, w tym 4513 zabitych w walkach, 338 zmarłych z ran i 510 zaginionych. Straty tzw. sanitarne wyniosły 51387 osób, w tym 16098 rannych i 35289 chorych. Wielkość strat wojskowych po stronie czeczeńskiej pozostaje kwestią wysoce kontrowersyjną. Wedle ocen historyków rosyjskich straty nieodwracalne wyniosły 2500-2700 osób, a hospitalizowanych rannych miało być 9714. Wedle innych danych szacuje się, iż zginęło ok. 13 tys. bojowników czeczeńskich. Największe ofiary poniosła jednak ludność cywilna. Lebied' oceniał liczbę ofiar śmiertelnych na 80-100 tys. osób. Rosyjscy historycy szacują je jednak znacznie niżej, na 30-35 tys. osób. Około 400 tys. osób musiało opuścić swoje dotychczasowe miejsca zamieszkania.

Stronę rosyjską wojna kosztowała prawdopodobnie ok. 5,5 mld dolarów. Czeczenia wyszła z wojny całkowicie zrujnowana. Wedle danych podanych przez władze republiki w marcu 1997 r. zniszczonych było 60 % budynków mieszkalnych w miastach i 40 % na wsi, 80 % szpitali, 100 % wyższych uczelni, 70 % szkół średnich, 90 % przedszkoli, 70 % elektrowni i stacji transformatorowych, 30 % zakładów petrochemicznych, 100 % przedsiębiorstw budowy maszyn, 90 % przedsiębiorstw budowlanych, 100 % przedsiębiorstw włókienniczych, 80 % urządzeń rolniczych. Praktycznie przestał istnieć transport samochodowy i kolejowy oraz łączność telefoniczna, w 70 % zniszczone zostały drogi i urządzenia wodociągowe.






Strona główna

Mapa strony

Moje publikacje